Site icon Miesięcznik internetowy WOBEC Piotr Kotlarz

Przemiany europejskiej wyobraźni: od krytyki skorumpowanego urzędnika do lęku przed bezosobowym systemem. Od Suchowo-Kobylina do Kafki / Piotr Kotlarz

Franz Kafka „Proces”. Okładka pierwszego wydania. Domena publiczna.

Określenie Procesu Franza Kafki mianem powieści surrealistycznej może wydawać się uzasadnione z perspektywy późniejszych doświadczeń literatury XX wieku. Świat przedstawiony w utworze przypomina przecież koszmar: jego prawa są niejasne, przestrzeń ulega deformacji, a zwyczajne wydarzenia niepostrzeżenie nabierają cech niesamowitości. Jako ścisła klasyfikacja historycznoliteracka określenie to okazuje się jednak anachroniczne. Kafka pisał Proces od sierpnia 1914 do stycznia 1915 roku, a powieść została wydana pośmiertnie przez Maksa Broda w 1925 roku. Tymczasem pierwszy Manifest surrealizmu André Bretona ukazał się dopiero w 1924 roku.

Podobna ostrożność jest potrzebna przy łączeniu Kafki z teatrem absurdu. Możemy dostrzegać w jego twórczości zapowiedź późniejszych zjawisk artystycznych, ale nie powinniśmy na tej podstawie usuwać jej z właściwego kontekstu historycznego. Termin „teatr absurdu” został wprowadzony dopiero w drugiej połowie XX wieku na określenie twórczości powstającej przede wszystkim w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych.

Bardziej interesujące wydaje się więc inne pytanie: jakie przemiany europejskiego państwa i europejskiej wyobraźni sprawiły, że sytuacja przedstawiona w Procesie mogła zostać rozpoznana jako prawdopodobna, chociaż jej literacki obraz przypominał senny koszmar? Poszukiwanie odpowiedzi prowadzi między innymi do dziewiętnastowiecznej Rosji i do dramaturgii Aleksandra Suchowo-Kobylina.

Nie źródło, lecz poprzednik

Porównanie Procesu z dramatem Sprawa nie powinno opierać się na założeniu, że Kafka znał utwór rosyjskiego pisarza. Nie dysponujemy świadectwem jego lektury ani innym przekonującym dowodem bezpośredniego wpływu. Brak takiego dowodu nie oznacza wprawdzie, że kontakt był absolutnie niemożliwy, ale nie pozwala budować tezy o zapożyczeniu.

To metodologiczne zastrzeżenie nie osłabia jednak porównania. Przeciwnie, czyni je ciekawszym. Sprawę i Proces można potraktować jako dwa powstałe niezależnie świadectwa przemian nowoczesnego państwa administracyjnego. Suchowo-Kobylin i Kafka dochodzą do podobnej diagnozy różnymi drogami, w odmiennych warunkach historycznych i przy użyciu innych środków artystycznych.

Suchowo-Kobylin nie byłby w takim ujęciu „źródłem Kafki”, lecz jego nieznanym poprzednikiem. Podobieństwo dzieł nie wynikałoby z literackiej zależności, ale ze wspólnego podłoża cywilizacyjnego: z rozrostu administracji, sądownictwa, policji, dokumentacji i procedur, które coraz silniej wkraczały w życie jednostki.

Sprawa”: urząd jako pasożytniczy mechanizm

Napisana w 1861 roku Sprawa, druga część trylogii dramatycznej Suchowo-Kobylina, była zakorzeniona w osobistych doświadczeniach autora. Przez wiele lat pozostawał on uwikłany w postępowanie dotyczące śmierci swojej francuskiej kochanki, Louise Simon-Demanche. Zetknął się wówczas z przewlekłością dochodzenia, arbitralnością urzędników i systemem wymuszania łapówek.

W dramacie rodzina Muromskich zostaje wciągnięta w postępowanie, którego rzeczywistym celem nie jest ustalenie prawdy. Stary Muromski próbuje bronić dobrego imienia córki, lecz stopniowo odkrywa, że prawo nie funkcjonuje zgodnie z zasadami oficjalnie przez siebie głoszonymi. Dostęp do sprawiedliwości wymaga pieniędzy, pośredników, znajomości i umiejętności rozszyfrowania nieformalnych reguł aparatu.

Urzędnicy nie są jedynie ludźmi niedbałymi albo niemoralnymi. Tworzą system interesów. Jedni przygotowują pisma, drudzy je interpretują, inni wskazują odpowiednie drogi dotarcia do osób zajmujących wyższe stanowiska. Każdy etap postępowania może zostać przyspieszony albo opóźniony, a każda decyzja ma swoją cenę.

W tradycyjnej satyrze urzędniczej problemem był zazwyczaj konkretny człowiek: urzędnik głupi, leniwy, chciwy lub skorumpowany. Można było zatem wierzyć, że wymiana złych funkcjonariuszy na uczciwych doprowadzi do naprawy państwa. U Suchowo-Kobylina diagnoza jest znacznie bardziej radykalna. Poszczególne osoby mogą się zmieniać, lecz mechanizm pozostaje. Korupcja nie stanowi odstępstwa od zasad działania urzędu. Staje się jego zasadą organizacyjną.

Postępowanie musi trwać, ponieważ jego trwanie żywi aparat. Ludzka krzywda zostaje zamieniona w dokumentację, dokumentacja w procedurę, a procedura w źródło dochodów i wpływów. Prawda o wydarzeniach schodzi na dalszy plan. Ważniejsza staje się możliwość zarządzania sprawą.

Suchowo-Kobylin pokazuje zatem moment, w którym krytyka skorumpowanych urzędników zaczyna przemieniać się w krytykę samodzielnego systemu. Aparat nie potrzebuje już jednego centralnego sprawcy ani spisku kierowanego przez szczególnie złego człowieka. Działa dzięki zgodności interesów wielu osób, z których każda wykonuje jedynie niewielką część całego procesu.

Od niesprawiedliwego wyroku do kryzysu zaufania

W drugiej połowie XIX i na początku XX wieku temat bezsilności jednostki wobec sądu stawał się coraz bardziej obecny w europejskim życiu publicznym. Najważniejszym symbolem tego doświadczenia była sprawa Alfreda Dreyfusa. Francuski oficer pochodzenia żydowskiego został w 1894 roku niesłusznie skazany za zdradę. Instytucje wojskowe przez lata broniły wcześniejszego wyroku i własnego autorytetu, mimo pojawiania się dowodów wskazujących na jego niewinność. Dreyfus został ostatecznie oczyszczony z zarzutów w 1906 roku.

Sprawa Dreyfusa ujawniła, że aparat państwa może uznać ochronę własnego prestiżu za ważniejszą od prawdy. Sąd nie był już postrzegany wyłącznie jako neutralne miejsce rozstrzygania sporów. Mógł stać się narzędziem interesu armii, uprzedzeń społecznych i walki politycznej.

Podobną rolę w Imperium Rosyjskim odegrał proces Mendla Bejlisa. Żydowski pracownik cegielni został oskarżony o dokonanie mordu rytualnego. Proces z 1913 roku przerodził się w międzynarodowy skandal, odsłaniający związki aparatu państwowego z antysemicką propagandą. Bejlis został uniewinniony, ale wcześniej przez dwa lata pozostawał w więzieniu, podczas gdy prasa i przedstawiciele oskarżenia konstruowali wokół jego osoby politycznie użyteczną narrację.

Europejski czytelnik początku XX wieku znał więc obraz człowieka miażdżonego przez sąd. Najczęściej rozumiał go jednak jako skandal moralny i polityczny: rezultat antysemityzmu, fałszerstwa, interesu armii, działania policji albo niesprawiedliwości klasowej. Wciąż można było wskazać przyczynę zła i ludzi za nie odpowiedzialnych.

Literackim przykładem takiego sposobu przedstawiania instytucji jest L’Affaire Crainquebille Anatole’a France’a, opublikowane w 1901 roku. Bohater utworu, ubogi uliczny handlarz, zostaje oskarżony o znieważenie policjanta. Sąd daje wiarę funkcjonariuszowi nie dlatego, że przedstawione przez niego świadectwo zostało przekonująco udowodnione, lecz dlatego, że przemawia przez niego autorytet państwa. Wyrok uruchamia proces społecznego i psychicznego niszczenia niewinnego człowieka.

U France’a źródło niesprawiedliwości można jeszcze rozpoznać. Jest nim klasowy charakter sądu, automatyczne pierwszeństwo przyznawane słowom policjanta oraz bezbronność biednego oskarżonego. U Suchowo-Kobylina diagnoza sięga głębiej. Nie chodzi już tylko o niesprawiedliwy wyrok, ale o ekonomię całego postępowania. Sprawa zostaje przechwycona przez aparat, który czerpie korzyści z jej przedłużania.

Biurokracja jako doświadczenie codzienności

Szczególnie podatnym gruntem dla rozwoju lęku przed administracją była monarchia austro-węgierska. Wielonarodowe państwo potrzebowało rozbudowanego aparatu, aby zarządzać kwestiami podatkowymi, wojskowymi, szkolnymi, językowymi, meldunkowymi i narodowościowymi. Obywatel coraz częściej stykał się nie z jednym przedstawicielem władzy, lecz z siecią urzędów, formularzy, kompetencji i procedur.

Karl Kraus od 1899 roku wydawał w Wiedniu czasopismo „Die Fackel”, w którym atakował między innymi język prasy, hipokryzję instytucji oraz samousprawiedliwiające się mechanizmy życia publicznego. Jego krytyka była oparta na przekonaniu, że język nie tylko opisuje rzeczywistość, lecz może ją fałszować i produkować. Gotowa formuła prasowa, komunikat urzędowy albo rozkaz potrafią zastąpić samodzielny osąd.

Ten problem jest już bliski Kafce. W Procesie język sądu niczego nie wyjaśnia. Każde objaśnienie otwiera kolejne pole niejasności, a każda próba poznania zasad postępowania prowadzi Józefa K. do następnych pośredników, kancelarii i komentatorów prawa.

Inną odpowiedź na władzę aparatu przynosi twórczość Jaroslava Haška. W przygodach Szwejka administracja wojskowa, policyjna, więzienna, medyczna i psychiatryczna próbuje bezustannie klasyfikować człowieka. Szwejk broni się jednak w sposób odmienny od bohaterów Suchowo-Kobylina i Kafki. Przyjmuje polecenia z przesadną dosłownością, doprowadzając logikę aparatu do groteskowych konsekwencji. Jego posłuszeństwo jest tak doskonałe, że zaczyna działać jak sabotaż. Pełna powieść Haška ukazywała się już po I wojnie światowej, w latach 1921–1923, lecz opisywała doświadczenie habsburskiej machiny wojennej.

W niemieckim kręgu kulturowym ważnym dopełnieniem tej panoramy był Poddany Heinricha Manna. Powieść, ukończona przed wybuchem wojny i wydana w całości w 1918 roku, przedstawiała Diedericha Hesslinga — człowieka uległego wobec silniejszych, a zarazem bezwzględnego wobec słabszych.

Mann pokazał odwrotną stronę procesu podporządkowania. Instytucja nie musi niszczyć wszystkich ludzi z zewnątrz. Może produkować osobowość poddanego, który uwewnętrznia hierarchię i sam zaczyna działać jak jej funkcjonariusz. Aparat trwa nie tylko dzięki urzędnikom, ale również dzięki społecznemu pragnieniu udziału w jego prestiżu.

Weber: racjonalna maszyna nowoczesności

Przemiany europejskiej wyobraźni miały swój odpowiednik w refleksji społecznej. Max Weber opisywał biurokrację jako charakterystyczną formę nowoczesnej organizacji, opartą na hierarchii, specjalizacji, pisemnej dokumentacji, określonych kompetencjach i bezosobowych regułach. Jej siła nie musiała wynikać z korupcji. Przeciwnie, biurokracja mogła osiągać przewagę właśnie dzięki fachowości, ciągłości działania i technicznej skuteczności.

Między diagnozą Suchowo-Kobylina a Weberowskim opisem nowoczesnej administracji istnieje zasadnicza różnica. Rosyjski dramaturg przedstawia aparat pasożytniczy, skorumpowany i pozornie chaotyczny. Weber analizuje aparat racjonalny, profesjonalny i sprawny, który właśnie dzięki swojej organizacji może zdobyć przewagę nad jednostką i politycznymi zwierzchnikami.

Kafka połączył oba te aspekty. Sąd w Procesie jest jednocześnie chaotyczny i niezwykle skuteczny. Nie potrafi albo nie chce jasno przedstawić oskarżenia, lecz bezbłędnie podporządkowuje sobie życie Józefa K. Jest rozproszony po strychach, kamienicach, kancelariach i prywatnych mieszkaniach, a zarazem zachowuje ciągłość działania. Sprawia wrażenie instytucji źle zorganizowanej, ale konsekwentnie prowadzi bohatera ku unicestwieniu.

Racjonalność środków zostaje tu całkowicie oddzielona od racjonalności celu. Procedura działa, choć nie wiadomo, czemu ma służyć.

Kafkowskie przesunięcie

Oryginalność Kafki nie polegała na odkryciu samego problemu niesprawiedliwego sądu. Temat ten był obecny w literaturze, prasie oraz europejskiej świadomości politycznej na długo przed rozpoczęciem pracy nad Procesem. Kafka dokonał jednak zasadniczego przesunięcia: usunął niemal wszystkie tradycyjne wyjaśnienia.

Nie wiadomo, czy Józef K. stał się ofiarą korupcji, pomyłki, spisku, uprzedzenia społecznego, zemsty, prześladowania politycznego lub wadliwego prawa. Nie wiadomo nawet, czy system rzeczywiście popełnił błąd. Treść zarzutu nigdy nie zostaje przedstawiona, a samo pytanie o winę stopniowo traci pierwotne znaczenie.

Józef K. rozpoczyna walkę z sądem w przekonaniu, że jego niewinność jest faktem wystarczającym do zakończenia sprawy. Myśli w kategoriach racjonalnego państwa prawa: jeżeli nie popełnił przestępstwa, postępowanie musi wynikać z nieporozumienia, które można wyjaśnić. Szybko odkrywa jednak, że w świecie sądu niewinność nie oznacza pozostawania poza procedurą.

To właśnie udział w postępowaniu staje się źródłem zależności. Bohater zaczyna szukać informacji, nawiązuje kontakty z adwokatem, urzędnikami, malarzem Titorellim, innymi oskarżonymi i kapelanem więziennym. Każda próba obrony wciąga go głębiej w strukturę sądu. Aby wykazać, że system nie ma nad nim władzy, musi uznać jego istnienie, zwracać się do jego przedstawicieli i stosować do jego niepisanych reguł.

W Sprawie bohaterowie próbują poznać praktyczny cennik systemu. Wiedzą, że urząd jest skorumpowany, dlatego poszukują właściwych pośredników i sum potrzebnych do przesunięcia postępowania. W Procesie nie wiadomo już, czy istnieje jakakolwiek cena, której zapłacenie mogłoby człowieka wyzwolić. System nie musi czerpać z oskarżonego materialnej korzyści. Wystarcza mu jego podporządkowanie.

Suchowo-Kobylin pokazuje więc aparat, który żywi się pieniędzmi i przedłużaniem spraw. Kafka przedstawia aparat, który żywi się samym uczestnictwem człowieka w procedurze.

Od korupcji do niepoznawalności

Między Sprawą a Procesem można wyznaczyć linię przemian europejskiego wyobrażenia instytucji:

korupcja – autonomia aparatu – niepoznawalność systemu.

Pierwszy etap wiąże się z lękiem przed konkretnym urzędnikiem, który wykorzystuje stanowisko dla osobistej korzyści. Człowiek wie, kto go krzywdzi, i potrafi określić motywy prześladowcy.

Na drugim etapie instytucja zaczyna funkcjonować jako mechanizm. Poszczególne osoby wykonują jedynie przypisane role, natomiast odpowiedzialność za całość zostaje rozproszona. Nie ma jednego urzędnika, którego usunięcie naprawiłoby sytuację. Tę fazę szczególnie wyraźnie przedstawia Suchowo-Kobylin.

Trzeci etap pojawia się u Kafki. Instytucja staje się nie tylko samodzielna, ale także niepoznawalna. Nie wiadomo, gdzie znajduje się jej centrum, kto podejmuje ostateczne decyzje ani jakie cele realizuje. Granica między urzędem a życiem codziennym zanika. Sale sądowe mieszczą się na strychach czynszowych kamienic, urzędnicy pojawiają się w prywatnych pokojach, a osoby pozornie niezwiązane z postępowaniem okazują się posiadać wiedzę o jego przebiegu.

Sąd nie stoi naprzeciw społeczeństwa jako wyodrębniony gmach. Przenika społeczeństwo.

Zmienia się także charakter lęku. Inaczej boimy się skorumpowanego człowieka, inaczej niesprawiedliwego wyroku, a jeszcze inaczej systemu, którego zasad nie potrafimy poznać. Z człowiekiem można negocjować, przeciwko wyrokowi można się odwołać, błąd można ujawnić. Wobec niepoznawalnego systemu nie wiadomo nawet, jak nazwać doznawaną krzywdę.

Niezależne wynalezienie „kafkowskiej sytuacji”

Pojęcie „kafkowskości” stosujemy zazwyczaj retrospektywnie. Dzieła wcześniejsze od Kafki nazywamy „kafkowskimi”, jakby ich znaczenie polegało przede wszystkim na zapowiadaniu przyszłego autora Procesu. Przypadek Suchowo-Kobylina pozwala odwrócić tę perspektywę.

Być może sytuacja nazywana przez nas kafkowską nie jest wyłącznie wynalazkiem jednostkowej wyobraźni. Być może była literacko rozpoznawalna już wcześniej, ponieważ wynikała z realnych przemian nowoczesnego państwa.

Rozrost administracji oznaczał mnożenie akt, przepisów, formularzy i procedur. Profesjonalizacja sądownictwa, policji oraz aparatu wojskowego uzależniała obywatela od ekspertów i pełnomocników. Decyzje stawały się anonimowe, ponieważ przechodziły przez wiele szczebli instytucji. Pojedynczy funkcjonariusz mógł twierdzić, że jedynie wykonuje przepisy, podczas gdy autor konkretnej decyzji pozostawał nieuchwytny.

W tych warunkach „kafkowskość” można rozumieć nie tylko jako styl Franza Kafki, lecz jako historycznie ukształtowany model doświadczenia. Jednostka zostaje objęta postępowaniem, którego nie kontroluje. Nie zna wszystkich reguł ani ludzi podejmujących decyzje. Próby obrony zwiększają jej zależność, a samo uczestnictwo w procedurze potwierdza władzę aparatu nad jej życiem.

Literatura europejska proponowała różne odpowiedzi na to doświadczenie. Bohaterowie Suchowo-Kobylina próbują kupić dostęp do systemu. Szwejk odpowiada przesadnym posłuszeństwem i dosłownością. Diederich Hessling utożsamia się z hierarchią i sam staje się jej narzędziem. Józef K. usiłuje zachować poczucie autonomii, lecz stopniowo przyjmuje język oraz logikę sądu.

W Procesie nie pozostaje już nawet pewność, że człowiek może stanąć całkowicie poza systemem i z zewnątrz poddać go krytyce. Sąd zdobywa władzę nad wyobraźnią bohatera. Józef K. coraz częściej patrzy na siebie tak, jak — jego zdaniem — może patrzeć na niego instytucja. Oskarżenie, którego treści nie zna, staje się częścią jego tożsamości.

Dwie drogi do wspólnej diagnozy

Sprawa Aleksandra Suchowo-Kobylina i Proces Franza Kafki nie muszą pozostawać w relacji źródła i zapożyczenia. Można je czytać jako dwa niezależne etapy literackiego rozpoznania nowoczesnego aparatu administracyjno-sądowego.

Suchowo-Kobylin dokonuje radykalnego uogólnienia doświadczenia carskiej biurokracji. Pokazuje urząd jako system interesów, który przechwytuje ludzką sprawę, przekształca ją w dokumentację, żywi się jej przedłużaniem i doprowadza jednostkę do finansowego, społecznego oraz psychicznego zniszczenia.

Kafka idzie dalej. Usuwa konkretną przyczynę postępowania, ekonomiczną motywację funkcjonariuszy i możliwość wskazania jednoznacznie winnych osób. Jego sąd nie jest już wyłącznie karykaturą złej administracji. Staje się uniwersalnym modelem władzy bezosobowej procedury nad człowiekiem.

Między obu dziełami rozciąga się historia przemiany europejskiego lęku: od obawy przed urzędnikiem, którego można przekupić, do strachu przed systemem, którego nie można ani przekupić, ani przekonać, ani nawet w pełni zobaczyć.

Brak dowodu na bezpośredni wpływ Suchowo-Kobylina na Kafkę nie osłabia zatem znaczenia tego zestawienia. Wskazuje raczej, że obaj twórcy, niezależnie od siebie, rozpoznali różne stadia tego samego procesu cywilizacyjnego. Rosyjski dramaturg przedstawił narodziny samodzielnego aparatu. Kafka ukazał świat, w którym aparat stał się wszechobecny, bezosobowy i niepoznawalny.

Sprawa nie jest więc jedynie zapowiedzią Procesu, a Suchowo-Kobylin nie musi być nazywany „Kafką przed Kafką”. Bardziej trafne byłoby stwierdzenie, że obaj pisarze uchwycili dwa momenty przemiany europejskiej wyobraźni. Pierwszy zobaczył, jak urząd przestaje służyć człowiekowi i zaczyna żyć jego kosztem. Drugi pokazał rzeczywistość, w której człowiek nie potrafi już wyobrazić sobie życia poza urzędem.

Być może więc „kafkowskość” nie narodziła się wyłącznie w wyobraźni jednego pisarza. Być może była odpowiedzią na przemiany, które literatura europejska rozpoznawała już wcześniej — nie zawsze tym samym językiem i nie zawsze z taką samą ostrością. Zestawienie Sprawy i Procesu nie kończy zatem dyskusji o źródłach nowoczesnego lęku przed instytucją. Przeciwnie: dopiero ją otwiera.

                                 Piotr Kotlarz

Powyższy artykuł jest dostępny na Licencji CreativeCommons, Uznanienie autorstwa_Bez utworów zależnych  3,0 Polska) 

Powyższy tekst powstał przy pomocy redakcyjnej ChatGTP.

Exit mobile version