Umowa celna między UE a USA oznacza poważny cios dla autonomii Europy. Brak władzy politycznej w Brukseli i brak zdecydowanego przywództwa w głównych stolicach państw działa na niekorzyść Europy, zamieniając kontynent w satelitę wielkiego mocarstwa, rządzonego przez zastraszającego prezydenta.
Zrzeszając 27 państw członkowskich, Unia Europejska (UE) to wyrafinowana instytucja technokratyczna, stworzona w wyniku długiego procesu współpracy i integracji regionalnej. Pozbawiona realnej osobowości politycznej, UE stworzyła największy i najbogatszy rynek na świecie, służąc dobrobytowi Europejczyków przez prawie siedem dekad. Było to powszechne przekonanie, dopóki jedno uściśnięcie dłoni między przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen a prezydentem USA Donaldem Trumpem nie zaprzepaściło prymatu handlowego UE, redukując Europę do zależności od chylącego się ku upadkowi mocarstwa.
Porozumienie taryfowe osiągnięte 27 lipca nastąpiło po śmiałych oświadczeniach UE przeciwko planom taryfowym Waszyngtonu. Tym, co uczyniło ten akt całkowitej uległości jeszcze bardziej dotkliwym i niemal komicznym, był kontekst, w jakim „porozumienie” nabrało formy. Pani von der Leyen poleciała do Szkocji, poza granice Unii Europejskiej, aby spotkać się z prezydentem, który był zajęty grą w golfa na należącym do niego polu golfowym Turnberry. Jedno ze zdjęć doskonale oddaje absurdalność tej chwili: przewodniczący Komisji Europejskiej szeroko się uśmiecha, akceptując akt przymusu ekonomicznego, w jaskrawym kontraście z bardziej stosownym, poważnym wyrazem twarzy Trumpa. Jego mowa ciała emanuje dominacją i lekceważeniem – siedzi i ściska dłoń z dłonią skierowaną do góry, jakby domagał się zapłaty.
Stany Zjednoczone nakładają 15-procentowe cło bazowe na większość produktów europejskich (podczas gdy 50-procentowe cło pozostaje na stal). Europa zgodziła się również na zakup amerykańskiego gazu o wartości 750 miliardów dolarów (droższego i bardziej zanieczyszczającego środowisko niż gaz rosyjski) w ciągu trzech lat. Dodatkowo, kolejne 600 miliardów dolarów zostanie przekazane z Europy na zakup amerykańskiego sprzętu wojskowego. To świetna okazja dla Trumpa, który wykorzystuje historycznych partnerów USA do zrównoważenia deficytu handlowego swojego kraju i sfinansowania ulgi dla bogatych – wprowadzonej wraz z obniżkami podatków w ramach „wielkiej, pięknej ustawy”. Akceptując tę umowę, UE w rzeczywistości służy interesom narodowym USA, działając wbrew własnym.
Czy pani von der Leyen jest całkowicie winna tej katastrofy? Czy mogła zrobić to lepiej? Odpowiedź na oba pytania brzmi: nie. Długoletnia polityczka z Niemiec, von der Leyen przybyła do Brukseli w 2019 roku, nie mogąc zastąpić Angeli Merkel na stanowisku szefa CDU, po uwikłaniu w kilka prywatnych i publicznych skandali. Obecnie kieruje Komisją, technokratycznym organem, który ma uprawnienia do negocjowania zewnętrznych stosunków handlowych w imieniu państw członkowskich UE. Jednakże takie uprawnienia nie mają żadnej wagi politycznej. Władza polityczna w Europie nadal znajduje się w stolicach poszczególnych państw narodowych, które teraz narzekają na UE za słaby wynik umowy z USA. Wina powinna raczej spoczywać na nich jako na prawdziwych aktorach politycznych, którzy kryją się za Komisją. Francja, Niemcy i Włochy przede wszystkim. Być może wynik mógłby być inny, gdyby któraś z tych kluczowych gospodarek (odpowiednio siódma, czwarta i dziesiąta na świecie) miała odwagę wdrożyć prawdziwie autonomiczne programy, aby realizować swoje interesy narodowe wbrew woli USA.
Analityk geopolityczny Alessandro Orsini pisze, że „bycie państwem satelickim nie jest już wygodne, gdy koszty podporządkowania przewyższają korzyści”. Jednak zerwanie z podporządkowaniem i ustanowienie strategicznej autonomii wymaga pewnego stopnia politycznego pragmatyzmu i charakteru, jakich żaden europejski przywódca nie był w stanie zademonstrować w ciągu ostatnich pięciu lat. W obliczu amerykańskich ceł, prawdziwe przywództwo polityczne szukałoby i rozwijało alternatywne szlaki handlowe. Zainwestowałoby swoje zasoby gospodarcze w wypełnienie luk technologicznych i przemysłowych , które Europa zgromadziła w stosunkach z Chinami i USA, zwłaszcza w zakresie energii odnawialnej i innowacji cyfrowych. Zamiast być trzymaną na uboczu, jak to miało miejsce w ostatnich miesiącach, Europa powinna wezwać i poprowadzić negocjacje w celu szybkiego zakończenia konfliktów na Ukrainie i w Strefie Gazy, które bezpośrednio wpływają na wschód i południe jej regionu.
Innymi słowy, bardziej asertywne przywództwo polityczne mogłoby uznać rozbieżność między europejskimi i amerykańskimi interesami geopolitycznymi. Dotyczy to przede wszystkim trudnych relacji z Rosją. W ślad za Ameryką, Europa zdecydowała się na militarną konfrontację z Rosją po bezprawnej inwazji na Ukrainę w 2022 roku. Tym samym kontynent wyrzekł się użycia swojej jedynej wiarygodnej broni: dyplomacji wypracowanej w ciągu stulecia rozwiązywania sporów językowych i praw mniejszości etnicznych. To wyrzeczenie okazało się katastrofalne w skutkach. Odważne i dojrzałe przywództwo polityczne przyznałoby się do błędu i naprawiło szkody.
O ile marginalizacja Rosji na arenie międzynarodowej jest korzystna dla Ameryki, o tyle nie jest to dobra opcja dla Europy. W gospodarce zakłócenia w handlu z Rosją zaszkodziły europejskiemu eksportowi i produkcji przemysłowej. W wymiarze militarnym zaangażowanie w pośredni konflikt z tym znaczącym wschodnim sąsiadem uszczupliło arsenały wielu państw i przywróciło koszmar konfliktu zbrojnego na kontynencie (nie wspominając o tragicznej ofierze poniesionej przez Ukrainę). W wymiarze społecznym ożywiło to uśpioną, ahistoryczną rusofobię, która obecnie przejawia się w wielu dziedzinach, od anulowania rosyjskich programów studiów po wykluczanie Rosji z obchodów II wojny światowej. W wymiarze politycznym wywołało to spiralę jastrzębich postaw, których kulminacją było niedawne niebezpieczne wycofanie się Finlandii, Polski i państw bałtyckich z traktatu o zakazie min lądowych z Ottawy. Choć decyzja ta jest dziś uzasadniana chęcią zaminowania granic z Rosją Putina, co zagwarantuje, że przyszłe zmiany polityczne w tych krajach nie wykorzystają tego instrumentu do zagrożenia innym sąsiadującym krajom? Prawdziwe przywództwo polityczne usankcjonowałoby tak nieprzemyślaną decyzję w imię rozbrojenia i pokoju. Rozpowszechniłoby również niebezpieczne plotki i dezinformacje o zbliżających się inwazjach militarnych ze strony Rosji, kraju, który nie musi rozszerzać swojego i tak już rozległego i słabo zaludnionego terytorium. Wolałoby raczej zwrócić się do Rosji o znalezienie rozwiązań dla wspólnych problemów bezpieczeństwa i gospodarki, w tym regionu Arktyki, gdzie USA chcą rozszerzyć swoje wpływy poprzez nabycie Grenlandii.
Niestety, nic z powyższych nie realizuje się na kontynencie ogarniętym szaleństwem zbrojeń, napędzanym celami handlowymi USA za zgodą NATO i UE. Pragmatyczne przywództwo polityczne, które przedstawiłem, to ćwiczenie w myśleniu życzeniowym, które dorównuje strategicznemu partnerstwu między Australią a Europą. Dopóki kontynent pozostaje w rękach podporządkowanej klasy rządzącej, doskonale reprezentowanej przez Marka Rutte z Hollande, który nazwał Trumpa „ tatusiem ”, chwaląc jego atak na Iran, Australia może poczekać i wyciągnąć wnioski z ryzyka stawiania interesów dużego sojusznika ponad własne.
Porozumienie z 27 lipca ostatecznie przypieczętowuje polityczną nieistotność Europy na dzisiejszej arenie międzynarodowej, spychając kontynent do roli bogatego komercyjnego satelity USA. Tyle w kwestii strategicznej autonomii. Tymczasem, kryjąc się za apolityczną ponadnarodową organizacją zarządzającą polityką zagraniczną, przywódcy państw będą mieli wiele do wyjaśnienia pozbawionym praw wyborczych wyborcom w kraju.
Autorstwa
Dr Adriano Tedde jest wykładowcą studiów strategicznych i amerykańskich w Centrum Przyszłej Obronności i Bezpieczeństwa Narodowego na Uniwersytecie Deakin .
Niniejszy artykuł jest publikowany na licencji Creative Commons i może być przedrukowany z podaniem źródła.
Powyższy artykuł publikowany był pierwotnie na stronie Australijskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Link do artykułu:

