Site icon Miesięcznik internetowy WOBEC Piotr Kotlarz

Wiersze / Arkadiusz Frania

Arkadiusz-Frania-fot-Szymon-Halter

* * *

tego dnia słońce
wstało na zachodzie

pomyślałem że to się dzieje
koniec mojego świata

a to tylko ja spałem
do góry nogami

* * *

po pierwsze nie pisać
wiersza o pisaniu wiersza

po drugie nie pisać
wiersza

po trzecie nie pisać

po czwarte

już jest po wszystkim

* * *

dzień coraz krótszy
ciemność się panoszy
i wdycham kurz spod lodówki

przychodzę żeby wyjść
kładę się żeby wstać
wychodzę żeby przyjść
wstaję żeby się położyć
żeby położyć głowę pod topór

* * *

wpatruję się w ślad na ścianie
skąd ta czarna plama
już wiem
jeszcze wiem
dopóki nie zapomnę

rozgnieciony komar
wbity w farbę szybkoschnącą

życie szybko ulatujące do ula
wyściełanego mrokiem

* * *

choćby wszystkie kalendarze świata
zmieniły daty moich przywidzeń

choćby wszyscy chirurdzy świata
wycięli każdą komórkę mózgową
odpowiedzialną za słowa

nie odważę się milczeć na trzeźwo

* * *

na parapecie
schną jabłka jabłuszka
pięć może sześć

na parapecie
blakną słowa słówka
siedem może osiem

słówka zapisane na kartce w kratkę
kratka staje się kratą
co uzależnia mnie i niszczy
jak trujący tlen
przez który żyję
dzięki któremu umieram

* * *

żeby coś zapomnieć
trzeba to najpierw zapamiętać
choćby imiona reniferów świętego mikołaja
kometek
amorek
tancerz
pyszałek
błyskawiczny
fircyk
złośnik
profesorek
rudolf

uwaga
powtarzamy utrwalamy i zapominamy

* * *

moja wieczność ma krótki
termin przydatności do spożycia

po śmierci trudniej mi będzie
zasłużyć na zbawienie
dlatego staram się jak mogę i jak nie mogę
chodzić uważnej
myśleć uważniej
pisać uważniej
uważniej niż kiedyś
gdy miałem przed sobą wszystko za nic

* * *

to był bardzo dziwny dzień
gdy wydawało mi się że żyję

oddychałem głęboko koniecznie przez nos
na lewej ręce promienie słoneczne
bawiły się w chowanego z plamkami cieni

uśmiechnąłem się na widok
zakonnicy w czarnym habicie
jechała na czerwonym rowerze
między punktami bezczasu i bezprzestrzeni

zrobiło mi się lekko i cicho

wtedy poczułem dotknięcie zimna
lodowaty wiatr owinął się wokół szyi jak szklany szal
zabrakło mi tchu i obrazy straciły ostrość

obudziłem się ze śmierci

* * *

białe są tylko dusze aniołów
ale czy anioły muszą mieć jeszcze dusze
czy nie są nimi wypełnione po brzegi

bo do czego przyrównać duszę
jeśli ożywia i płynie przez serce
jak niewidoczna woda która za nas oddycha

* * *

po drugiej stronie ulicy
znalazła się moja przyszłość
to tylko siedem może osiem metrów
i spotkam się z nieuchronnym

czas mierzymy odległością
a odległość czasem jak odcinki kosmosu latami świetlnymi

na czerwonym nie przechodzę
czekam przebierając myślami

gdy zapala się zielony krąg
pospiesznie strzepuję robaka ze spodni
i cofam się na początek uliczki
przyszłość zostawiam sobie na później

* * *

lepiej nie będzie
to może nawet lepiej

do szyby w oknie
przykleja się kurz
drobne żółte kropki
jak kasza manna

mokrą szmatą zmazuję czas
mokrą szmatą zamazuję czas

* * *

może jestem bezczelnym trupem
któremu wydaje się że żyje
że może bezkarnie zjeść bułkę z nutellą
że może napić się bez pośpiechu kawy

i wszystko gra

w nocy spadł deszcz
i zmył moje wszystkie proroctwa

* * *

gromadzę stare rzeczy
zdarte podarte obdarte

gromadzę stare rzeczy
bo nie mam czasu
by życie mi się zestarzało
w swoim jedynym powtarzalnym tempie

* * *

deszcz
to znaczy że jest sucho
ale do butów nalały się sny
że chlupie tupie

słońce
to znaczy że jest mokro
ale do oczu wlazły promienie
że razi obrazi

                                           Arkadiusz Frania
Arkadiusz Frania (ur. w 1973 r. w Przechlewie) – poeta, prozaik, eseista, krytyk literacki, autor tekstów piosenek, dr nauk humanistycznych. Opublikował 22 książki. Mieszka w Częstochowie. Członek Związku Literatów Polskich.
Exit mobile version