Site icon Miesięcznik internetowy WOBEC Piotr Kotlarz

Miasto pokoju i wojny – podróże do Lwowa z historią i wojną w tle / Aleksandra Siuta

Panorama Lwowa w kierunku wschodnim z wieży ratuszowej

 

Abstrakt

W artykule pragnę podzielić się z Czytelnikami refleksją z krótkich podróży do Lwowa, które odbyłam w 2017 roku oraz w październiku 2022 roku, już po ataku Rosjan. Najbardziej wymownym symbolem zmian, jakie zaszły w okresie między moimi wizytami, jest łąka obok Cmentarza Łyczakowskiego, na której pojawiły się wojenne mogiły żołnierzy, którzy polegli w tym konflikcie. Oprócz opisu samych wyjazdów, chciałabym ukazać walory krajoznawcze tego miasta, a także jego ciekawą historię.

***

Lwów zawsze jawił mi się jako interesujący i pociągający cel podróży. Z południowego wschodu Polski, skąd pochodzę, do tego pięknego miasta położonego na zachodnich krańcach Ukrainy jest blisko nie tylko geograficzne, ale też i kulturowo. Metropolia ta jeszcze za czasów I oraz II Rzeczypospolitej, jak również w okresie Królestwa Galicji i Lodomerii, była centrum sztuki i nauki, w którym Wschód spotykał się z Zachodem. Dlatego też bardzo chciałam odwiedzić to miejsce, zobaczyć wspaniałe kościoły, kamienice bogatych patrycjuszy, pałace zamożnego ziemiaństwa, kameralne uliczki na Starym Mieście, przespacerować się pod operę, a wreszcie – zadumać się na Cmentarzu Łyczkowskim. Interesowało mnie, jak żyją nasi sąsiedzi, jak wygląda ich państwo, jak wygląda Lwów współcześnie.

Wraz z dorastaniem zyskiwałam nową perspektywę. Docierało do mnie, że Lwów jest także świadkiem i odbiciem wydarzeń historycznych, w tym dotyczących historii współczesnej Ukrainy – często doniosłych, o dużym znaczeniu geopolitycznym. Bieg zdarzeń przyśpieszył po Euromajdanie, następnie po aneksji Krymu i wojnie w Donbasie, by ostatecznie eskalować 24 lutego 2022 roku. Miałam możliwość porównania, jak otwarty konflikt zmienia miasto, gdyż odwiedziłam metropolię w maju roku 2017 oraz w październiku roku 2022. Skłoniło mnie to do wielu refleksji.

Szkic Lwowa

Na początek garść informacji ogólnych. Lwów został lokowany w XIII wieku, jednak ślady osadnicze pochodzą z epok wcześniejszych. Był stolicą Rusi Halicko-Włodzimierskiej. W XIV wieku stał się częścią Królestwa Polskiego, a przez swoje znaczenie – jedną z pereł
w Koronie Polskiej. Lwów był miastem królewskim, posiadał duży wpływ na obronność wschodnich rubieży, na gospodarkę i kulturę Rzeczypospolitej. Znajdował się wśród wzgórz Roztocza. Położony na szlaku handlowym, gromadził kupców, którzy finansowali rozwój miasta, kultury, sztuki i nauki. Miasto było wielonarodowe i wielowyznaniowe, co znalazło odbicie w architekturze – w jego granicach znajduje się wiele pięknych świątyń, powiązanych zarówno z arcybiskupstwem rzymskokatolickim, jak i grekokatolickim oraz prawosławnym. Ta mieszanka religii i języków miała też wpływ na styl życia mieszkańców, lokalne tradycje i specjały. Barwnym elementem społeczności była zaś duża grupa Ormian. W krajobraz wyznaniowo-etniczny byli wpisani także lwowscy Żydzi.

Ze względu na strategiczne położenie, miasto padało częstą ofiarą najazdów tatarskich; tym bardziej stawało się więc ważne dla Korony Polskiej. Miało opinię grodu niezdobytego. Niestety, ostatecznie znalazło się pod zaborem austriackim, jednak po nieudanych próbach germanizacji, przeżyło ponowny rozkwit. Właśnie wtedy narodził się we Lwowie ruch dążący do niepodległości Ukrainy. Austriacy wykorzystywali zaś wzajemne animozje między nacjami, aby prowadzić swoją politykę. Niemniej, Lwów w XIX wieku zaczął dynamicznie się rozwijać – m.in. zbudowano linię kolejową, powstała opera. Miasto otrzymało też autonomię. Jednak i okres Galicji miał znaleźć w końcu swój kres.

Po I wojnie światowej Lwów znalazł się w granicach II Rzeczypospolitej. Nie odbyło się to jednak bez walk. Obrońcom Lwowa poświęcony został piękny Cmentarz Orląt Lwowskich, będący częścią Cmentarza Łyczakowskiego. W tym miejscu można zatrzymać się nad nekropolią, która jest miejscem wiecznego spoczynku ludzi zasłużonych zarówno dla Polski, jak i dla Ukrainy.

Podczas II wojny światowej miasto zostało mocno doświadczone, ponieważ znalazło się zarówno pod okupacją niemiecką, jak i radziecką. Oba te okresy były naznaczone pasmem zbrodni i cierpienia. Należy wspomnieć przy tym o mordzie profesorów lwowskich oraz o pogromie Żydów. Poza tym straszne żniwo zbierało zarówno NKWD, jak i Gestapo.

Po wojnie Lwów stał się częścią Ukraińskiej SRR, będącej częścią ZSRR. Po upadku  Związku Radzieckiego, wschodnia metropolia pozostała w granicach niepodległej Ukrainy. Miasto ponownie zaczęło się rozwijać. Stało się także centrum Polonii, która pomimo zawirowań historycznych postanowiła pozostać tam, gdzie niegdyś były polskie Kresy.

***

Czy Lwów – ten niezdobyty, wielki gród – znowu jest zagrożony? Może nie bezpośrednio, tak jak inne części Ukrainy, ale agresja rosyjska na pewno będzie miała dla niego  konsekwencje społeczne i ekonomiczne. Pozostaje jednak mieć nadzieję, że miasto jak zawsze wyjdzie z kłopotów obronną ręką, a mieszkańcy będą mogli żyć w pokoju i bezpieczeństwie.

Lwów czasu względnego pokoju

Pierwszy mój wyjazd do Lwowa  był w ramach wycieczki szkolnej, która odbyła się w 2017 roku. Jechałam do Lwowa z wielkim zainteresowaniem. Byłam bardzo ciekawa, jak wygląda Ukraina. Dużo osób zachwalało dobre, tanie jedzenie i napoje, słodycze, a przede wszystkim chałwę, a także słynną lwowską kawę.

Na granicy staliśmy niedługo. Autokar powiózł nas w stronę głównego celu podróży. Po stronie polskiej rośnie las, a po ukraińskiej rozciągają się pola uprawne. Widać to także na zdjęciach satelitarnych. Dlaczego tak jest? Wtedy tego nie wiedziałam, ale po II wojnie światowej mieszkańcy po polskiej stronie albo sami się wyprowadzali, albo byli przesiedlani. Region przygraniczny był bowiem niebezpieczny.

Po drodze mieliśmy jeszcze przystanek w polskiej parafii. Przy granicy i za nią można było zauważyć zarówno świątynie prawosławne lub unickie, jak i katolickie – z tym, że katolikami są tu częściej Polacy niż Ukraińcy.

Następnie jechaliśmy przez pagórki, potem przez las. Miasto wynurzało się stopniowo. Pierwsze wrażenie nie było zbyt pozytywne – niestety, wielu kamienicom przydało by się odświeżenie. Jeśli miałabym porównywać – Lwów wyglądał wtedy jak Kraków, którego ani nie uporządkowano, ani nie przeprowadzono w nim remontów. Niemniej jednak, przyjemnie było się zgubić na Starym Mieście  – uliczki, kawiarnie, sklepy ze słodkościami wyrastały na każdym rogu. Kolejna impresja to niezwykła atmosfera. Z jednej strony jakaś nostalgia w powietrzu, z drugiej już odrobina wschodniego przepychu, szczególnie na Prospekcie Swobody. Jest to szeroka, reprezentacyjna aleja w miejscu, w którym dawniej znajdowały się mury miejskie. Lwowianie chodzą tam na eleganckie spacery. Na jej końcu znajduje się opera.

Tam też udaliśmy się, by obejrzeć włoską operę – z racji tego, że libretto śpiewane było po włosku, a napisy wyświetlane nad sceną były w języku ukraińskim, nie wiem, o czym dokładnie była. Z pewnością jednak o wojnie i miłości. Sam gmach jest bardzo piękny, w środku złocenia i czerwone plusze, cała oprawa zapada w pamięć. Aneksja Krymu i wojna w Donbasie przypomniały o sobie w nieoczekiwany sposób – statystami na scenie byli żołnierze, spod których tóg wystawały spodnie moro. W przerwie palili papierosy.

Tocząca się gdzieś daleko wojna nie miała jednak moim zdaniem dużego wpływu na życie miasta. Ulice były udekorowane zarówno flagami w barwach nieba i złota, jak również tymi czerwono-czarnymi. W sklepach można było kupić papier toaletowy z podobizną Putina – ten element łączy rok 2017 z rokiem 2022. Odczuwalnego, bezpośredniego zagrożenia jednak nie było. Duże zainteresowanie wśród uczestników wycieczki wzbudziły za to cukierki Roshen – ówcześnie prezydentem Ukrainy był właściciel tej firmy, Petro Poroshenko. W dobrych nastrojach opuszczaliśmy miasto. Może komuś przeszło przez głowę, że wojna na pewno się skończy i nie ma się co obawiać zmiennych nastrojów Kremla?

Lwów czasu po 24 lutego 2022r.

W tym dniu wszyscy obudziliśmy się w nowej rzeczywistości. Napięcie narastało przez poprzednie tygodnie, czarne chmury zbierały się na niebie. Rankiem dotarła informacja,
że Rosjanie rozpoczęli atak. Zaczęła się panika. W Rzeszowie, w którym wtedy przebywałam, ludzie zaczęli masowo tankować, powodować kolejki na stacjach i zamieszanie w sklepach, robiąc zakupy na zapas. W kolejnych dniach zaczęłam się bać, że rakiety spadną także na nas. Potem pojawili się uchodźcy. Najpierw uciekli najwyraźniej ci, którzy mieszkali najbliżej lub ci, których było na to stać – widać było samochody dobrych marek, pędzące po autostradzie A4 w pośpiechu na zachód. Na dworcach kolejowych zostali ci, którzy nie mieli tyle szczęścia. W Rzeszowie otwarto centrum noclegowe dla migrantów – byłam tam. Łóżka polowe, parawany, dużo dzieci, matek oraz osób starszych. Szczególnie przygnębiającym widokiem byli dla mnie seniorzy.

Stopniowo ofensywa została zatrzymana, a sytuacja zaczęła się bardzo powoli stabilizować. W międzyczasie w naszą okolicę przyjechało dużo wojska amerykańskiego, które na lotnisku w Jasionce pod Rzeszowem urządziło bazę. Jeżdżąc tam przez kolejny rok od czasu do czasu, gdyż w okolicy mieszka moja rodzina, mogłam obserwować rosnącą ilość sprzętu i broni.

***

Nie wiem, w jaki sposób zawitał w mojej głowie pomysł, aby wyjechać do Lwowa. Z pewnością dużą rolę odegrała tu chęć przekonania się na własne oczy, jak poważna jest sytuacja u wschodnich sąsiadów. Jednym z moich motywów była także troska o miasto, będące w końcu bliskie niejednemu sercu. W każdym razie, w październiku 2022 roku udaliśmy się wraz z moim tatą w kierunku wschodniej granicy, jako pasażerowie ukraińskiego autobusu. Na posterunku granicznym stała kobieta z karabinem, ubrana w wojskowy mundur.

Po przekroczeniu granicy zauważyłam, że niewiele się tam zmieniło. Domy nadal wyglądały biednie, często nietynkowane, ze zwykłej cegły. Podobno tak właśnie wyglądały lata 90. XX wieku w Polsce. Jechaliśmy prawdopodobnie inną trasą niż ja w 2017 r., gdyż otaczało nas więcej pagórków i wzgórz. Odludzie. Przypomniał mi się wtedy znajomy Ukrainiec, który mówił, że żeby wrócić z przystanku autobusu do domu, musi iść pieszo przez dwie godziny.

Wraz ze zbliżaniem się do Lwowa widzieliśmy na drogach coraz więcej samochodów dobrych marek. Wylądowaliśmy na dworcu kolejowym. Budynek odnowiony i okazały, otoczony jednak przez postój najzwyklejszych marszrutek. Są to małe busy, popularne w krajach postsowieckich, od Kijowa po Tbilisi. Takim też pojazdem udaliśmy się do centrum. W środku znajdował się napis: „Zabrania się mówić po rosyjsku. Mów po ukraińsku!”. Wiadomość tej treści była umieszczona także w innych pojazdach. Należy w tym miejscu dodać – zgodnie z tym, co udało mi się dowiedzieć na ten temat -, że tożsamość ukraińska najsilniej kształtowała się na zachodzie. Wschodnia Ukraina pozostawała rosyjskojęzyczna. Jednak po ataku Federacji Rosyjskiej mieszkańcy próbują wykorzenić język ich wroga z codziennego życia.

Całe miasto było udekorowane flagami ukraińskimi, a także banderowskimi. Zdziwiło mnie – choć nie wiem, czego właściwie się spodziewałam – że ujrzałam tam tak mało barw polskich. Barw bliskiego sąsiada, oferującego tak wielką pomoc walczącej Ukrainie, zamieszkałej zresztą przez sporą liczbę Polaków. W naszym kraju niebiesko-złote barwy pojawiają się na każdym kroku…

Prawdę mówiąc, od momentu opuszczenia Ojczyzny obawiałam się, co zastanę po drugiej stronie. Miasto funkcjonowało jednak w zwykły sposób. Co więcej, była to sobota – spotkaliśmy więc kilka sesji ślubnych. Kawiarnie i restauracje działały, biznes się kręcił, sklepy z pamiątkami i słodyczami także były po staremu czynne. Zwróciło jednak moją uwagę to, że niektóre zabytki obłożono workami z piaskiem. W Katedrze Łacińskiej kilka okien było zabitych płytami pilśniowymi.

Udaliśmy się na Cmentarz Łyczakowski. Pamiętałam tę nekropolię z poprzedniego wyjazdu. Zbliżając się do bramy, trafiliśmy na mogiły wojenne. Wzdłuż okalającego cmentarz muru rozciąga się duża łąka, a pod murem znajduje się symboliczny pomnik i grób bohaterów Ukrainy. Dookoła tego monumentu, na polu, znajdowały się świeże mogiły. Było ich kilka rzędów. Nad kopcami, otoczonymi drewnianymi ramami, ustawione były krzyże. Wisiały na nich flagi ukraińskie i banderowskie, zdjęcia młodych chłopaków, tabliczki z danymi. Pomiędzy mogiłami kręcili się ludzie. W pamięć zapadł mi wózek z dzieckiem, pchany ścieżką pomiędzy grobami. Stanęliśmy w milczeniu. Wiadome jest, że pomiędzy naszymi narodami nie wszystkie kwestie – takie jak zbrodnie UPA, której symbolika pojawiała się na grobach – zostały wyjaśnione i rozwiązane. Ludzie, którzy spoczywali w tych świeżych mogiłach, zginęli jednak w obronie swojej ojczyzny – należy im się za to szacunek i pamięć.

Cmentarz Łyczakowski (2007). Autorstwa Lestat (Jan Mehlich) – Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=2180108

Następnie podeszliśmy do sklepiku obok, kupiliśmy znicz i skierowaliśmy się w stronę Cmentarza Orląt Lwowskich. Miejsce to jest położone obok głównej nekropolii. Po drodze, idąc alejką, usłyszeliśmy rozmowę w języku polskim. Postanowiliśmy więc zagadnąć – tak oto spotkaliśmy lwowskich Polaków. Mówili pięknie, chyba w sposób przedwojenny, trochę wschodni. Z chęcią podeszli z nami na mogiły Orląt. Nie są to tylko groby, w skład kompleksu wchodzi bowiem kaplica oraz słynna brama z lwami, a całość z góry przypomina kształtem Orła Białego. Lwy te aż do trwającej obecnie wojny stały zamknięte w drewnianych pudłach. Tak było podczas mojego pierwszego wyjazdu, gdy również odwiedziliśmy to ważne dla Polaków miejsce. Tym razem mogłam zobaczyć te posągi w ich pełnej krasie. Uwolnienie ich jest na pewno ważnym gestem dobrej woli, której do tej pory nieraz brakowało w relacjach polsko-ukraińskich. Spotkani rodacy mówili, że od wybuchu wojny łatwiejsze stało się odnawianie i opieka nad polskimi cmentarzami.

Cmentarz Obrońców Lwowa w 2019 roku. Autorstwa Pudelek – Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=79159750

Wróciliśmy do centrum spacerem, by po drodze zobaczyć jak najwięcej miasta. Lwów jest miastem pomników, a także świątyń wielu wyznań. Tak jak pisałam, na okolicę spadły rakiety, ale zabytki w dużej mierze nie zostały uszkodzone. Życie toczyło się normalnie. W kawiarni na rynku dotarła do nas informacja o udanym ataku sił ukraińskich na most krymski. Wymieniliśmy się z kelnerem uśmiechami, pokazując mu uniesione w górę kciuki.

W wielu sklepach z pamiątkami można było kupić przedmioty o treści antyrosyjskiej lub patriotycznej. Dostępne były tam bluzy i koszulki z psem Patronem, a także akcesoria ze znaną odpowiedzią, daną rosyjskiemu okrętowi przez obrońców Wyspy Węży – wyspy, która stała się symbolem ukraińskiego oporu. Na Prospekcie Swobody można zaś było z wiatrówki na śrut postrzelać do wizerunku Putina. Przyglądaliśmy się przez chwilę parze – chłopak oddawał strzały, a jego towarzyszka nagrywała telefonem filmik.

Ze Lwowa wracaliśmy również autobusem, który przyjechał opóźniony o dwie godziny. Zdaje się, że w większości pasażerami były kobiety. Na granicy czekaliśmy kolejne cztery godziny na odprawę, by wreszcie bezpiecznie wrócić do domu.

Następnego dnia dowiedzieliśmy się o alarmie rakietowym we Lwowie, będącym odwetem za zniszczenie ważnej strategicznie infrastruktury rosyjskiej.

***

Na zakończenie nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć pokoju. Pokoju w życiach naszych wschodnich sąsiadów – oddalenia zarówno zagrożenia zewnętrznego, jak i groźby rozłamów wewnętrznych. To, co dzieje się na Wschodzie, jest dramatem – tysiące ludzi ginie… Po drugiej stronie barykady także znaleźć można wiele ofiar ekspansywnej polityki Kremla. Nie mnie się wypowiadać na temat tego, czy porozumienie jest jeszcze możliwe. Mam jednak nadzieję, że zostanie w końcu osiągnięte.

                                                                  Aleksandra Siuta

Członek Koła Naukowego Kultury i Prawa Wschodniej Słowiańszczyzny UJ

Obraz wyróżniający: Panorama Lwowa w kierunku wschodnim z wieży ratuszowej. Z Wikimedia Commons, repozytorium wolnych multimediów

Exit mobile version