Site icon Miesięcznik internetowy WOBEC Piotr Kotlarz

Krętek między dwoma światami (Śledztwo w sprawie pochodzenia kiły) / Piotr Kotlarz

Gerard de Lairesse (1641–1711) *oil on canvas *112.7 x 87.6 cm *mid 1660s *inscribed (l.l.): Rembrandt

Portret Gerarda de Lairesse autorstwa Rembrandta van Rijna , ok. 1665–1667, olej na płótnie. De Lairesse, sam będący malarzem i teoretykiem sztuki, cierpiał na wrodzoną kiłę, która zdeformowała jego twarz i ostatecznie doprowadziła do jego ślepoty. Domena publiczna.

Śledztwo w sprawie pochodzenia kiły

Choroba, która zdawała się mieć datę urodzenia

Niewiele chorób pozostawiło po sobie tak wyraźną datę historycznego pojawienia się jak kiła. Pod koniec 1494 roku armia króla Francji Karola VIII przekroczyła Alpy, aby wyegzekwować jego pretensje do Królestwa Neapolu. Wraz z żołnierzami, najemnikami, służbą obozową, handlarzami i prostytutkami przez Italię przemieszczało się wielkie, niezdyscyplinowane skupisko ludzi. W następnym roku w obozach wojskowych wybuchła gwałtowna choroba. Na ciałach pojawiały się owrzodzenia, ropne wykwity i bolesne guzy, chorzy gorączkowali, cierpieli z powodu bólów kości, a ich twarze mogły ulegać oszpeceniu. Kiedy armia się rozpadła, jej uczestnicy wrócili do Francji, Hiszpanii, Niemiec, Szwajcarii i innych krajów, zabierając chorobę ze sobą. W ciągu kilku lat była ona opisywana w znacznej części Europy.

Dla ówczesnych lekarzy była czymś nowym niekoniecznie dlatego, że żaden Europejczyk nigdy wcześniej na podobną chorobę nie cierpiał, lecz dlatego, że nagle pojawiła się w postaci epidemicznej, wyjątkowo ciężkiej i społecznie widocznej. Nie mieściła się łatwo w odziedziczonych po starożytności klasyfikacjach. Przypominała trąd, świerzb, ospę, wrzody i zatrucie, lecz nie była żadną z tych chorób. Zbieżność czasowa wydawała się uderzająca: w 1492 roku Kolumb dotarł do Ameryki, jego ludzie wrócili do Europy, a wkrótce potem na kontynencie wybuchła wielka epidemia.

Tak narodziła się jedna z najdłuższych debat w dziejach medycyny. Czy kiłę przywieziono z Nowego Świata? Czy istniała wcześniej w Europie, ale ukrywała się pod innymi nazwami? A może wszystkie choroby wywoływane przez krętki były niegdyś jedną, niezwykle plastyczną infekcją, która przybierała odmienne postacie zależnie od klimatu, sposobu życia i obyczajów?

Przez stulecia próbowano rozstrzygnąć ten spór, posługując się kronikami, obrazami, rzeźbami, kośćmi, zębami, geografią chorób, a w końcu genomami bakterii wydobytymi z ludzkich szczątków. Każde z tych źródeł mówi jednak innym językiem. Kronikarz zapisuje to, co uważa za niezwykłe. Artysta nie musi przedstawiać natury wiernie. Kość przechowuje reakcję organizmu, ale nie podaje nazwy drobnoustroju. Genom potrafi natomiast wskazać pokrewieństwo bakterii, lecz nie mówi wprost, w jaki sposób zakażony człowiek zaraził się kilka tysięcy lat temu.

Historia poszukiwania źródeł kiły jest więc nie tylko opowieścią o bakterii. Jest także historią naukowych pomyłek, zbyt śmiałych wniosków i stopniowego uczenia się, jak odróżniać dowód od sugestii.

Sprawca: biologiczny minimalista

Kiłę wywołuje Treponema pallidum subsp. pallidum, w skrócie TPA. Jest to bardzo cienka bakteria należąca do krętków, czyli mikroorganizmów o spiralnym, przypominającym korkociąg kształcie. Jej średnica jest tak mała, że w zwykłym mikroskopie świetlnym trudno ją dostrzec. Nie barwi się również dobrze metodami używanymi do oglądania większości bakterii. Klasycznie obserwowano ją więc w mikroskopie z ciemnym polem widzenia, w którym żywe, ruchliwe krętki pojawiają się jako jasne, falujące nitki na czarnym tle.

Jej ruch nie przypomina pływania bakterii wyposażonej w wystające na zewnątrz rzęski. Narządy ruchu krętka, nazywane wiciami periplazmatycznymi lub endoflagellami, znajdują się między błonami komórki. Obracając się, wprawiają całe ciało bakterii w ruch śrubowy. Dzięki temu krętek może przemieszczać się w lepkim środowisku tkanek, przekraczać bariery i szybko rozchodzić się z miejsca zakażenia do naczyń limfatycznych oraz krwi.

Kolorowane zdjęcie z mikroskopu elektronowego Treponema pallidum, bakterii wywołującej kiłę. Kilka bakterii o spiralnym kształcie zaznaczono na złoto. Źródło: NIAID. Zobacz powiązany wpis na blogu NIAID Now z 29 sierpnia 2023 r., zatytułowany „Badania wspierane przez NIAID przyspieszają reakcję na rosnącą liczbę zachorowań na kiłę” na stronie www.niaid.nih.gov/news-events/niaid-syphilis-research. CC BY 2.0

W starszych opracowaniach T. pallidum bywa po prostu zaliczany do bakterii Gram-ujemnych. Jest to skrót myślowy wymagający zastrzeżenia. Krętek ma dwie błony, a zatem osłonę podobną pod względem ogólnego planu do osłony bakterii Gram-ujemnych, lecz jego błona zewnętrzna jest niezwykła. Nie zawiera lipopolisacharydu, czyli LPS – silnie pobudzającego układ odpornościowy składnika typowego dla wielu bakterii Gram-ujemnych. Ma ponadto wyjątkowo mało białek wystawionych na powierzchnię. W pewnym sensie bakteria przemieszcza się więc po organizmie w biologicznym „płaszczu niewidce”: układ odpornościowy trudniej rozpoznaje nienaruszone krętki, niż wskazywałaby na to rozległość wywoływanej przez nie infekcji.

Równie osobliwy jest genom krętka. Jego pełną sekwencję opublikowano w 1998 roku. Liczy ona około 1,14 miliona par zasad i zawiera nieco ponad tysiąc przewidywanych genów kodujących białka. Jak na bakterię jest to genom mały. Brakuje w nim wielu szlaków potrzebnych do samodzielnego wytwarzania aminokwasów, kwasów tłuszczowych, nukleotydów i innych podstawowych składników. Krętek musi pobierać je z organizmu gospodarza. Jest zatem pasożytem skrajnie zależnym od środowiska ludzkich tkanek.

Ta zależność przez ponad sto lat utrudniała badania. Po odkryciu bakterii przez Fritza Schaudinna i Ericha Hoffmanna w 1905 roku podejmowano liczne próby jej hodowania. Doniesienia o sukcesach zwykle okazywały się niemożliwe do powtórzenia albo wynikały z zanieczyszczenia próbek innymi, nieszkodliwymi krętkami. Patogen utrzymywano głównie przez zakażanie królików. Dopiero w 2018 roku udało się opracować powtarzalny system jego ciągłego namnażania poza organizmem zwierzęcia: w niskim stężeniu tlenu, na hodowli komórek nabłonkowych królika i w złożonej pożywce dostarczającej brakujących substancji. Nie była to więc hodowla na zwykłym agarze, lecz starannie odtworzone, sztuczne środowisko tkankowe.

Nieumiejętność łatwego hodowania krętka miała znaczenie również dla sporu o jego pochodzenie. Przez większość XX wieku badacze dysponowali niewielką liczbą szczepów laboratoryjnych, często utrzymywanych przez dziesięciolecia w królikach. Drzewo genealogiczne bakterii rekonstruowano więc na podstawie bardzo niepełnej próbki jej prawdziwej różnorodności. Jeszcze trudniejszym zadaniem było odzyskiwanie DNA ze starych kości. Krętki występują w szkielecie w małej liczbie, a ich materiał genetyczny po śmierci człowieka rozpada się na krótkie fragmenty. To jeden z powodów, dla których genetyczne śledztwo zaczęło przynosić rozstrzygające informacje znacznie później niż badania nad dżumą, gruźlicą czy trądem.

Rodzina niemal identycznych patogenów

Słowo „kiła” sugeruje jedną, wyraźnie odgraniczoną chorobę. Z punktu widzenia biologii ewolucyjnej sprawa jest bardziej złożona. Treponema pallidum tworzy rodzinę bardzo blisko spokrewnionych linii wywołujących różne treponematozy.

Podgatunek T. pallidum subsp. pallidum powoduje kiłę, przenoszoną przede wszystkim podczas kontaktów seksualnych, a także z ciężarnej na płód. Podgatunek pertenue wywołuje malinicę, zwaną również frambezją lub yaws. Zakażają się nią zwykle dzieci przez bezpośredni kontakt skóry ze skórą w ciepłym i wilgotnym klimacie. Podgatunek endemicum jest przyczyną bejelu, czyli kiły endemicznej, przenoszonej najczęściej przez bliski kontakt domowy w społecznościach żyjących w suchych regionach. Czwarta choroba, pinta, jest wiązana z Treponema carateum, a nie z kolejnym podgatunkiem T. pallidum. Do dziś nie uzyskano jednak pełnego genomu tego patogenu, dlatego jego dokładne miejsce na drzewie ewolucyjnym pozostaje słabiej poznane.

Trzy dobrze scharakteryzowane podgatunki T. pallidum mają około 99 procent wspólnej sekwencji DNA. Różni je niewielka część genomu, a mimo to zwykle wywołują odmienne zespoły chorobowe, rozprzestrzeniają się w odmienny sposób i zajmują różne nisze ekologiczne. Nie wiadomo jeszcze, które dokładnie różnice genetyczne sprawiają, że jedna linia przenosi się przede wszystkim drogą płciową, a inna przez zwykły kontakt skóry. Również granice między ich objawami okazują się mniej szczelne, niż dawniej zakładano.

Szczególnie pouczające były badania szczątków dzieci z kolonialnego Meksyku. Ich kości nosiły zmiany uznawane tradycyjnie za dowód kiły wrodzonej. Analiza DNA wykazała jednak, że przynajmniej jedna z infekcji została wywołana przez linię spokrewnioną z podgatunkiem pertenue, odpowiedzialnym za malinicę. Oznaczało to, że obraz szkieletowy kojarzony z kiłą weneryczną nie zawsze pozwala wskazać właściwy podgatunek, a możliwość wrodzonego przenoszenia innych treponematoz nie powinna być z góry wykluczana.

To rozróżnienie jest podstawą całego sporu. Znalezienie w średniowiecznej Europie kości ze zmianami treponemalnymi nie jest automatycznie równoznaczne ze znalezieniem kiły wenerycznej. Może świadczyć o zakażeniu blisko spokrewnionym patogenem, o wymarłej linii pośredniej albo o treponematozie, której sposobu przenoszenia nie potrafimy już odtworzyć.

Kość zachowuje skutki działania bakterii. Nie zachowuje informacji o tym, czy do zakażenia doszło podczas stosunku, we wspólnym domu, w dzieciństwie czy jeszcze w łonie matki.

Neapol: epidemia i narodziny oskarżenia

W końcu XV wieku nikt nie znał bakterii ani mechanizmu zakażenia. Pojawienie się nowej choroby wyjaśniano układem planet, zepsuciem powietrza, gniewem Boga, rozwiązłością, kontaktem z cudzoziemcami albo zatruciem. W świecie, w którym medycyna splatała się z astrologią i teologią, takie rozumowania nie wydawały się nieracjonalne. Dostarczały przyczyny zgodnej z ówczesnym obrazem kosmosu oraz wskazywały winnych.

Chorobę nazywano według zasady: pochodzi od obcych. Włosi mówili o chorobie francuskiej, Francuzi o neapolitańskiej lub włoskiej, Holendrzy o hiszpańskiej, Rosjanie o polskiej, a mieszkańcy Imperium Osmańskiego mogli nazywać ją chorobą chrześcijan. Nazwy te nie były mapą rozprzestrzeniania się zakażenia. Były mapą konfliktów i uprzedzeń.

W 1530 roku włoski lekarz i poeta Girolamo Fracastoro opublikował poemat Syphilis sive morbus gallicus. Jego bohater, pasterz Syfilus, obraża Apollina i zostaje ukarany straszną chorobą. Imię literackiej postaci z czasem stało się międzynarodową nazwą zakażenia. Fracastoro należał do najprzenikliwszych lekarzy epoki i później pisał o przenoszących choroby „zarodkach” oraz zakażonych przedmiotach. Nie zerwał jednak całkowicie z dawnymi wyobrażeniami: podobnie jak wielu współczesnych dopuszczał wpływ zjawisk niebieskich na pojawienie się epidemii.

Obok astrologii szybko pojawiło się wyjaśnienie geograficzne. Lekarz Ruy Díaz de Isla twierdził, że leczył członków wypraw Kolumba i że choroba przybyła z Hispanioli. Gonzalo Fernández de Oviedo, kronikarz hiszpańskiej kolonizacji, pisał, że była znana mieszkańcom wysp karaibskich. Świadectwa te powstawały jednak po wydarzeniach, w świecie zdominowanym już przez przekonanie, że epidemia musi mieć egzotyczne źródło. Są ważne, lecz nie przypominają współczesnych kart pacjentów ani raportów epidemiologicznych.

Polska tradycja kronikarska również odnotowała szybki marsz choroby. Z przekazów Macieja z Miechowa i późniejszych autorów wyłoniła się opowieść o kobiecie, żonie Wojciecha Białego, która miała przywieźć zakażenie do Krakowa po pobycie w Rzymie. Niezależnie od wiarygodności szczegółu historia dobrze pokazuje, w jaki sposób społeczeństwa próbowały wskazać pierwszego nosiciela. Epidemia zostawała sprowadzona do podróży jednej osoby, najczęściej cudzoziemca, żołnierza, marynarza albo kobiety podejrzewanej o nieobyczajne życie.

W rzeczywistości pierwszego zakażonego niemal nigdy nie można ustalić. Choroba mogła szerzyć się przez wiele miesięcy, zanim została rozpoznana jako odrębne zjawisko, a jej długi i zmienny przebieg dodatkowo zacierał łańcuch transmisji.

Trzy wielkie hipotezy

Hipoteza kolumbijska

Najbardziej znane wyjaśnienie głosi, że załogi Kolumba zetknęły się w Ameryce z treponematozą, a po powrocie w 1493 lub 1494 roku wprowadziły patogen do europejskiej sieci kontaktów seksualnych. Niektórzy marynarze mogli później dołączyć do armii Karola VIII lub zetknąć się z ludźmi, którzy znaleźli się w tej armii. Wojna, masowe przemieszczanie żołnierzy oraz rozwój prostytucji obozowej stworzyły warunki do gwałtownego rozsiewu zakażenia.

Mocną stroną tej hipotezy była od początku chronologia. Pierwsza niewątpliwa, szczegółowo udokumentowana epidemia europejska nastąpiła niedługo po rozpoczęciu regularnych kontaktów transatlantyckich. W Amerykach znajdowano natomiast liczne szkielety sprzed przybycia Europejczyków ze zmianami przypisywanymi treponematozom.

Słabością klasycznej wersji była jej nadmierna prostota. Czterdziestu kilku marynarzy nie musiało oczywiście osobiście zarazić całej Europy – wystarczyło, że patogen wszedł do szybko rozrastającej się sieci transmisji. Trudniej odpowiedzieć na pytanie, czy przewieziono już ukształtowaną kiłę weneryczną, czy raczej blisko spokrewnioną treponematozę, która dopiero w nowych warunkach przystosowała się do dominującego przenoszenia drogą płciową.

W kulturze popularnej hipoteza kolumbijska przyjęła również moralizującą postać „zemsty Ameryki”: Europejczycy mieli zawieźć do Nowego Świata ospę, odrę i przemoc, a w zamian otrzymać kiłę. Obraz ten jest retorycznie efektowny, lecz biologicznie mylący. Patogeny nie wymierzają sprawiedliwości, a ludność tubylcza nie stanowiła jednorodnego rezerwuaru jednej choroby. Podbój obu Ameryk uruchomił natomiast rzeczywistą, bezprecedensową wymianę ludzi, zwierząt i mikroorganizmów.

Hipoteza prekolumbijska

Jej zwolennicy utrzymują, że kiła albo przynajmniej blisko z nią związana treponematoza była obecna w Europie, Afryce lub Azji na długo przed podróżami Kolumba. Mogła występować rzadko, mieć łagodniejszy przebieg albo być mylona z trądem i innymi przewlekłymi chorobami skóry. Epidemia z 1495 roku nie oznaczałaby zatem przybycia nowego patogenu, lecz zmianę zachowania miejscowej bakterii, pojawienie się zjadliwszej odmiany albo eksplozję zakażeń wywołaną wojną, urbanizacją i przemieszczaniem ludności.

Argumentami na rzecz tej hipotezy były dawne opisy owrzodzeń, przypadki deformacji nosa i kończyn przedstawiane w sztuce oraz szkielety datowane na okres rzymski lub średniowieczny. Niektóre z nich rzeczywiście wykazują kombinacje zmian mocno przemawiające za treponematozą.

Problem pojawia się przy ostatnim kroku rozumowania. Treponematoza nie musi oznaczać kiły wenerycznej, a diagnoza dokonana po kilkuset latach na podstawie niepełnego szkieletu jest zawsze obciążona niepewnością. Z kolei opis „gnijącego nosa” w kronice nie wystarcza, aby odróżnić kiłę od trądu, przewlekłego zakażenia, nowotworu, urazu czy celowego oszpecenia.

Hipoteza unitarna i modele przemiany

Trzecia koncepcja zakładała, że wszystkie ludzkie treponematozy są w istocie jedną infekcją, która przybiera różne postacie pod wpływem klimatu i obyczajów. W wilgotnych tropikach miałaby być przenoszoną przez kontakt skóry malinicą, w suchym klimacie bejelem, a w chłodniejszych i bardziej higienicznych społeczeństwach – kiłą weneryczną, ponieważ kontakt seksualny pozostawał tam najskuteczniejszym sposobem przekazywania bakterii.

Hipoteza ta zwracała uwagę na ważny fakt: choroba nie rozwija się w próżni. Warunki mieszkaniowe, wiek pierwszego zakażenia, noszenie odzieży, higiena, klimat i zachowania seksualne wpływają na drogi transmisji. Jej skrajna wersja nie wytrzymała jednak konfrontacji z genomiką. Podgatunki pallidum, pertenue i endemicum tworzą rozpoznawalne linie filogenetyczne. Nie są jedną, genetycznie identyczną bakterią zmieniającą postać wyłącznie w zależności od pogody.

Nie oznacza to, że środowisko jest nieważne. Dzisiejsza genetyka raczej modyfikuje niż całkowicie unieważnia intuicję zwolenników modelu unitarnego. Linie krętków są genetycznie odrębne, lecz ich objawy i drogi transmisji mogą być bardziej plastyczne, niż wskazywały podręcznikowe definicje. W przeszłości mogły istnieć również wymarłe formy niepasujące do żadnej współczesnej kategorii.

Kości mówią, ale nie podają nazwiska sprawcy

W późnych stadiach treponematoz może dochodzić do przewlekłego zapalenia kości i okostnej. Na czaszce powstają nieregularne zagłębienia i bliznowate przebudowy określane jako caries sicca. Kości długie mogą grubieć i wyginać się, a piszczel przyjmować kształt nazywany szablastym. Występują ogniska zniszczenia otoczone reakcją naprawczą, deformacje nosa i podniebienia oraz zmiany w wielu kościach naraz.

Nie każda z osobna jest swoista. Zapalenie okostnej może towarzyszyć licznym zakażeniom, urazom i zaburzeniom krążenia. Większą wagę ma charakterystyczny układ kilku zmian, ich symetryczność i objęcie wielu części szkieletu. Nawet wówczas można jednak zwykle rozpoznać najwyżej treponematozę, nie jej podgatunek.

Dobrym przykładem jest szkielet oznaczony jako Apple Down 152, znaleziony na anglosaskim cmentarzysku w West Sussex. Należał do młodego mężczyzny żyjącego prawdopodobnie między V a VII wiekiem. Na czaszce widoczne były zmiany interpretowane jako wczesne caries sicca, a na obojczykach i kościach kończyn – rozległe, symetryczne zapalenie okostnej. Cały obraz jest mocnym argumentem za przewlekłym zakażeniem treponemalnym. Znacznie słabsze jest twierdzenie, że musiała to być konkretnie kiła weneryczna. Rozpoznanie podgatunku opierano częściowo na wieku zmarłego, statusie pochówku i dawnych wyobrażeniach o geograficznym zasięgu poszczególnych chorób, a nie na materiale genetycznym.

Innym szeroko komentowanym znaleziskiem były szczątki sześcioletniego dziecka z cmentarza w St. Pölten w Austrii, datowane radiowęglowo z dużym prawdopodobieństwem na lata 1390–1440. Niektóre zęby miały kształty przypominające klasyczne znamiona kiły wrodzonej. Autorzy badania ostrożnie określili przypadek jako prawdopodobny, nie pewny. Wady szkliwa mogą bowiem powstawać również wskutek niedożywienia, ciężkich zakażeń i innych zaburzeń rozwoju. Ich diagnostyczne znaczenie rośnie, gdy kilka charakterystycznych cech występuje jednocześnie, lecz nadal nie jest to odpowiednik testu DNA.

Jeszcze bardziej sugestywny jest szkielet około piętnastoletniej osoby z późnobizantyjskiej Nicei w Anatolii. Stwierdzono w nim zarówno deformacje zębów, jak i zmiany licznych kości, w tym przebudowę piszczeli, palców i czaszki. Trudno wyjaśnić taki zestaw zwykłym urazem czy pojedynczym, nieswoistym zapaleniem. Jest to jeden z najmocniejszych morfologicznych kandydatów na wrodzoną treponematozę w średniowiecznym Starym Świecie. Nadal jednak nie wiadomo, który krętek ją wywołał i czy choroba matki była przenoszona przede wszystkim drogą płciową.

W 2011 roku zespół Kristin Harper poddał systematycznej ocenie 54 opublikowane doniesienia o rzekomo prekolumbijskich treponematozach w Starym Świecie. Badacze sprawdzali jakość diagnozy, kompletność szkieletów, datowanie i możliwość wystąpienia efektu rezerwuarowego. Doszli wówczas do wniosku, że mocny, niebudzący wątpliwości dowód na przedkolumbijską kiłę w Starym Świecie pozostaje nieuchwytny. Nie oznaczało to, że wszystkie znaleziska były błędne. W wielu przypadkach problemem był brak pewności, czy szkielet rzeczywiście pochodzi sprzed 1492 roku albo czy zmiany można przypisać właśnie kile.

Późniejsze odkrycia ponownie wzmocniły argumentację zwolenników prekolumbijskiej treponematozy. Nie zniosły jednak podstawowego ograniczenia: morfologia kości pozwala z różną siłą rozpoznać rodzinę zakażeń, ale bardzo rzadko umożliwia rozstrzygnięcie, do której gałęzi bakteryjnego drzewa należał sprawca.

Gdy radiowęglowy zegar się spieszy

Jedną z najbardziej pouczających pomyłek w tym sporze wywołało nie złe rozpoznanie choroby, lecz pozornie precyzyjne datowanie.

Metoda radiowęglowa opiera się na pomiarze izotopu węgla ^14C. Po śmierci organizmu jego ilość stopniowo maleje, co pozwala oszacować wiek próbki. Wynik może być jednak zniekształcony, jeżeli człowiek jadł dużo ryb lub owoców morza. W wodach głębinowych i niektórych ekosystemach krąży „stary” węgiel, którego wiek pozorny jest większy niż wiek organizmu. Człowiek żywiący się zasobami morskimi może więc po śmierci zostać wydatowany na wcześniejszy okres, niż wskazuje rzeczywisty czas pochówku.

Część europejskich szkieletów uznawanych za przedkolumbijskie pochodziła właśnie z miejscowości nadmorskich. Po uwzględnieniu diety i efektu rezerwuarowego zakresy dat przesuwały się w stronę XVI wieku. Nie każde takie znalezisko zostało automatycznie „odmłodzone”, lecz problem pokazał, że data zapisana jako pojedynczy rok może tworzyć złudzenie pewności. W rzeczywistości datowanie jest rozkładem prawdopodobieństwa, zależnym od kalibracji, składu próbki i warunków środowiskowych.

Pomyłka ta miała również wymiar psychologiczny. Jeżeli szkielet wyglądał jak przypadek kiły, a pierwsze datowanie wskazywało rok 1400, łatwo było uznać spór za zakończony. Kolejne analizy odbierano czasem jako próbę ratowania konkurencyjnej teorii, a nie normalny proces sprawdzania wyniku. Tymczasem naukowa wartość daty nie zależy od tego, czy potwierdza ona atrakcyjną narrację.

Zęby i pułapka „kiły wrodzonej”

Zęby są dla paleopatologów szczególnie cenne, ponieważ szkliwo nie przebudowuje się tak jak kość. Zaburzenie powstałe w dzieciństwie może pozostać widoczne przez całe życie. W kile wrodzonej opisywano między innymi siekacze Hutchinsona – wąskie, beczułkowate, z charakterystycznym wcięciem – oraz pierwsze trzonowce o nierównej, guzkowatej powierzchni, nazywane morwowymi.

Przez długi czas zakładano, że taki zestaw cech musi wskazywać na kiłę wrodzoną, ponieważ to właśnie T. pallidum subsp. pallidum miała jako jedyna treponema przechodzić przez łożysko. Ustalenie to wydawało się niezwykle wygodne. Jeżeli w szkielecie średniowiecznego dziecka znajdowano zęby Hutchinsona, otrzymywano zarazem dowód obecności kiły wenerycznej u jego matki.

Dziś ten łańcuch wnioskowania nie jest już bezpieczny. Po pierwsze, pojedyncze nieprawidłowości zębów mogą mieć inne przyczyny. Po drugie, badania genomów z kolonialnego Meksyku wykazały, że zmiany przypominające kiłę wrodzoną mogły towarzyszyć zakażeniu linią związaną z malinicą. Po trzecie, nawet potwierdzenie transmisji przezłożyskowej nie informuje, w jaki sposób zaraziła się matka.

Dlatego w odniesieniu do dawnych szczątków bezpieczniej jest mówić o „prawdopodobnej wrodzonej treponematozie” niż automatycznie o „kile wrodzonej”. Ta drobna zmiana terminologii ma duże znaczenie. Oddziela to, co naprawdę można wyczytać z kości i zębów, od tego, czego badacz jedynie się domyśla.

Ołtarz, nos i diagnoza wyrzeźbiona w drewnie

W Polsce jednym z najbardziej znanych argumentów za prekolumbijską kiłą stał się ołtarz Wita Stwosza w kościele Mariackim w Krakowie, wykonany w latach 1477–1489, a więc przed powrotem pierwszej wyprawy Kolumba.

W 1933 roku dermatolog i wenerolog Franciszek Walter opublikował pracę poświęconą zmianom chorobowym przedstawionym na ołtarzu. U niektórych postaci rozpoznał cechy, które jego zdaniem odpowiadały późnej kile wrodzonej, między innymi zapadnięty, „siodełkowaty” nos oraz charakterystyczną budowę czaszki i okolicy oczu. Jeżeli Stwosz przedstawiał osoby rzeczywiście dotknięte kiłą, choroba musiałaby być znana w Krakowie jeszcze przed wyprawami transatlantyckimi.

Argument jest intrygujący, ale słabszy, niż może się początkowo wydawać. Dzieło sztuki nie jest fotografią kliniczną. Artysta mógł korzystać z żywego modela, łączyć cechy kilku osób, posługiwać się tradycyjnym typem fizjonomicznym albo celowo deformować twarz postaci negatywnej. Nos siodełkowaty nie występuje wyłącznie w kile. Może być następstwem urazu, trądu, innych zakażeń, wad rozwojowych lub zniszczenia chrząstki z innej przyczyny.

W średniowiecznej ikonografii deformacja twarzy często pełniła ponadto funkcję moralną. Oprawców Chrystusa, pogan, heretyków i ludzi uznawanych za grzesznych przedstawiano jako brzydkich, asymetrycznych lub chorych. Fizyczna odmienność miała ujawniać zepsucie wewnętrzne. Jeżeli artysta umieścił zapadnięty nos u postaci negatywnej, mógł nawiązywać do widywanej w rzeczywistości choroby, ale równie dobrze mógł posługiwać się utrwalonym znakiem hańby.

Ołtarz jest więc wartościowym świadectwem tego, że późnośredniowieczni artyści znali określone deformacje twarzy. Nie identyfikuje bakterii, nie dowodzi seksualnej drogi zakażenia i nie pozwala ustalić, czy oglądamy portret chorego mieszkańca Krakowa, czy artystyczną konwencję.

Ten sam problem dotyczy obrazów, iluminacji i rzeźb z całej Europy. Ikonodiagnoza może formułować hipotezy, zwłaszcza gdy przedstawienie jest realistyczne i zawiera kilka współwystępujących znamion. Nie może jednak sama zakończyć sporu mikrobiologicznego.

Kronikarz nie prowadzi dokumentacji medycznej

Równie kuszące jest wyszukiwanie kiły w tekstach starożytnych i średniowiecznych. Dawni autorzy opisywali wrzody narządów płciowych, wypadanie włosów, bóle kości, zapadanie nosa, poronienia i śmierć niemowląt. Każdy z tych objawów może wystąpić w kile. Żaden nie jest jednak dla niej wyłączny.

Dodatkową trudność stanowi historyczne znaczenie nazw chorób. Łacińskie słowo lepra nie zawsze oznaczało wyłącznie trąd w dzisiejszym sensie. Mogło obejmować szeroką grupę przewlekłych, oszpecających chorób skóry. „Świerzb”, „wrzody”, „zepsucie” czy „franca” również nie odpowiadały stabilnym jednostkom diagnostycznym.

Lekarze i kronikarze interesowali się przede wszystkim tym, co widoczne i niezwykłe. Nie notowali systematycznie kolejności objawów, wyników badań ani historii kontaktów seksualnych. Opis śmierci władcy mógł być celowo dyskretny, a choroba związana z seksem – ukrywana przez rodzinę. Z drugiej strony późniejszy historyk, znający reputację monarchy jako człowieka rozwiązłego, łatwo może dopasować do kiły każdy niejasny przekaz o przewlekłej chorobie.

Retrospektywna diagnoza jest najbardziej przekonująca wtedy, gdy źródła niezależnie opisują charakterystyczną sekwencję objawów, a inne rozpoznania są mniej prawdopodobne. Nadal pozostaje jednak oceną prawdopodobieństwa, nie laboratoryjnym potwierdzeniem.

Błędny trop Afryki i kusząca opowieść o wikingach

Ponieważ malinica występowała przede wszystkim w tropikalnej Afryce, część badaczy umieszczała tam kolebkę wszystkich treponematoz. Według tych modeli dawna infekcja skórna miała zostać przeniesiona wraz z ludźmi do suchszych i chłodniejszych regionów, przekształcić się w bejel, a następnie w kiłę weneryczną. Handel niewolnikami z Afryki do Europy miał umożliwić ostatni etap tego procesu jeszcze przed wyprawami Kolumba.

Koncepcja ta opierała się w dużej mierze na współczesnym rozmieszczeniu chorób. Tymczasem rozmieszczenie dzisiejsze nie musi odpowiadać rozmieszczeniu sprzed tysiąca czy dwóch tysięcy lat. Najlepszym przykładem jest genom bakterii podobnej do dzisiejszego czynnika bejelu, znaleziony w liczących około dwóch tysięcy lat szczątkach z wilgotnego wybrzeża Brazylii – środowiska bardzo odmiennego od suchych regionów, z którymi bejel jest obecnie kojarzony.

Także hipoteza o wikingach dobrze działa na wyobraźnię. Skandynawowie dotarli do Ameryki Północnej około pięciu stuleci przed Kolumbem, mogli więc teoretycznie zetknąć się z miejscowymi patogenami i przewieźć je do Europy. Nie ma jednak molekularnego dowodu na taki transfer. Nie znaleziono genomu krętka, który można byłoby połączyć z trasami wikińskimi, a sam fakt kontaktu dwóch populacji nie dowodzi przeniesienia konkretnej choroby.

Obie koncepcje przypominają, jak łatwo zastąpić brak danych opowieścią, która jest możliwa, lecz niekoniecznie prawdopodobna. Możliwość historyczna jest dopiero początkiem hipotezy. Aby stała się mocnym wyjaśnieniem, musi pozostawić ślady.

Mit jednej mutacji

Popularna wersja historii mówi czasem, że łagodny amerykański krętek po przybyciu do Europy „zmutował” około 1500 roku i stał się zabójczą kiłą. Takie zdanie brzmi naukowo, ale zaciemnia więcej, niż wyjaśnia.

Ewolucja bakterii rzadko polega na jednej cudownej mutacji natychmiast tworzącej nową chorobę. Treponema pallidum różnicowała się przez tysiące lat. Poszczególne linie rozdzielały się, wymieniały fragmenty materiału genetycznego, przechodziły przez wąskie gardła populacyjne i przystosowywały się do nowych gospodarzy oraz sposobów transmisji. W pobliżu roku 1500 mogło dojść do gwałtownej ekspansji jednej lub kilku linii, niekoniecznie do ich nagłego powstania.

Również wyjątkowa ciężkość pierwszej europejskiej epidemii nie musi oznaczać, że bakteria była wówczas znacznie bardziej zjadliwa. Wpływ mogła mieć niewielka odporność populacji, wojenne niedożywienie, inne infekcje, brak skutecznego leczenia, skupienie ludzi w obozach i fakt, że lekarze zapamiętywali przede wszystkim najbardziej dramatyczne przypadki. Nie można wykluczyć zmian właściwości patogenu, lecz opis kliniczny sam ich nie dowodzi.

Genomika przejmuje śledztwo

Pełne zsekwencjonowanie współczesnego krętka w 1998 roku stworzyło punkt odniesienia. Prawdziwy przełom nastąpił jednak dopiero wtedy, gdy naukowcy nauczyli się rekonstruować całe lub niemal całe genomy bakterii z archeologicznych szczątków.

Dawne DNA można rozpoznać po charakterystycznych uszkodzeniach. Fragmenty są krótkie, a na ich końcach występują przewidywalne zmiany chemiczne. Materiał pobiera się w laboratoriach chronionych przed współczesnym DNA, analizuje próby kontrolne i sprawdza, czy fragmenty pokrywają cały genom w sposób zgodny z prawdziwym zakażeniem. Następnie sekwencje umieszcza się na drzewie filogenetycznym, porównując je z genomami podgatunków pallidum, pertenue i endemicum.

Badanie europejskich szczątków opublikowane w 2020 roku ujawniło zaskakującą różnorodność krętków we wczesnej epoce nowożytnej. Odtworzono genomy związane zarówno z kiłą, jak i malinicą, a także nieznaną wcześniej linię siostrzaną wobec podgatunków powodujących malinicę i bejel. Pokazało to, że po przełomie XV i XVI wieku w Europie krążyła nie jedna, jednorodna odmiana, lecz kilka bardzo różnych gałęzi. Zakresy dat nie dawały jednak pewności, że którykolwiek z tych genomów pochodzi bezspornie sprzed 1492 roku.

Genomika obaliła zatem dwa wygodne wyobrażenia. Pierwsze mówiło, że treponematozy zawsze zajmowały dokładnie te same strefy klimatyczne co obecnie. Drugie – że każda dawna zmiana szkieletowa przypominająca kiłę musiała zostać wywołana przez podgatunek pallidum.

Najważniejsze dowody nadeszły jednak z obu Ameryk.

Brazylia: bejel tam, gdzie nie powinno go być

W 2024 roku opublikowano wyniki badań szczątków z cmentarzyska Jabuticabeira II na południowym wybrzeżu Brazylii. Ludzie pochowani tam blisko dwa tysiące lat temu żyli na długo przed kontaktem z Europejczykami. Z ich kości zrekonstruowano cztery genomy Treponema pallidum, w tym jeden o wysokiej jakości.

Ku zaskoczeniu badaczy bakterie nie należały do linii kiły wenerycznej. Były najbardziej zbliżone do podgatunku endemicum, powodującego dzisiejszy bejel. Odkrycie stanowiło pierwsze jednoznaczne genomowe potwierdzenie treponematozy w prekolumbijskiej Ameryce i zarazem dowód, że linia podobna do bejelu występowała w wilgotnym regionie nadmorskim, daleko od obecnej niszy tej choroby.

Wynik nie dowodził jeszcze, że kiła weneryczna pochodzi z Ameryki. Pokazywał natomiast, że rodzina T. pallidum była tam obecna i zróżnicowana wiele stuleci przed Kolumbem. Pozwolił także przesunąć wstecz szacowane daty rozdzielenia współczesnych podgatunków. Według przeprowadzonych analiz główne gałęzie musiały istnieć przed końcem XV wieku, a prawdopodobnie znacznie wcześniej.

Pięć genomów i amerykańskie drzewo rodowe

Kolejny krok przyniosło badanie opublikowane na przełomie 2024 i 2025 roku w „Nature”. Naukowcy przeanalizowali pięć przedkontaktowych lub pochodzących z okresu około pierwszego kontaktu genomów krętka z terenów dzisiejszego Meksyku, Chile, Peru i Argentyny. Reprezentowały one dawne linie spokrewnione z wszystkimi trzema głównymi podgatunkami: czynnikiem kiły, malinicy i bejelu.

Układ drzewa filogenetycznego wskazywał, że w Amerykach istniała rozległa, częściowo wymarła różnorodność treponemów. Autorzy uznali, że wyniki wspierają amerykańskie pochodzenie wszystkich dotychczas scharakteryzowanych genomowo linii T. pallidum, zarówno dawnych, jak i współczesnych.

W odniesieniu do kiły w ścisłym znaczeniu najsilniejsze poparcie uzyskał scenariusz, w którym jej bezpośrednia linia przodków wyłoniła się w Amerykach niedługo przed początkiem kontaktów transatlantyckich. Nie udało się jednak dokładnie datować momentu, w którym patogen zaczął przenosić się głównie drogą płciową. Przedział niepewności pozostawiał nawet możliwość, że ostateczne ukształtowanie się współczesnej linii kiły nastąpiło już po przewiezieniu amerykańskiego przodka do Europy lub Afryki.

Jest to ważne rozróżnienie. Można z dużą pewnością wskazywać geograficzne korzenie drzewa bakterii, a jednocześnie nie znać miejsca narodzin konkretnego zespołu chorobowego. „Pochodzenie krętka” i „pochodzenie kiły wenerycznej” nie są dokładnie tym samym pytaniem.

Kolumbia: genom sprzed 5500 lat

W styczniu 2026 roku w „Science” ukazało się odkrycie, które ponownie przesunęło granicę znanej historii treponemów. Z kości człowieka pochowanego około 5500 lat temu w schronisku skalnym Tequendama I na wyżynie w rejonie dzisiejszej Bogoty odtworzono genom oznaczony jako TE1-3.

Było to znalezisko niezwykłe również dlatego, że kość nie wykazywała widocznych zmian chorobowych. DNA bakterii stanowiło mniej niż dwie tysięczne procenta przeanalizowanego materiału. Dopiero ogromna liczba odczytanych fragmentów i połączenie kilku metod bioinformatycznych umożliwiły rekonstrukcję genomu.

TE1-3 nie należał ani do kiły, ani do malinicy, ani do bejelu. Tworzył nieznaną wcześniej gałąź, która oddzieliła się przed wspólną dywersyfikacją wszystkich znanych obecnie podgatunków. Autorzy zaproponowali traktowanie jej jako odrębnej, dawnej linii lub podgatunku. Zegar molekularny oszacował rozdzielenie tej gałęzi od pozostałych treponemów na około 13 700 lat temu, przy szerokim zakresie niepewności sięgającym od około 7000 do ponad 20 000 lat.

Odkrycie dowodzi, że T. pallidum infekowała ludzi w Ameryce tysiące lat przed Kolumbem, a jej różnorodność była większa, niż wskazywały współczesne szczepy. Nie dowodzi jednak, że człowiek z Tequendama chorował na kiłę weneryczną. Nie wiemy, jakie objawy wywoływała linia TE1-3 ani czy przenosiła się drogą płciową, przez kontakt skóry, z matki na dziecko, czy może miała również rezerwuar zwierzęcy. Możliwe jest nawet, że była krewną niepoznanego genomowo czynnika pinty.

Genom kolumbijski nie jest więc „najstarszym przypadkiem kiły”. Jest najstarszym znanym genomem należącym do bakteryjnej rodziny, z której wywodzi się czynnik kiły. Różnica ta może wydawać się drobna, ale przesądza o uczciwości całej rekonstrukcji.

Co zatem z europejskimi kośćmi?

Najnowsze badania nie unieważniają znalezisk z Apple Down, St. Pölten, Nicei ani innych stanowisk Starego Świata. Zmieniają jednak sposób, w jaki należy je nazywać.

Szkielet z rozległymi, charakterystycznie rozmieszczonymi zmianami może być bardzo mocnym dowodem treponematozy. Nie pozwala jednak bez DNA określić, czy zakażenie wywołał podgatunek pallidum, pertenue, endemicum, nieznana linia podobna do TE1-3 czy jeszcze inna, wymarła odmiana. Nie informuje również bezpośrednio o drodze przenoszenia.

Możliwe jest zatem, że jakieś treponematozy występowały w Europie przed 1492 rokiem, a równocześnie przodek współczesnej kiły wenerycznej przybył z Ameryki pod koniec XV wieku. Te dwa twierdzenia nie wykluczają się. Stary Świat mógł być zamieszkany przez jedne linie krętków, a po rozpoczęciu kontaktów transatlantyckich otrzymać kolejną, szczególnie skuteczną w transmisji seksualnej.

Taki scenariusz tłumaczyłby pozorną sprzeczność między średniowiecznymi kośćmi a nagłym wybuchem epidemii neapolitańskiej. Przed 1495 rokiem mogły istnieć rzadkie, endemiczne treponematozy o innych drogach przenoszenia. Później pojawiła się linia zdolna do szybkiego szerzenia się w sieciach kontaktów seksualnych europejskich miast i armii. To jednak nadal hipoteza, nie zakończona rekonstrukcja.

Do jednoznacznego potwierdzenia prekolumbijskiej kiły potrzebny byłby europejski szkielet bezpośrednio i wiarygodnie datowany na okres przed 1492 rokiem, zawierający autentyczne dawne DNA oraz genom umieszczający patogen wewnątrz linii TPA. Jak dotąd nie opublikowano takiego, niebudzącego wątpliwości europejskiego genomu. Wczesnonowożytne genomy pokazały ogromną różnorodność, a modelowanie dopuszcza starszą obecność niektórych linii, lecz możliwość nie jest jeszcze bezpośrednim dowodem.

Dlaczego tak często się mylono?

Spór o kiłę ujawnia kilka powtarzających się mechanizmów błędu.

Pierwszym jest utożsamianie współczesnych kategorii z rzeczywistością sprzed setek lub tysięcy lat. Dzisiejsze definicje kiły, malinicy i bejelu powstały na podstawie obecnego rozmieszczenia chorób. Dawne linie bakterii mogły mieć inne właściwości, a wymarłe treponemy nie musiały mieścić się w żadnej z tych szuflad.

Drugim błędem jest mylenie objawu z rozpoznaniem. Siodełkowaty nos, szablasta piszczel, zapalenie okostnej czy uszkodzenie podniebienia mogą być ważnymi wskazówkami, ale nie są podpisem jednego podgatunku bakterii. Nawet bardzo charakterystyczny zestaw zmian potwierdza przede wszystkim przewlekłą treponematozę.

Trzecim jest przywiązywanie zbyt dużej wagi do pojedynczego źródła. Obraz nie jest wynikiem badania lekarskiego, kronika nie jest kartą choroby, a kość nie jest genomem. Najpewniejsze wnioski powstają dopiero wtedy, gdy datowanie, paleopatologia, historia, archeologia i DNA wskazują w tę samą stronę.

Czwartym mechanizmem jest nieświadome poszukiwanie potwierdzeń ulubionej opowieści. Zwolennik pochodzenia amerykańskiego łatwiej zauważał wątpliwe datowanie europejskich szkieletów. Zwolennik pochodzenia europejskiego chętniej rozpoznawał kiłę w każdej deformacji nosa. Obydwie strony dysponowały prawdziwymi obserwacjami, lecz czasami przeceniały ich znaczenie.

Piątym problemem jest moralizacja. Choroba przenoszona drogą płciową od początku była łączona z grzechem, obcością i karą. Narracja o indiańskiej zemście, opowieści o rozwiązłych monarchach, oskarżenia prostytutek oraz nazywanie choroby od wrogich narodów wpływały na to, jakie pytania zadawano i które odpowiedzi wydawały się wiarygodne.

Szóstym błędem jest przekonanie, że nagła epidemia musi oznaczać nagłe powstanie patogenu. Bakteria może istnieć długo w małej populacji, krążyć w innej postaci lub na innym obszarze, a następnie wykorzystać zmianę warunków społecznych. Wojna włoska, rozwój miast, prostytucja, ruch wojsk i handel mogły przekształcić miejscowe ognisko w pierwszą nowożytną pandemię przenoszoną drogą płciową.

Najbardziej prawdopodobny scenariusz

Na podstawie stanu wiedzy z 2026 roku można sformułować scenariusz bardziej złożony niż klasyczne „Kolumb przywiózł kiłę” albo „kiła zawsze była w Europie”.

Rodzina Treponema pallidum jest bardzo stara. Jej przodkowie infekowali ludzi prawdopodobnie już pod koniec ostatniej epoki lodowej. Najstarszy znany genom pochodzi z Kolumbii sprzed około 5500 lat, lecz jego linia oddzieliła się od pozostałych jeszcze wcześniej. W prekolumbijskich Amerykach krążyły liczne, silnie zróżnicowane treponemy, w tym przodkowie lub bliscy krewni wszystkich trzech współczesnych podgatunków.

Dane genomowe najsilniej wskazują obecnie na amerykańskie korzenie znanej różnorodności T. pallidum. Bezpośredni przodek współczesnej kiły prawdopodobnie wyłonił się z tej amerykańskiej puli. Mógł już przed podróżami Kolumba przenosić się głównie drogą płciową albo przyjąć taką specjalizację podczas pierwszych dekad globalnej ekspansji.

Pod koniec XV wieku jedna lub kilka linii dostały się do europejskich sieci transmisji. W wojennych warunkach Italii nastąpiła ich gwałtowna ekspansja. Nie wiadomo, czy marynarze Kolumba byli jedynym ogniwem, ani czy zakażenie dotarło po pierwszej, drugiej czy którejś z późniejszych wypraw. Związek czasowy między początkiem kontaktów transatlantyckich a epidemią pozostaje jednak mocną przesłanką.

Jednocześnie nie należy odrzucać możliwości obecności innych treponematoz w przedkolumbijskiej Europie, Azji i Afryce. Przemawiają za nią niektóre bardzo sugestywne znaleziska szkieletowe. Nie ma natomiast jeszcze pewnego dowodu, że były one wywoływane właśnie przez linię współczesnej kiły wenerycznej.

W efekcie klasyczna hipoteza kolumbijska zwycięża, ale w wersji zmienionej. Nie chodzi już o prostą opowieść, według której jedna niezmienna choroba została zabrana z jednej karaibskiej wyspy i w ciągu dwóch lat opanowała Europę. Bardziej prawdopodobna jest historia starej, różnorodnej rodziny patogenów, z której jedna gałąź wykorzystała rozpoczętą po 1492 roku globalizację.   

           Piotr Kotlarz

Werdykt z zastrzeżeniami

Najpewniejszy wniosek brzmi: Treponema pallidum ma w Amerykach historię sięgającą tysięcy lat przed kontaktem z Europejczykami. Potwierdzają to nie tylko zmiany kostne, lecz także pełne genomy dawnych bakterii.

Bardzo mocno poparty jest również pogląd, że znane dziś linie powodujące kiłę, malinicę i bejel wywodzą się z dawnej różnorodności rozwijającej się w Amerykach. W odniesieniu do wszystkich dotychczas scharakteryzowanych genomów jest to obecnie najbardziej oszczędne wyjaśnienie ich drzewa rodowego.

Mniej pewne pozostaje miejsce i czas powstania samej kiły wenerycznej. Nie znamy momentu, w którym seksualna transmisja stała się dla jednej linii dominująca. Nie potrafimy powiedzieć, czy wydarzyło się to przed pierwszym kontaktem, w trakcie przepływu ludzi przez Atlantyk, czy już po przybyciu bakterii do Europy.

Jeszcze słabiej rozstrzygnięta jest obecność innych treponematoz w prekolumbijskim Starym Świecie. Kości i zęby dostarczają ważnych przesłanek, lecz bez genomu nie pozwalają bezpiecznie nazwać konkretnej choroby. Średniowieczny Europejczyk mógł cierpieć na treponematozę, która nie była ani dzisiejszą kiłą, ani malinicą, ani bejelem.

W tym sensie pytanie „skąd pochodzi kiła?” nie ma jednej odpowiedzi. Bakteria, zespół objawów, sposób przenoszenia i wielka epidemia mają własne historie. Korzenie bakteryjnej rodziny prowadzą dziś przede wszystkim do Ameryk. Globalna historia kiły zaczęła się natomiast na styku dwóch światów – w momencie, gdy ocean przestał być barierą, a stał się drogą dla ludzi, towarów i drobnoustrojów.

Tak rozumiana kiła nie jest „zemstą” jednego kontynentu na drugim. Jest produktem pierwszej globalizacji: spotkania dawnej różnorodności biologicznej z wojną, przemocą, handlem, migracją i nowymi sieciami intymnych kontaktów. Krętek nie stworzył tych sieci. Potrafił jednak wykorzystać je skuteczniej niż niemal wszystkie współczesne mu patogeny.

Wybrane źródła i materiał roboczy

Fraser C.M. i in., „Complete Genome Sequence of Treponema pallidum, the Syphilis Spirochete”, „Science”, 1998.

Edmondson D.G., Hu B., Norris S.J., „Long-Term In Vitro Culture of the Syphilis Spirochete Treponema pallidum subsp. pallidum”, „mBio”, 2018.

Harper K.N. i in., „The Origin and Antiquity of Syphilis Revisited: An Appraisal of Old World Pre-Columbian Evidence for Treponemal Infection”, „American Journal of Physical Anthropology”, 2011.

Schuenemann V.J. i in., „Historic Treponema pallidum Genomes from Colonial Mexico Retrieved from Archaeological Remains”, „PLOS Neglected Tropical Diseases”, 2018.

Majander K. i in., „Ancient Bacterial Genomes Reveal a High Diversity of Treponema pallidum Strains in Early Modern Europe”, „Current Biology”, 2020.

Majander K. i in., „Redefining the Treponemal History through Pre-Columbian Genomes from Brazil”, „Nature”, 2024.

Barquera R. i in., „Ancient Genomes Reveal a Deep History of Treponema pallidum in the Americas”, „Nature”, 2025.

Bozzi D. i in., „A 5500-Year-Old Treponema pallidum Genome from Sabana de Bogotá, Colombia”, „Science”, 2026.

Walter F., Wit Stwosz – rzeźbiarz chorób skórnych. Szczegóły dermatologiczne Ołtarza Mariackiego, 1933.

Powyższy artykuł jest dostępny na Licencji CreativeCommons, Uznanienie autorstwa_Bez utworów zależnych  3,0 Polska) 

Powyższy tekst powstał przy pomocy redakcyjnej ChatGTP [Pogłębienie kwerendy, adiustacja].

Exit mobile version