RUSTICO FILIPPI (1230/40-1291/1300)
Quando Dïo messer Messerin fece…
Quando Dïo messer Messerin fece
Ben si credette far gran maraviglia,
Ch’ucello e bestia ed uom ne sodisfece,
Ch’a ciascheduna natura s’apiglia:
Ché nel gozzo anigrottol contrafece,
E ne le ren giraffa m’asomiglia,
Ed uom sembia, secondo che si dice,
Ne la piagente sua cera vermiglia.
Ancor risembra corbo nel cantare,
Ed è diritta bestia nel savere,
Ed uomo è sumigliato al vestimento.
Quando Dio il fece, poco avea che fare,
Ma volle dimostrar lo suo potere:
Sí strana cosa fare ebbe in talento.
Kiedy Bóg tworzył pana Messerina…
Kiedy Bóg tworzył pana Messerina,
Myślał, że tworzy arcydzieło jakieś,
Co wielu istot cechy w sobie spina,
Bo jest po trosze człekiem, zwierzem, ptakiem:
Tak przypomina wolem pelikana,
Lędźwie ma lędźwiom żyrafy podobne,
Zaś po człowieku jego twarz nalana,
To purpurowe oblicze nadobne.
Ponadto śpiewem przypomina kruka,
Pod względem wiedzy najprawdziwsze zwierzę,
Człowieka poznać głównie po ubiorze.
Wiele wysiłku Bóg w niego nie włożył,
Lecz chciał pokazać, co umie, jak wierzę:
Przeto Mu taka właśnie wyszła sztuka.
przełożył Maciej Froński
JACOMO DE’ TOLOMEI (? – najpóźniej w 1290)
Le favole, compar, ch’om dice tante…
Le favole, compar, ch’om dice tante,
Son ver per cert’ e nessun le contenda:
Ch’anticamente fur orchi e gigante
E streghe, che andavan en tregenda.
E parlavan le bestie tutte quante
Secondo Isòpo conta en so’ leggenda;
Ed ancor oggi viene ‘l semegliante:
E s’ i’ nol provo, vo’ che l’om me penda.
Ser Lici è orco e mangia li garzone,
E ‘l Muscia strega, ch’è fatto, d’om, gatta,
E va di notte e poppa le persone.
Guglielmo de Bediera è per ragione
Gigante, che n’è nata la sua schiatta;
Ser Benecasa parla, ed è montone.
Bajki, które się często opowiada…
Bajki, które się często opowiada,
To święta prawda, nikt, że nie, nie powie:
Istnieli dawniej olbrzymi, orkowie,
I wiedźmy, co się zbierały na sabat.
Zwierzęta, które w swych bajkach umieścił
Ezop, wszyściutkie ludzkim głosem gwarzą;
Podobne rzeczy i dzisiaj się zdarzą:
Dowiodę tego albo mnie powieście.
Pan Lici to ork, chłopcami się żywi,
Muscia jest wiedźmą, co się w kotkę zmienia
I soki z ludzi ciągnie, nocna mara.
Wilhelm z Bediery to olbrzym prawdziwy,
Czym się od swego nie różni plemienia;
Pan Benecasa mówi, a to baran.
przełożył Maciej Froński
CECCO ANGIOLIERI (1255/60 – 1311/13)
Becchina, poi che tu mi fosti tolta…
– Becchina, poi che tu mi fosti tolta,
Che già è du’ anni e paionmi ben cento,
Sempre l’anima mia è stata ‘nvolta
D’angoscia, di dolor e di tormento.
– Cecco, la pena tua credo sia molta,
Ma più sarebbe per lo mi’ talento;
S’i’ doco tort’ o dritto, pur ascolta:
Perché non hai chi mi ti tolse spento?
– Becchina, ‘l core non mi può soffrire,
Po’ che per tua cagion ebbe la gioia,
A neun modo, di farlo morire.
– Cecco, s’ una città come fu Troia
Oggima’ mi donasse, a lo ver dire,
Non la vorre’ per cavarti di noia.
Becchina, po tym, jak mi cię odbito…
– Becchina, po tym, jak mi cię odbito,
Ledwo dwa lata, a zdają się wiekiem,
Oglądam duszę mą kirem spowitą,
A ból z mych oczu łez wyciska rzekę.
– Cecco, twą mękę znam niepospolitą,
Lecz jeśli będę mogła, to dopiekę
Ci jeszcze bardziej; pozwól, że zapytam:
Czemuś nie skończył z tym drugim człowiekiem?
– Becchina, wierz mi, wzbrania mi sumienie
Tego, którego wpuszczasz na pokoje,
Posyłać na dno Piekła między cienie.
– Choćbyś mi, Cecco, samą dawał Troję
Bogatą, abym złagodziła twoje
Cierpienia w zamian, to się nie zamienię.
przełożył Maciej Froński
DANTE ALIGHIERI (ok. 1265-1321)
Chi udisse tossir la malfatata…
Chi udisse tossir la malfatata
Moglie di Bicci vocato Forese,
Potrebbe dir ch’ell’ha forse vernata
Ove si fa ‘l cristallo, in quel paese.
Di mezzo agosto la truovi infreddata:
Or sappi che de’ far d’ogni altro mese…;
E non le val perché dorma calzata,
Merzé del copertolo c’ha cortonese.
La tosse, ‘l freddo e l’altra mala voglia
No ‘laddovien per omor’ ch’abbia vecchi,
Ma per difetto ch’ella sente al nido.
Piange la madre, c’ha piú d’una doglia,
Dicendo: “Lassa, che per fichi secchi
Messa l’avre’ ‘n casa del conte Guido”.
Ktokolwiek słyszy, jak się kaszlem dusi…
Ktokolwiek słyszy, jak się kaszlem dusi
Żona Bicciego – Forese dla młodzi –
„Przezimowała” – myśleć sobie musi –
„W surowym kraju, gdzie się kryształ rodzi.”
Jeśli jest w sierpniu całkiem przemarznięta,
Jakież być muszą jej czerwce i maje?
I cóż jej po tym, że śpi owinięta
Przykryciem, co go jej nawet nie staje?
Męczy ją kaszel, katar, niedomaga
Nie przez krew chłodną, jak się domyślacie,
Lecz przez mizerię w małżeńskiej komnacie.
Łka matka, której wydało ją łono:
„Głupiam, bo mogłam, nawet bez posagu,
Hrabiego Guida uczynić ją żoną!”
przełożył Maciej Froński
FORESE DONATI (XIII w.)
L’altra notte mi venne una gran tosse …
L’altra notte mi venne una gran tosse,
Perch’i’ non avea che tener a dosso;
Ma incontanente che fu dí, fui mosso
Per gir a guadagnar ove che fosse.
Udite la fortuna ove m’adosse:
Ch’i’ credetti trovar perle in un bosso
E be’ fiorin coniati d’oro rosso;
Ed i’ trovai Alaghier tra le fosse,
Legato a nodo ch’i’ non saccio ‘l nome,
Se fu di Salamone o d’altro saggio.
Allora mi segna’ verso ‘l levante:
E que’ mi disse: “per amor di Dante,
Scio’mi“. Ed i’ non potti veder come:
Tornai a dietro, e compie’ mi’ vïaggio.
Wczorajszej nocy męczył mnie szkaradnie…
Wczorajszej nocy męczył mnie szkaradnie
Kaszel, gdyż miałem zbyt lekkie odzienie,
Ale gdy tylko świt rozproszył cienie,
Poszedłem sprawdzić, co mi w ręce wpadnie.
Gdzie mnie los rzucił, posłuchajcie teraz:
Miałem nadzieję znaleźć perły w błocie,
Albo floreny bite w żywym złocie,
A na cmentarzu-m znalazł Alaghiera.
Jakimś był węzłem związany, którego
Nazwy nie pomnę – może Salomona.
Gdym się przeżegnał w stronę Chrysta Grobu,
Te rzekł mi słowa: „Na miłość Dantego,
Rozwiąż mnie”. Na co nie znając sposobu
Drogę powrotną pośpiesznie-m pokonał.
przełożył Maciej Froński
BALDASSARE CASTIGLIONE (1478-1529)
Sonetto S
Consenti, o mar di bellezza e virtute,
ch’io, servo tuo, sia d’un gran dubbio sciolto
se l’S che porti nel candido volto
significa mio stento o mia salute,
se dimostra soccorso, o servitute,
sospetto, o securta’, secreto, o stolto,
se speme, o strido, se salvo, o sepolto!
Se le catene mie strette, o solute;
ch’io temo forte che non mostri segno
de superbia, sospir, severitate,
strazio, sangue, sudor, supplicio e sdegno.
Ma se loco ha la pura veritate,
questa S dimostra con non poco ingegno
un sol solo in bellezza e 'ncrudeltate
Sonet S
O, cnót wszelakich i piękna bezkresie,
Niepewnym, spytać więc sobie pozwolę –
S, które nosisz na swym jasnym czole,
Niesie mi smutek czy też szczęście niesie?
Służbę czy statek znaczy? Mów, a potem –
Czy sól na rany, czy szczere zachwyty?
Suchy chleb skąpca czy stół sybaryty?
Słotny dzień stycznia czy sierpnia spiekotę?
Lękam się wielce, czym to S być może?
Byłby to tylko w mojej wyobraźni
Nie znak słuszności, ale symbol kaźni?
Widzę, gdy sprawę tę sądzę w pokorze,
Że pomysłowo ukazuje S to
Piękno i srogość – samo słońce przez to!
przełożył Maciek Froński
GIOVANBATTISTA MARINI (1569-1625)
Donna volubile
Seque il vento leggier, fabrica e fonda
Su le mobili arene e su le spume
Alpe sassosa intenerir presume,
E suda a coltivar selce infeconda;
Cerca dolcezza in fiel, fermezza in fronda,
In Libia fiori, i Etiopia brume,
Dal sol vuol ombra e de la Notte lume,
Scongiura l’aspe e persuade l’onda;
Consigliero l’insan, giudice il cieco,
Medico fa l’infermo, e trovar crede
Pieta nell Trace e verita nel Greco;
Acque a le fiamme e fiamme a l’acque chiede
Chi spera (instabil Donna, io parlo teco)
Dal tuo sesso incostante amore e fede.
Kobieta niestała
Chce lekki wietrzyk pochwycić, buduje
Dom na ruchomych piaskach albo pianie,
Myśli, że zmiękczy Alp skaliste granie,
Orząc krzemienie zdrowie sobie psuje;
Słodyczy szuka w żółci, drogi w bagnie,
W Etiopii mrozów, w Libii kwietnych pnączy,
Od nocy światła, cienia chce od słońca,
Żmiję przebłagać, tłum przekonać pragnie;
Sądzi, choć ślepy, radzi, choć szaleniec,
Leczy, choć chory, lub umyślił sobie
Znać litość w Traku, uczciwość w Hellenie;
Żaru od rosy, rosy chce od żaru,
Kto oczekuje (Pani, to o tobie)
Od płci twej zmiennej miłości i wiary.
przełożył Maciej Froński
GIUSEPPE MAZZINI (1805-1872)
[Epigramma]
Nei tempi antichi, barbari e feroci,
I ladri s’appendevano alle croci;
Ma nei presenti tempi piu leggiadri
S’appendono le croci in petto ai ladri.
[Epigramat]
W dawnych czasach, co były okrutne nad miarę,
Na krzyżach rozpinano złodziei za karę,
Lecz czasy się zmieniły, już grozą nie wieją,
Dziś krzyże się przypina do piersi złodziejom.
przełożył Maciej Froński

