Kolaż przedstawiający ludzką matkę i dziecko z Indii, zrekonstruowany szkielet neandertalczyka oraz zrekonstruowane czaszki Homo habilis i człowieka pekińskiego (podgatunek Homo erectus ). Z wyjątkiem Homo sapiens wszystkie wymienione gatunki wymarły. Plik ten udostępniany jest na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe .
Od autora
Niedawno ukazało się drugie wydanie mojej książki „Kataklizmy, które zmieniały obraz Ziemi”. To ważna dla mnie książka, uświadomiłem sobie, bowiem, już dość dawno, że od początku powstania naszego gatunku kataklizmy (upadki asteroid i erupcje wielkich wulkanów) miały na nasze dzieje i historię ogromny wpływ. Książka ta powstała jednak tylko na marginesie innego dzieła, którego zamiar powziąłem już kilkanaście lat temu – Dzieje Świata.
Pisząc je uświadomiłem sobie z czasem, że podjąłem się zadania prawie niemożliwego do zrealizowania przez jednego człowieka. Niemniej jednak wciąż nad swoimi „Dziejami…” pracowałem, mało tego już kilka lat temu wydałem jako dwa odrębne tomy „Narodziny cywilizacji” i „Początki państwowości”, doprowadzając opisywane dzieje do końca I tysiąclecia p.n.e. Kolejne tomy wciąż były w rozsypce, choć dwa następne „Czas pierwszych imperiów” oraz „Stracony czas imperiów dość zaawansowane.
Niestety, a może na szczęście, w czasie tej pracy dostrzegłem, że nauka aż tak przyśpiesza, że niemal z dnia na dzień musimy wiele spraw interpretować zupełnie inaczej. Np. zmieniła się nasza wiedza na temat czasu powstania pierwszych narzędzi z kości, czy postępu technik obróbki kamienia na Dalekim Wschodzie itd., itp.
Zacząłem się obawiać, czy wystarczy mi życia na to, by zrealizować swe dzieło. Mam już przecież dość sporo lat. To dziwne, ale podjęty raz zamiar zmusza mnie wciąż do jego kontynuacji. Moja praca jest już na takim etapie, że jeśli Bóg lub Los (jak zwał, tak zwał) da mi jeszcze cztery, może pięć lat, to moje „Dzieje Świata” ukończę.
Tym razem daję im właśnie taki tytuł – „Dzieje Świata”, choć pierwsze dwa tomy będą tylko powtórzeniem poprzednich (poszerzonym tak o nowe informacje, jak i przemyślenia). Dziś właśnie wysłałem do edycji pierwszy tom, za miesiąc prześlę drugi. Zaraz potem, już jesienią tego roku ukażą się dwa następne. Kolejne z roku na rok. Mam nadzieję, że uda mi się wydawać przynajmniej dwa rokrocznie.
Postanowiłem też, że będę swoje „Dzieje Świata” publikować cyklicznie w WOBEC. Każdy rozdział bowiem stanowi sam w sobie pewną całość. Mam nadzieję, że zainteresuje to naszych Czytelników.
Poniżej wstęp do I tomu i w pewnym sensie do całości moich „Dziejów Świata”.
Piotr Kotlarz
Ten, kto nie pamięta przeszłości, skazany jest na jej powtórzenie.
George Santayana.
Przedmowa
Ponad szesnaście lat temu podjąłem plan napisania dziejów świata. Było to swego rodzaju konsekwencją moich rozważań, które wyraziłem w pracy „Dostrzec sens dziejów”, w której w sposób zdecydowany odrzuciłem marksistowską metodologię, odrzuciłem też próbę opisu dziejów w oparciu o jej założenia. Odrzuciłem marksistowską historiozofię, zwłaszcza jej teorie na temat początków państwowości (kwestie rzekomej umowy społecznej), walki klas (podział na klasy jest uproszczony i pomijał główny podział wewnątrzspołeczny od czasu powstania państw na panujących i poddanych) oraz postępowej roli rewolucji. Początkowo sądziłem, że próba opisu dziejów według innej metodologii sprowadzi się głównie do analizy języka, zmiany akcentów interpretacyjnych, poszukiwań kierunków ich rozwoju i występujących w nich trendów. W miarę jednak jak zagłębiałem się w temat, obserwowałem gwałtowny postęp nauki. Dzięki najnowszym badaniom archeologii, odkryciom genetyki, wulkanologii i innym źródłom zmuszeni zostaliśmy do zupełnie odmiennego spojrzenia na nasze dzieje, zwłaszcza te sprzed okresu powstania pisma, czy przyjęcia go przez społeczeństwa, które poznały je bardzo późno. Sytuacja ta zmusiła mnie do podjęcia próby porządkowania wielu wydarzeń historycznych prawie od nowa. Dostępne opracowania z wieku XX i tym bardziej wcześniejsze okazywały się często prawie zupełnie nieprzydatne.
Z czasem pracując nad tym zagadnieniem dostrzegłem, że ogrom materiału do ogarnięcia jest tak wielki, że nie sposób ująć go w jednym tomie. Określiłem cezury, przez pierwsze dwa-trzy lata zbierałem i porządkowałem podstawowe informacje, które złożyły się aż na sześć obszernych tomów. Później tych tomów pojawiło się aż dwanaście. Na szczęście dostrzegłem, że każdy z nich może stanowić pewną odrębną całość, omawiać kolejny ważny etap w bardzo już długiej historii naszego gatunku. Pierwszy tom, któremu dałem tytuł „Narodziny cywilizacji”, właśnie ukończyłem. Mają go Państwo w ręku. Mówi o naszych początkach, dowodzi jedności naszego gatunku i ukazuje jedność naszej cywilizacji. Nie uważam tej pracy za czysto historyczną, wiele w niej, bowiem rozważań natury historiozoficznej, zastanawiam się też często nad przyjmowaną wcześniej aksjologią.
Drogi rozwoju naszego gatunku przebiegały i przebiegają krętymi drogami, ale przecież nasi przodkowie byli wspólni i w kolejnych etapach wzajemne krzyżowanie się naszych genów spowodowało, że dziś właściwie – mimo jednostkowych różnic (koloru włosów, koloru oczu, wysokości, kształtu nosa, współczynnika inteligencji, itd.) – jesteśmy w gruncie rzeczy tacy sami. Jesteśmy ludźmi. Podobnie i z cywilizacją, jest ona wspólna. Dziś często trudno dojść, komu zawdzięczamy kolejny wynalazek, kto był w jakiejś dziedzinie prekursorem. Tym bardziej, że społeczeństwa wprowadzające nowe techniki, czy nawet rozwiązania w kulturze i sztuce, w swym rozwoju miały okresy niesłychanego postępu, ale też i regresu. Kwestia pierwszeństwa dziś nie ma znaczenia. Odkrycia, nowe wynalazki w dziedzinie techniki oraz różne idee stały się naszym wspólnym dorobkiem i każdy może dziś z nich korzystać – czy w sposób właściwy, to już inna sprawa. Ostatnia wojna światowa pokazała, że – niestety – potrafimy i sięgamy nawet po wydawałoby się już odrzucone idee (np. ponownie po ideę niewolnictwa i ludobójstwa), a niektóre wynalazki potrafimy wykorzystać dla naszego dobra, ale i zniszczenia (atom, chemia). To już jednak od nas zależy, w jaki sposób korzystamy z naszego wspólnego dorobku. Nan nadzieję, że moja książka – przypominając etapy rozwoju naszego gatunku i naszej cywilizacji – będzie stanowić, choć niewielki, wkład w uświadomienie nam poczucia wspólnoty i ułatwi dokonywanie dobrych wyborów ze wspólnego dorobku idei i osiągnięć techniki oraz kultury.
Przez prawie dwadzieścia lat nauczałem historii w szkołach, głównie liceach. Przez cały ten okres śledziłem rozwój tej nauki, poznawałem nowe, dotyczące kolejnych zagadnień, prace. Dopiero jednak pisząc tę książkę dostrzegłem jak wielką potęgą jest Internet. To dzięki niemu zyskujemy znacznie szybszy niż wcześniej dostęp do najnowszych badań, to na jego forach miliony ludzi dokonuje analizy poprzednich badań, pojawiają się nowe hipotezy.
Dziś napisanie dziejów świata możliwe jest właściwie tylko przez wieloosobowe zespoły, specjalistów od różnych epok i regionów. Taką świadomość miał zresztą już w latach dwudziestych XX wieku Herbert George Wells, który i swoje „Dzieje…” chciał pisać wspólnie z ówczesnymi historykami brytyjskich uczelni i dopiero nie mogąc nakłonić ich do współpracy sam napisał to dzieło. Praca ta zajęła mu niewiele ponad rok. Cóż, wiedza historyczna wówczas była znacznie mniejsza, m. in. i z tego powodu dzieło Wellsa, jest niestety bardzo powierzchowne. Wręcz razi zbytnimi uproszczeniami, i chrześcijańskim europocentryzmem.
Mógłbym jak Wells, choć bardziej skutecznie, podjąć się próby realizacji tego projektu tworząc szerszy zespół, odrzuciłem jednak ten pomysł. Mówiąc szczerze, po prostu nie stać mnie na taką inicjatywę, a od czasów Wells’ea podobne podjęły już różne ośrodki badawcze i tworzenie kolejnej mijałoby się z celem1. Uznałem, bowiem, że tylko całościowe spojrzenie na dzieje przez jedną osobę umożliwia znalezienie w nich pewnych trendów. Nie wiem, czy mi się to udało. Zresztą dopiero kończę dwa pierwsze tomy. Cztery następne są jeszcze na etapie bardzo wstępnym, ale już dziś mogę stwierdzić, że pewne założenia, które wyraziłem w zamieszczonym tu pierwszym tomie (w „Narodzinach cywilizacji”), okazały się zasadne. Praktycznie do dziś nie dokonałem w nich istotnych zmian.
Dziś, po kilkunastu latach pracy nad tą książką, po wielu chwilach zwątpień i myśli, by zaprzestać, wiem, że porwałem się na rzecz szaloną. Podjąć próbę opisania dziejów świata w XXI wieku, gdy tak wiele już wiemy, a z drugiej strony, gdy wciąż tak wiele jest jeszcze hipotez, że trudno nie zagubić się w gąszczu informacji – tak, to jest szaleństwo. Cóż z tego, że uczyłem historii przez dwadzieścia lat, że naczytałem się tylu książek. Zresztą, napisać w końcu jakoś można. Jak jednak, napisać tak by ktoś, kto sięgnie po tę pracę chciał odwrócić kolejną kartkę, jak opisać dzieje tak, by zrozumieć je samemu? Pisząc wciąż uczyłem się na nowo. Dziś – dzięki pracy tysięcy ludzi, z których wspominam tylko niewielu – zapewne wiem znacznie więcej. To inni zbierali informacje, interpretowali je przede mną2. Wiele z ich interpretacji odrzucam, ale gdyby ich nie było, czy i ja nie popełniłbym podobnych błędów. Nie mogę wykluczyć również i tego, iż to oni mieli rację, że to ja dziś się mylę? Ziemia i nasze ciała wciąż jeszcze skrywają wiele tajemnic.
Wstęp do wydania drugiego
„Narodziny cywilizacji”, książkę, której pierwsze wydanie ukazało się już prawie pięć lat temu pisałem przez wiele lat traktując ją, jako swego rodzaju wstęp do planowanych przeze mnie „Dziejów świata”. Monografia ta ujmuje dzieje człowieka w czasach przedhistorycznych, do czasu powstawania państwowości, czyli od czasu pojawienia się Homo habilis (człowiek zręczny)3 aż do czasu, w którym zaczęły powstawać pierwsze państwa. To okres niezwykle długi, a liczba osiągnięć cywilizacyjnych z nim związana stosunkowo niewielka, przy tym większość z nich przypada na ostanie ok. 20 tys. lat. Okres bardzo długi, ale wciąż jeszcze nieznany i trudny do odtworzenia. Wiele świadectw z tego okresu zaginęło już bezpowrotnie, wiele innych zachowało się tylko w formie szczątkowej, badacze pradziejów muszą, więc często poruszać się w świecie hipotez. Słowo „hipoteza” często padało w pierwszym wydaniu tej książki, jej czytelnicy znajdą je i w obecnym, choć i w tym zakresie badań postęp nauki jest ogromny. Nowe odkrycia archeologiczne, badania genetyczne, badania w zakresie klimatu itp. sprawiają, że prawie z każdym rokiem wiemy o naszej przeszłości coraz więcej. Wspomnę tu o kilku z najważniejszych odkryć, tym, które wskazało, w jaki sposób dochodziło do kolejnych etapów ewolucji naszego gatunku.
Badacze pradziejów postawili hipotezę, że na rozwój naszego gatunku miała ogromny wpływ katastrofa wulkanu Toba (ok. 75 tys. lat temu), która doprowadziła do powstania tzw. „wąskiego gardła” (przetrwania tylko od 3 tys. do 10 tys. przedstawicieli ludzkiej populacji). Dziś wiemy, że podobnych w skali do erupcji Toba katastrof było kilka i badacze pradziejów zakładają, że do takich „wąskich gardeł” dochodziło już wcześniej, a w mniejszej skali (na niektórych obszarach) i później.
Współczesna nauka pozwala na dokładniejsze ustalenie (sprostowanie lub tylko doprecyzowanie) dat pochodzenia różnych artefaktów, zwłaszcza pochodzenia organicznego. Duży wpływ na wzrost naszej wiedzy o tym okresie ma rozwój archeologii podwodnej. Dziś, bowiem już wiemy o tym, że poziom wód oceanów i mórz ulegał zmianom i dziś jest znacznie wyższy niż np. przed dwudziestu tysiącami lat temu. W ciągu ostatnich 21 tys. lat poziom wody w oceanach podniósł się o ok. 120 m. Do chwilowego przyśpieszenia tego procesu doszło Prawie 15 tys. lat temu4.
Nowe odkrycia archeologiczne, postęp nauki, wszystko to sprawiło, że już wydając pierwsze wydanie „Narodzin cywilizacji” wiedziałem, że będą konieczne kolejne.
Postęp dotyczy też innych dziedzin. Jeszcze pięć lat temu nie mogłem pozwolić sobie na znalezienie tłumacza tej książki. Dziś jednak, dzięki rozwojowi informatyki, możliwości zaangażowania do prac całych społeczeństw oraz wykorzystaniu sztucznej inteligencji, różne strony tłumaczą teksty z grubo ponad 90 procentową dokładnością (w niektórych wypadkach prawie 100%). Postanowiłem, że wydam „Narodziny cywilizacji” również w jeżyku angielskim. Uznałem, że w tym celu muszę przyśpieszyć ich II wydanie, choć dalsze części „Dziejów świata” są wciąż niedokończone. Ukazały się tylko „Początki państwowości”, a na etapie kończenia są książki „Czas pierwszych imperiów” oraz „Stracony czas imperiów” (do VI wieku n.e.). To ogrom pracy, dziś już wiem, że przekracza możliwości jednego badacza…, ale cóż „póty życia, dopóty nadziei”.
To już drugie wydanie „Narodzin cywilizacji”, drugie wydanie „Początków państwowości” i dwa kolejne tomy moich „Dziejów świata”: „Czas pierwszych imperiów” oraz „Stracony czas imperiów”, które doprowadzam do VII wieku. Mam nadzieję, że Bóg lub jak kto woli Los da mi jeszcze tyle czasu by ukończyć tomy kolejne.
Wstęp
Myśląc o dziejach Świata najczęściej przypominają nam się wielcy zdobywcy, informacje o podbojach, ewentualnie jakieś zabytki kultury: piramidy, Akropol, Koloseum. By jednak spróbować zrozumieć dzieje, przywołać musimy zupełnie inne informacje. Dziesiątki tysięcy (według innych interpretacji może nawet setki, a człekokształtnych miliony) lat naszego gatunku to czas nieustannej walki o przetrwanie, zachowanie gatunku. W tym czasie Homo sapiens, bo taką nazwą określono współczesnego człowieka, musiał walczyć ze zmieniającą się przyrodą (klimatem, kolejnymi fazami chorób zakaźnych, klęskami żywiołowymi i niektórymi gatunkami fauny), ale przede wszystkim walczył między sobą.
Przyjmując różne formy gospodarki ludzie stopniowo różnicowali się i z czasem wytwarzało się między nimi znaczne poczucie obcości5, wiele czasu minęło, aby znów (a może dopiero teraz) zrodziła się idea jedności całego gatunku. Jednak idea, to jeszcze nie jej realizacja. W walce o przetrwanie istotnym czynnikiem stawała się przestrzeń i dostęp do dóbr. Najpierw przyrody, później zdobytych i wreszcie wytworzonych przez ludzi. Nieustanny (przerywany tylko na krótki czas), wzrost, (choć były też okresy znacznego spadku) liczby ludności powodował, że walka między różnymi społeczeństwami stawała się często bardzo okrutna. Z czasem człowiek wypracowywał pewien system wartości, który określał zasady współżycia, najpierw wewnątrz określonych społeczeństw, a później i między społeczeństwami. Do najważniejszych wartości, to znaczy tych, które miały największy wpływ na rozwój dziejów, zaliczam idee własności, wolności i równości. To właśnie wokół nich, ich powstania i późniejszego rozwoju, starałem się budować główny wątek tej pracy.
Powyżej użyłem słów społeczeństw, między społeczeństwami. Tak, człowiek jest istotą społeczną – jest zwierzęciem społecznym, politikon zoon (łac. animal sociale), jak nazwał go Arystoteles. To istota z natury przysposobiona do uczestnictwa w życiu społecznym i politycznym państwa. Wszelkie wartości tworzone przez niego powstawały w ramach określonych struktur społecznych6. Wszystkie te struktury ulegały zmianom (jak wszystko w czasie), gorzej, większość z nich po jakimś czasie przestawała po prostu istnieć. Poszczególni ludzie, członkowie wcześniej istniejących wspólnot – o ile nie zginęli – dobrowolnie, lub (częściej) siłowo, znajdowali się w nowej strukturze. Często też zmiany wewnętrzne w strukturze były tak znaczne, że właściwie ludzie wcześniej w niej bytujący tworzyli nową organizację, lub byli włączani w skład innej już istniejącej, lub dopiero powstającej. Na przykład zmiany dynastii, a nawet całych elit politycznych i wojskowych powodowały, że w całym społeczeństwie proces ewolucji ustroju państwa wracał w zasadzie do punktu wyjścia. Czasami nowi władcy nawiązywali do poprzedniej tradycji, podkreślali jej ciągłość, lecz były to działania powierzchowne, pozorne. W rzeczywistości mieliśmy do czynienia z odmienną już strukturą.
Kończył się etap historii jednego społeczeństwa, a zaczynała historia kolejnego. Używając słowa społeczeństwa mam tu na myśli konkretną grupę ludzi o określonej strukturze. Wraz ze zmianą dynastii dochodziło, bowiem nie tylko do wymiany elit władzy i elit wojskowych, ale i znacznie głębszych zmian struktur organizacyjnych poprzedniego społeczeństwa. Powstawało, więc inne społeczeństwo, którego elity, w pierwszym etapie tworzenia państwowości, nie miały jeszcze zbyt silnych więzi z pozostałą częścią ludności. Poczucie jedności społecznej również kształtowało się w czasie. Trudno zakładać np., że przesiedlone przymusowo na obszar powstającego państwa ludy z obszarów dopiero co podbitych od razu zyskiwały pełne poczucie przynależności do tworzonej struktury społecznej.
Trudno, więc, napisać dzieje Świata, gdyż są to często przerywane dzieje różnych społeczeństw. Na szczęście człowiek od zarania dysponuje pamięcią (rosnącą wraz z wynajdywaniem coraz to doskonalszych sposobów jej przechowywania), na szczęście również jego doświadczenia, odkrycia a także wypracowane idee mogły być przekazywane kolejnym pokoleniom i kolejnym społeczeństwom. Historia ludzkości jest historią powstawania i – przerywanego wprawdzie, często wracającego do punktu wyjścia, – ale ciągłego postępu techniki i idei.
Śledząc dzieje ludzkości próbowałem dostrzec najważniejsze czynniki wpływajże na rozwój cywilizacji, a także determinanty powstawania takich wartości jak własność, wolność, równość. Jak pojmowano te wartości w poszczególnych społeczeństwach, co powodowało ich powstanie i z jakiego powodu ulegały one zmianom? W dziejach ludzkości następowały one nieustannie. Wraz ze zmianą formy gospodarki, gęstości zaludnienia, zmieniały się struktury społeczne i obowiązujące prawa polityczne, ekonomiczne i społeczne. Wprawdzie w pewnych okresach historycznych próbowano tworzyć jednolite systemy (np. stoicy po podbojach Aleksandra Macedońskiego), ale aż do końca XVIII wieku ludzkość nie była w stanie – głównie z powodu zróżnicowania kulturowego (mam tu na myśli głównie zróżnicowanie form gospodarki i organizacji, ale i np. religii), jak również z powodu braku wiedzy o wszystkich zaludnionych obszarach, wzajemnej wiedzy o sobie – stworzyć wspólny wszystkim systemu wartości.
Sądzę dziś, że głównych przyczyn zmian cywilizacyjnych, w tym systemów wartości, należy szukać w przemianach społeczno-gospodarczych, a na te wpływały:
1 – środowisko przyrodnicze (puszcze, lasy, step, od czasu dominacji gospodarki rolnej dostęp do żyznych ziem uprawnych [gleby7]);
2 – zmiany warunków przyrody (najczęściej w wyniku zmian klimatycznych, klęsk żywiołowych8 itp., później również w wyniku działalności człowieka);
3 – dostęp do dóbr (np. ilości ziemi – w Rosji jej dostatek powodował, że do końca XIX wieku utrzymały się tam podobne stosunki własności. Od wieku XIII, nie rozwinęły się tu instytucje podobne do tych, jakie powstały w Europie Zachodniej. Ziemia, jako taka nie przedstawiała wartości, cenna natomiast była praca; innym elementem była cena produktu – np. w Rzeczypospolitej spadek cen zboża powodował ograniczanie wolności chłopów, którzy tylko w ten sposób (płacąc swoją wolnością) byli w stanie wywiązać się z zawartych wcześniej zobowiązań za dzierżawę);
4 – zmiany demograficzne:
a – wzrost populacji powodował konieczność poszukiwania nowych terenów do zagospodarowania, migracje, później walki między społecznościami9. W późniejszych okresach niekontrolowany wzrost demograficzny, w połączeniu z kryzysem gospodarczym (powodowanym zazwyczaj – nawet krótkotrwałymi – klęskami klimatycznymi) często doprowadzał do rewolucji lub wojen. W wielkich populacjach w wyniki osłabienia kryzysem (klęsk głodu) wzrastała możliwość pojawienia się, a później rozwoju, chorób zakaźnych. Dotyczy to zwłaszcza gromadzonych w celu podboju armii, tym bardziej, że później przemieszczając się armie te roznosiły choroby na kolejne zaludnione obszary;
b – gwałtowne spadki populacji np. w wyniku klęsk klimatycznych, czy chorób zakaźnych, powodowały, że populacja odbudowywała się od wyselekcjonowanych grup (czynnik ewolucyjny), spadek populacji prowadził też często do utraty wcześniejszego dorobku kulturowego.
5 – zmiana form i poziomu gospodarki (np. uprawa roli wpłynęła na nadanie wartości ziemi; później rozwój miast umożliwiał odpływ ludności wiejskiej; dziś automatyzacja, komputeryzacja itp. też wpływa na poszukiwanie nowych koncepcji podziału własności, – co przejawia się np. w ruchach tzw. „odrzuconych”);
6 – wydarzenia polityczne:
a – zewnętrzne (np. podboje: w razie sukcesu często prowadziły do zmiany granic państwa, a co za tym idzie jego struktury społecznej, z drugiej strony klęski powodowały zmianę nastrojów wewnętrznych, często nawet rewolucje. Klęska wojenna Japonii w Korei pod koniec XVI wieku, w połączeniu z przyniesioną stamtąd chorobą zakaźną, wpłynęła na podjęcie przez jej elity decyzji o późniejszej izolacji. Warto tu jednak zaznaczyć, że niektóre z przytaczanych tu czynników odgrywały rolę ważniejszą od pozostałych. Wzrost demograficzny i zmiany struktur społecznych w Japonii w drugiej połowie XIX wieku spowodowały, że kraj ten wkroczył na drogę podobną do tej, którą kroczyły inne społeczeństwa (np. Niemcy i Włochy w Europie). Wojna wpływa na zmianę stosunków władzy i własności również w państwach toczących wojny obronne10. Ateny po wojnach perskich weszły na drogę imperializmu, podobnie USA po pierwszej i drugiej wojnie światowej);
b – wewnętrzne, np. powstania ludowe, rewolucji oraz wszelkie stopniowe (przeprowadzane pokojowo) zmiany ustrojowe będące wynikiem zmian struktur społecznych.
7 – rozwój techniki (tu m. in. możliwości komunikacji, która wpływała na zasięg władzy pierwszych państw, a także ich spójność; zmiany w zakresie przepływu informacji – rozwój pisma; a także zmian uzbrojenia i technik walki – w XVII wieku powstanie armii zawodowych i nowy etap imperializmu);
8 – rozwoju instytucji rodziny. W jej ramach pojawiły się problemy równouprawnienia kobiet; uzyskiwania przez nie praw do własności, praw ekonomicznych i politycznych. Rozwój rodziny miał też pewien związek z zagadnieniem zmiany statutu niewolników w różnych społeczeństwach. Także zmiany wewnątrz instytucji rodziny. Zanikanie idei wielkich rodzin, klanów.
Wspomniane czynniki oczywiście nie wyczerpują zagadnienia. Niektóre są przy tym bardzo trudne do zidentyfikowania. Od czasu powstania społeczeństw zhierarchizowanych w naszych dziejach np. dość znaczną rolę odgrywały jednostki. W tym wypadku warto zwrócić uwagę na ich cechy psychologiczne, dziedziczne lub nabyte. Np. skłonności psychopatyczne, sadyzm, narcyzm itp. czasami wręcz głupota. To smutne, ale w liczącej ponad pięć tysięcy lat historii różnych państwowości, przypadków takich dostrzec możemy bardzo wiele.
Na dalszy rozwój idei wpływało zapożyczanie wzorców wypracowanych przez inne społeczeństwa, inaczej mówiąc import i eksport idei dokonywany różnymi metodami (przy okazji kontaktów handlowych, przez wojenne podboje, w wyniku działań misyjnych kleru chrześcijańskiego, buddyjskiego itp., po przejmowanie koncepcji społeczno-politycznych, filozoficznych czy form wyrazu w sztuce drogą pokojowej cyrkulacji idei). Warto podkreślić, że cała sfera kultury była często czynnikiem stabilizującym istniejący układ stosunków własności i władzy. Taką samą rolę pełniły też ukształtowane w określonym okresie instytucje władzy. Należy zauważyć, że bardzo często dochodziło do ich alienacji. Ludzie sprawujący władzę w instytucjach nadużywali jej w celu zmiany swego statusu materialnego, politycznego lub symbolicznego. Wiele powstających idei miało związek z cechami charakterologicznymi człowieka (ambicja, chęć rywalizacji, dążenie do dominacji, pogoń za zyskiem, ale i współczucie). Pojawia się tu problem roli jednostki w dziejach. Szukając czynników, które wpływały na rozwój cywilizacji, a co z tym idzie również na powstawanie i zmiany idei – zapewne pod wpływem wychowania marksistowskiego – długo odsuwałem ten aspekt. Dziś myślę jednak, że miał on spore znaczenie. Mało tego, wiele zależało od zwykłego przypadku, od tego czy dana jednostka miała szczęście czy też nie. Wpływ jednostek (w tym czynniki emocjonalne jak np. ambicje, emocje, uczucia) na przebieg dziejów był niewątpliwy. Homer w „Iliadzie”, jako przyczynę wojny przedstawia właśnie emocje – zawiść wśród bogów i namiętność u ludzi. Sferę uczuć, jako motor historii ukazywał też Szekspir czy Norwid. Należy też wspomnieć o dwóch czynnikach, niewątpliwie ważnych, wpływających na rozwój dziejów, a w pewnej mierze od poprzednich różnych: zwykłej głupocie i będącym blisko niej fanatyzmie. Warto też uwzględnić czynnik genetyczny11; takie cechy jak zdolności przywódcze, organizacyjne są w znacznej mierze dziedziczne.
Na przebieg dziejów wpływały i wpływają też przyjmowane rozważania teoretyczne wypracowane na etapach wcześniejszych (np. duży wpływ na poszukiwanie wzorów ustroju, idei własności, wolności i równości miały rozważania Konfucjusza, Platona czy Arystotelesa, później teorie m.in. Monteskiusza, Marksa, Nietzschego itp.).
W naturze człowieka wyróżnia się jego sferę biologiczną i kulturową. Cechy biologiczne przekazywane są genetycznie, sfera kulturowa przez system znaków. W sferze kulturowej niezwykle istotnym zagadnieniem jest pamięć. By mogła być przekazywana musi być utrwalona. Niestety, społeczeństwa często traciły pamięć swych osiągnięć i tu leży – moim zdaniem – główna przyczyna regresu w dziejach ludzkości. W postępie cywilizacyjnym, ale też w uzyskiwaniu świadomości własnych dziejów, a co za tym idzie i w podejściu do wspomnianych idei. Staram się śledzić poszukiwania w tej dziedzinie, m.in. Herodota, Konfucjusza, Augustyna, Vico, Condorceta, Hegla, Marksa, Tocquevilla aż do dzisiejszych historyków. Od pewnego momentu w dziejach, to ich, a także innych filozofów i myślicieli, koncepcje wpływały na konkretne działania władców i polityków. Nie tylko, bowiem czynniki niezależne od ludzkiej woli (klimat, przyroda), albo tzw. czynniki ogólne (demografia, rodzaj struktury gospodarczo-społecznej), ale też działania konkretnych ludzi (a nawet ich cechy charakteru) wpływały na kierunek dziejów.
Pewną rolę w dziejach ludzkości odgrywał również przypadek, przez który rozumiem niezaplanowany zbieg okoliczności,oraz wydarzenia losowe (np. tajfun, kamikadze – boski wiatr, w Japonii w chwili inwazji wojsk z opanowanych przez Mongołów Chin). Przypadek jednak miał znacznie mniejszy wpływ na główne trendy zmian.
Wymieniam bardzo wiele czynników, a może o innych równie ważnych zapomniałem. Nie uważam żadnego z nich za decydujący. Nie próbuję nawet tworzyć jednolitego systemu. Walka przeciwieństw, dialektyka…? Uproszczenia Hegla, Marksa i ich ideowych spadkobierców okazały się wielkimi nieporozumieniami. Starając się zrozumieć przebieg dziejów za każdym razem stawiałem bardzo wiele pytań odrzucając przyjęte stereotypy i klucze interpretacyjne. Uważam, bowiem, że lepiej pozostawić jakieś pytanie bez odpowiedzi, lepiej pokazać kilka hipotez, niż twierdzić (nie mając wystarczających dowodów), że jakieś wydarzenie, jakiś proces dowodzi naszych teorii.
Przez długi czas, a i dziś jeszcze nie potrafiliśmy i nie potrafimy zrozumieć wielu procesów dziejowych. Nie dostrzegaliśmy przyczyn walki nomadów z rolnikami w XVIII i XIX wieku w Ameryce i nie potrafiliśmy im przeciwdziałać, choć walka ta już była wielu znana wcześniejszym społeczeństwom w poprzednich etapach historii. Czy dziś, mając już tak wielką wiedzę o naszych dziejach, jesteśmy w stanie stworzyć jednolity system wartości? Czy rzeczywiście jesteśmy na etapie jego tworzenia? Myślę, że praca ta pomoże znaleźć odpowiedzi i na te pytania.
Jednym z podstawowych problemów, który musiałem rozwiązać pisząc tę pracę była kwestia przyjętych cezur i co za tym idzie podziału pracy.
Tatarkiewicz pisał: Faktem, bowiem, jest, że zdarzenia dziejowe układają się w serie i grupy podobne. To właśnie i nic innego jest podstawą wyodrębnienia okresów historycznych. Że zaś w dziejach tworzą się serie i grupy zjawisk podobnych, to jest zupełnie naturalne: jest, bowiem, ugruntowane w warunkach życia, w podobnej reakcji psychicznej ludzi żyjących razem i podlegających sugestii i instynktowi naśladownictwa. Okresy historyczne nie zawsze mają taką samą naturę. Jedne są dalszym ciągiem poprzednich, inne zaś zaczynają od nowa cykl rozwojowy; jedne powstają na skutek przemian, inne na skutek przewrotów. Dotyczy to okresów filozofii tak samo jak innych działów historii12. Na kolejnych stronach cytowanej tu pracy, Tatarkiewicz przyjmuje podział na okres starożytny, średniowieczny i nowożytny twierdząc, że filozofię nowożytną uważano za proste „odrodzenie” i kontynuację starożytnej, średniowieczną zaś pomijano13.
Przyjęty w historiografii podział na epoki: Starożytność, Średniowiecze, Odrodzenie, Oświecenie, Czasy Nowożytne, jest wysoce nieprecyzyjny odnośnie do historii Europy, a już w ogóle nie przystaje do historii świata. Benedykt Zientara w swej „Historii powszechnej średniowiecza”14 bardzo niewiele mówi np. o Afryce, a już w ogóle nie wspomina o jej terytoriach odległych od basenu Morza Śródziemnego. Podobnie Zbigniew Wójcik, w „Historii powszechnej XVI i XVII wieku”15 o Afryce wspomina w rozdziale noszącym tytuł: „Afryka. Podbój Ameryki przez Europejczyków”, na pięciu stronach omawia dzieje wnętrza kontynentu afrykańskiego od III wieku n.e. aż po wiek XVIII i właściwie pomija zagadnienie zmian gospodarczych i politycznych w tym regionie. Tymczasem trzymając się podziałów chronologicznych, a nie kulturowych można zaobserwować podobieństwa i różnice w rozwoju różnych społeczeństw na różnych obszarach i w ten sposób dostrzec determinanty ich rozwoju. Moim zdaniem, przyjmowany w historii podział na tzw. Starożytność, Średniowiecze, i Czasy Nowożytne jest nie tylko umowny, ale i wysoce dyskusyjny nawet w odniesieniu do tzw. cywilizacji europejskiej16, choć i tu dla różnych państw cezury są różne. Odnośnie do całej cywilizacji podział ten nie daje się utrzymać. Gospodarka, kultura, idee rozwijają się i rozwijały się w ramach zamkniętych struktur (państw). W ramach tych struktur dochodziło do ich kontynuacji i naśladownictwa (uczenia się), a także dalszych modyfikacji (zmian). Wraz z upadkiem struktur państwowych znaczna część wcześniejszego dorobku była tracona. Warto zaznaczyć, że w tej samej epoce różne społeczeństwa – w zależności od czasu utworzenia pierwszej struktury organizacyjnej, a także późniejszych losów – mogły tworzyć odmienne formy organizacyjne. Postęp ułatwiało: gromadzenie wiedzy, zmiany technik jej przechowywania i przekazywania, regres powodowały głównie podboje i rewolucje.
Odrzuciłem też, (choć czasami ze względu na przyjętą tradycję używam tych terminów) podziały na tzw. epoki: kamienia, brązu, żelaza, itd.. Przyjmowany dotychczas podział na te epoki (nie wszędzie datowany na ten sam czas), wprowadzony zresztą historycznie (współcześni nawet nie zauważali zmian), mimo prób jego modyfikacji w kolejnych epokach, jest nieczytelny. Jak przy tym zauważymy, w każdej z tych epok żyły obok siebie ludy o różnej formie gospodarki i różnej kulturze, co ma miejsce również i dziś. Podobne zastrzeżenia dotyczą także „epok” paleolitu, mezolitu, neolitu. To pojęcia dziś już archaiczne. Jeśli używam je w tej pracy to tylko w sensie przyjmowanej przez określone społeczeństwa formy gospodarki. Tzw. społeczeństwa mezolityczne (łowieckie, pasterskie i hodowlane) mogły istnieć i istniały obok neolitycznych (rolniczych), często wzajemnie oddziałując na siebie.
Zdecydowanie odrzuciłem koncepcję tzw. „rewolucji neolitycznej”. Ludzie uczyli się rolnictwa stopniowo, przez tysiące lat, w czasie, których bytowały obok siebie (jak wykażę niezbicie), czasami nawet bardzo blisko, społeczeństwa zbieracko łowieckie, pasterskie i uprawiające rolę. Zresztą jeszcze i dziś, w XXI wieku, w najbardziej rozwiniętych państwach wciąż obok ludzi cywilizowanych żyją społeczeństwa nomadów (np. w Mongolii, czy USA) czy zbieracko-łowieckie (w dorzeczu Amazonii, Aborygeni w Australii, Andamanie, Buszmeni). Cywilizacja17 rozwijała się bardzo nierównomiernie. Na wielu obszarach przechodziła też przez okresy regresu. Społeczeństwa przed rolnicze i na etapie wczesnego rolnictwa (kopieniaczego, żarowego) na ziemiach środkowej, północnej i wschodniej Europy przetrwały aż do pierwszej, a nawet na pewnych obszarach, drugiej połowy i tysiąclecia n.e. Wąski dostęp do pisma powodował, że dostęp do wcześniejszych odkryć wielu ludów był nikły, a wiele wcześniejszych technik uległo zapomnieniu (np. dziś z trudem odtwarzamy techniki budowania piramid, czy przenoszenia wielkich bloków skalnych i ich ustawiania znane w odległej przeszłości). By ogarnąć wydarzenia historyczne a tym bardziej, by je zrozumieć, uważam, że powinniśmy odrzucić przyjęte w dziejach i narastające wraz z nimi podziały historii na epoki. Odrzuciłem podział marksistowski, gdyż późniejszy rozwój historii, (jako nauki) wykazał, że klucz ten nie daje możliwości klarownego opisania dziejów.
Geiss dzieli okresy historyczne na: prehistorię, hegemonię starożytnego Wschodu, hegemonię nowożytnego Zachodu18. Moim zdaniem to podział zupełnie nieuzasadniony. Starożytny Wschód nie był hegemonem wobec Zachodu i odwrotnie. Nawet, jeśli słowa Geiss’ea interpretować będziemy w sensie wyższego lub niższego rozwoju techniki to podział taki niczego nie wnosi. Nie można porównywać różnych modeli dostosowywania się do środowiska społeczno-przyrodniczego. Dziś znacznie bogatsi o zdobytą wiedzę, możemy podjąć próbę znalezienia innych kryteriów podziału. Podział na starożytność, średniowiecze19 itd. jest tak nieprecyzyjny i tak europocentryczny, że pisząc dzieje świata zdecydowanie powinniśmy go odrzucić. Oczywiście nie do przyjęcia są też podziały wynikające z religii (np. przed i po narodzeniu Chrystusa, krąg kultury chrześcijańskiej, islamu itp.). Religii jest i było bardzo wiele i nikt z nas nie jest w stanie zdecydować, który przyjęty ze względów religijnych kalendarz ma być dominujący. Owszem posługujemy się dziś (w kręgu kultury europejskiej) niemal powszechnie kalendarzem gregoriańskim, ale granica narodzin Chrystusa ma dla nas sens wyłącznie religijny.
Szukając wyraźnych cezur w dziejach ludzkości skupiłem się głównie na formach gospodarki i demografii. Cezury w mojej pracy wyznaczają takie czynniki jak: podział społeczeństw ze względu na rodzaj gospodarki, ważniejsze odkrycia techniczne, które umożliwiały ekspansję: kamień, brąz, żelazo, a także udomowienie (właściwie ujarzmienie koni i wielbłądów), rozwój handlu. Biorę pod uwagę również etapy organizacyjne społeczeństw (okres wspólnot rodowych, monarchii pierwotnych, stanowych itd.). Aż do XVII wieku uwzględniam tu walkę między dwoma zasadniczymi modelami społeczno-gospodarczymi (osiadłym – rolniczym i koczowniczym), biorę równocześnie pod uwagę zmiany techniki gospodarki rolnej i zmiany form organizacyjnych społeczeństw i wreszcie rozwój wiedzy. Od XVIII wieku doszło do takiego jej nagromadzenia, że umożliwiło ono zmianę filozofii działania wielu społeczeństw. Mniej więcej od początku XIX wieku coraz więcej podejmowanych działań politycznych, ale też gospodarczych i społecznych poprzedzanych było rozważaniami teoretycznymi. Wybrałem XIX wiek, jako cezurę początkową piątego tomu, biorąc pod uwagę ponadto jeszcze jeden – może nawet najważniejszy – czynnik, to właśnie od tego okresu zaczął się zmieniać podmiot własności państwa. W miejsce panujących i ich dynastii podmiotem tym stawały się narody.
Szukając cezur wziąłem pod uwagę głównie to, że rozwój idei (a także techniki i kultury) następuje w ramach określonych struktur społecznych. Dlatego też w mojej pracy granice poszczególnych rozdziałów często pokrywają się z granicami istnienia poszczególnych państw, ewentualnie cezurą taką jest znacząca zmiana struktury wewnątrz jakiegoś państwa (może to być wymiana dynastii prowadząca do głębokiej wymiany elity panującej, lub zamach stanu, czy rewolucja). Czasem granicą tą są też znaczące zmiany granic państw (rozszerzenia w wyniku podboju lub unii lub pomniejszenia w wyniku podboju części terytoriów, utraty ich w wyniku narzuconych traktatów lub sprzedaży oraz podziałów feudalnych).
Przyjąłem taki podział gdyż uważam, że idee rozwijają się w ramach określonych struktur społecznych (rodziny, rodu, plemienia, państwa), przeżywają regres wraz z upadkiem lub zmianą istniejącej struktury, później następuje przejmowanie idei i ich modyfikacja do kolejnej struktury. Tak np. w średniowieczu, kilkaset lat po upadku Rzymu, w Europie ponownie przyjęto prawa boskie – wg Biblii, później powrócono do myśli greckiej i rzymskiej, których odkrywanie przyśpieszyło ewolucję poglądów. Raz utworzone idee, utrwalone w mitach (przekazywanych ustnie), religii lub przekazywane za pośrednictwa pisma, trwają zawsze. Powrót do idei, pozornie nawet odrzuconych na zawsze wciąż jest możliwy.
W pracy zachowuję porządek chronologiczny. Nie pisałem jednak podręcznika historii, z wydarzeń historycznych starałem się wyławiać tylko te kwestie, które miały wpływ na zmiany w zakresie interesujących mnie idei: własności, wolności i równości. Warto jednak podkreślać, że w okresie wcześniejszym (aż do XVIII wieku) przepływ informacji między różnymi kulturami był bardzo nikły i dlatego zmiany poziomu gospodarki na różnych terenach i zmiany struktur organizacyjnych społeczeństw następowały nierównomiernie. Z tego też powodu czasami odchodzę od porządku chronologicznego, zakładając, że często społeczeństwa pozostające na wcześniejszym poziomie gospodarczo-społecznym dłużej zachowały wypracowane w nich instytucje. Nie można jednak wykluczyć, że i w nich następowały pewne zmiany20.
Problem zakresu geograficznego pracy
Prezentując kolejne etapy rozwoju naszej cywilizacji, przyczyny jej postępu i regresu oraz szukając czynników rozwoju (zmian)21 idei własności, wolności i równości starałem się ogarnąć te przemiany w zakresie całego świata, choć zapewne nie udało mi się całkowicie uniknąć europocentryzmu, głównie z tego powodu, że – moim zdaniem – w XIX i XX wieku idee wolności, równości, poszanowania własności itp. szczególnie w Europie osiągnęły swoje apogeum. Moim zdaniem, przyczyną tego, że właśnie tu nastąpił szczególny rozwój tych idei była stosunkowo dłuższa ciągłość historyczna społeczeństw tego kontynentu, ciągłość istniejących tu instytucji. Na wagę tego zagadnienia zwrócił uwagę już m.in. Alexis de Tocqueville. Przeciwnie np. społeczeństwa zamieszkujące terytorium dzisiejszych Chin nie potrafiły wytworzyć ciągłej struktury instytucjonalnej, (mimo, że struktury państwowe powstawały na tym obszarze znacznie wcześniej), i w XVII wieku uległy kolejnemu najazdowi (Mandżurów), społeczeństwa Subkontynentu Indyjskiego – kolonializmowi. Te fakty powodowały tam ponowne przywracanie (lub utrwalenie) relacji panujący poddani, co opóźniło rozwój wspomnianych idei. Co ciekawe w XVIII wieku poziom wiedzy w Chinach był tak znaczny, że stworzono tam liczącą dziesiątki tomów encyklopedię, niestety, w wyniku najazdu proces budowania (przebudowywania) struktury nowego (nazwijmy go mandżursko-chińskim) społeczeństwa rozpoczął się w pewnym sensie od początku. Społeczeństwo zaczęło hierarchizować się według nowych zasad, zaczęły powstawać nowe elity. Opóźnienie procesu przemian doprowadziło do takiego nagromadzenia problemów, że jedyną drogą dla tego ich rozwiązania okazała się rewolucja, do której np. w Chinach doszło dopiero w XX wieku. Myślę, że wypracowanie właśnie przez społeczeństwa Europy takiego świata wartości było możliwe również dzięki ich różnorodności. Konieczności stworzenia mechanizmów i wypracowania zasad współżycia zróżnicowanych kulturowo ludów.
Europa dominującą rolę w procesie rozwoju organizacji społeczeństw w świecie, jak również w zakresie poszukiwania (kształtowania) nowych idei i wspólnych wartości zaczęła odgrywać dopiero od połowy XVIII wieku. Wcześniej główne centrum przemian znajdowało się na Bliskim i Dalekim Wschodzie (Mezopotamia, Subkontynent Indii, obszar dzisiejszych Chin). Dziś, w epoce globalizacji, trudno mówić o jakimkolwiek centrum. Wypracowane przez różne społeczeństwa zdobycze cywilizacyjne (w tym i te, które dotyczą form organizacji) szybko stają się dorobkiem całej ludzkości.
Pojęcia rozwijały się w określonych społecznościach, które wciąż się zmieniały. Zapisane, trwały i były wykorzystywane i rozwijane przez kolejne społeczności. Biorąc to wszystko pod uwagę w budowie poszczególnych rozdziałów kierowałem się kryterium zróżnicowania gospodarczego poszczególnych społeczeństw i ich form organizacyjnych. Dorobek cywilizacyjny jest wynikiem pracy wszystkich ludów. Dziś trudno ocenić, jakie osiągnięcia były najważniejsze, możemy jednak zastanowić się, jakie rozwiązania przyczyniały się do tego, by ludziom żyło się lepiej22? Jakie wypracowane w dziejach idee mogą dziś służyć wszystkim i jakich warto wciąż bronić? Możemy też ocenić, jakie ludzkie działania w przeszłości były, i jakie są dziś, czynnikiem regresu? Jakie działania przynosiły nie tylko ich ofiarom, ale i tym, którzy je inicjowali i odnosili w nich doraźne korzyści w dłuższej perspektywie straty, a nawet zgubę?
Warto we wstępie poświęcić jeszcze kilka słów idei jedności i integracji współczesnej Europy i współczesnego świata. Wielu publicystów pisząc o rodzeniu się idei jedności Europy odwołuje się do tradycji Cesarstwa Rzymskiego, państwa Ottonów, średniowiecznej idei chrześcijańskiej Europy, Napoleona a nawet Hitlera, czy też do projektu wspólnoty komunistycznej (tzw. krajów Demokracji Ludowej), a w kontekście Dalekiego Wschodu brali pod uwagę procesy jednoczenia Indii i Chin. Wielu z nich zapomina, że idea podboju nie ma nic wspólnego z jednoczeniem. Rzymianie (a właściwie władcy Rzymu), a później i ci, którzy odwoływali się do ich historii podbijali inne ludy i dążyli do włączenia ich terytoriów w skład własnego państwa. Jednego państwa, ale państwa (np. Rzymian, później cesarzy rzymskich, a nie narodów [ludów] je tworzących). Z podobnego powodu musiał zakończyć się niepowodzeniem projekt budowy stowarzyszenia państw tzw. Demokracji Ludowej. Oparty na zasadzie dominacji jednego z członków, chory już w chwili powstania – gdyż narzucony siłą – musiał upaść. Dziś, gdy wciąż rozszerzają się granice zjednoczonej Europy i gdy wśród zamieszkujących wchodzące w jej skład państw, społeczeństw spotykamy się z tak szerokim poparciem dla idei zjednoczenia warto zastanowić się, dlaczego właśnie ten projekt zyskuje aż takie poparcie. Niektórzy uważają, że przyczyna tego zjawiska tkwi głównie w kwestiach gospodarczych. To Europejska Wspólnota Węgla i Stali a później inne organizacje gospodarcze poprzedzały powstanie tworu politycznego, jakim jest Unia Europejska. Niewątpliwie mają wiele racji. W epoce globalizacji, w czasach powstawania wielkiego rynku Chin, Indii i USA, małe europejskie państwa nie miałyby szans na wywalczenie dla siebie rynku zbytu i dostępu do surowców. Nie tylko jednak względy gospodarcze decydują o sukcesie naszego projektu. Równie ważne jest to, że oparty został on o wartościach, które dziś przyjmujemy prawie powszechnie. To właśnie one, idee godności człowieka, wolności, równości, poszanowania własności, które dziś uważane za oczywiste, w dużej mierze decydują o tym, że projekt Unii Europejskiej wciąż się rozwija i zyskuje coraz większą akceptację.
Idee Unii Europejskiej zawarte zostały w Karcie praw podstawowych Unii Europejskiej uchwalonej i podpisanej w Nicei 7 grudnia 2000 roku. Tekst karty został podpisany przez premierów wszystkich rządów państw wchodzących w skład Unii Europejskiej.
Zawarte w Karcie idee dziś uważamy za oczywiste. Jak jednak do nich dochodzono? Jaka była historia tych idei? Kto pierwszy je wyraził, kto pierwszy i w jaki sposób wprowadzał w życie? Z jakich powodów w przeszłości odchodzono od tych idei? I kiedy wreszcie stały się dla wszystkich oczywiste? O tym jest ta książka.
Relatywizm
Tatarkiewicz pisał: Ludy, których sądy bywają porównywane, stoją też często na różnym poziomie umysłowym; ich pojmowanie rzeczy nie jest identyczne. To, co bywa brane za różnicę w wartościowaniu rzeczy, jest nieraz różnicą w ich pojmowaniu. To tłumaczy np. odstępstwa licznych szczepów od zasady szanowania ludzkiego życia i zakazu zabójstwa. W niektórych szczepach wolno zabijać barbarzyńcę i spędzać płód, bo barbarzyńca nie jest człowiekiem i płód nie jest człowiekiem. Należy palić żonę na stosie razem z trupem męża, bo – kobieta nie posiada własnej osobowości. Ojcu rodziny wolno zabić syna (wedle porównania Mommsena) tak „jak mu wolno odciąć człon własnego ciała”, a niewolnika wolno zgładzić tak „jak wolno zniszczyć swoją rzecz”. W wielu też wypadkach różnice między przekonaniami etycznymi pochodzą też stąd, że szczep jakiś podlega przesądom, że żyje w błędzie nie moralnym, lecz intelektualnym. Jeżeli Australijczyk po śmierci swojej żony stara się zabić kobietę innego plemienia, to czyni to, dlatego, iż wierzy, że wszelka śmierć jest skutkiem czyjeś złej woli i że ta musi być zniszczona. Jeżeli Kamczadał nie ratuje tonącego to, dlatego, że widzi w pochłonięciu przez wodę wolę Boga, duchów wyższych czy przyrody i nie chce się jej woli przeciwstawiać. Jeżeli pewne szczepy uważają palenie tytoniu za wielkie zło, to, dlatego, że przekonani są, iż jest to trucizna23. Dopiero, gdy dla ludów porównywanych ujednostajni się stosunki dotyczące rozwinięcia umysłowego, techniki, handlu, gdy ujednostajni się ich sposoby wyrażania się przy ocenianiu wartości, ich oceny pozaetyczne, ich zainteresowania, ich zdolności cierpienia itd., wtedy dopiero uczyni się te ludy porównywalnymi, co do ich stosunku do wartości etycznych. Kto zaś nie uskuteczniwszy tego ujednostajnienia, przeciwstawia sądy ludów o tym, co dobre i złe, ten postępuje niewiele inaczej od tego, kto przeciwstawia wyniki, do jakich doszli różni rachmistrze, nie uwzględniając, że jeden z nich liczył systemem dziesiętnym, a drugi tuzinowym24. Tatarkiewicz nieprecyzyjnie pisze o różnym poziomie umysłowym, czym innym jest różnica w sposobie pojmowania, a czym innym w poziomie umysłowym. Szkoda, że autor ten również nie wyjaśnia użytego przez siebie słowa barbarzyńca (szkoda, że nie podejmuje tu rozważań na temat poczucia obcości). Słusznie jednak podkreśla, że różnice w sposobie pojmowania wynikają z poziomu techniki, handlu, czy wykształcenia. Kwestia wyższości jest dyskusyjna. Trudno porównywać poziomy gospodarki. To kwestia dostosowania. Należy pamiętać, że ludy na różnym poziomie gospodarki przetrwały aż do XXI wieku. Twierdzenie, że społeczeństwa rolnicze wypracowały wyższy poziom organizacji od społeczeństw nomadów jest niesłuszne. Raczej inny, dostosowany do swego poziomu gospodarki. Warto jednak zauważyć, że to społeczeństwa rolnicze, osiadłe, wygrały walkę demograficzną.
Pojęcie dobra i zła jest relatywne i subiektywne. Nie można oceniać ustroju używając kategorii dobra, lub zła, gdyż społeczeństwa zmieniają się w czasie; wraz ze zmianą modelu społeczeństw zmieniają się ich ustroje. Nie można wartościować społeczeństw nie uwzględniając czynników związanych z ich przystosowaniem się do środowiska przyrodniczego, poziomu gospodarki i struktury społecznej. Ocenianie np. ustroju państwa w kategoriach dobry lub zły, lepszy lub gorszy – a czynili tak np. Grecy jeszcze w czasach Platona – mija się z celem. Lepszy, – wobec czego, gorszy, – dla kogo? Dobry, lub zły, według subiektywnej oceny mówiącego. Ustroje polityczne dostosowują się do aktualnej struktury danego społeczeństwa. Społeczeństwo agrarne, którego głównym źródłem utrzymania było rolnictwo, uzależnione od posiadania ziemi, od momentu utworzenia państwa przyjmowało, jako swą formę organizacji (ustrój) monarchię, później arystokrację (od gr. Arysto – wysoko urodzony właściciel ziemi). Później, wraz ze wzrostem liczby ludności, urbanizacją, zmianą struktury zatrudnienia i wykształcenia danego społeczeństwa, zmieniało ono swój ustrój. Musiało minąć jednak wiele czasu zanim historycy, socjologowie, politolodzy czy używając pojęć wcześniejszych „myśliciele” zrozumieli, że różne ustroje w istniejących w ich epoce państwach wynikają: po pierwsze z etapu społeczno-gospodarczego, na jakim się one znajdują, po drugie wynikają też z czasu istnienia organizacji społecznych, w których te zmiany ustrojowe zachodzą. Ich ustrój zależał od tego, ile pokoleń minęło od ich założenia, lub od ostatniej rewolucji, jaką przeszły? Chcę wykazać jak wraz z rozwojem cywilizacji zmieniał się stosunek do wartości (wolność, własność, równość) i dlaczego? Jak powoli ludzkość dochodziła do świadomości jedności gatunku. Myślę, że podstawowym motorem działania człowieka jest przetrwanie ludzkości.
Założenia historiozoficzne
Pisząc „Dzieje świata”, jedną z kolejnych prób ukazania syntezy dziejów, musiałem przyjąć pewne założenia historiozoficzne. Mogłem uwzględnić również już istniejące. Wśród najbardziej znanych koncepcji rozwoju społeczeństw znajdujemy:
I. Chrześcijańską. Stworzoną przez św. Augustyna, który doszukiwał się w wydarzeniach historycznych zmagań wiekuistego państwa bożego z państwem szatana. W XII wieku tę myśl historiozoficzną znajdujemy w dziele Ottona, biskupa Freising, brata przyrodniego Konrada III Hohenstaufa „Chronica, sive de duabus civitabus”.
II. Heglowską – idealistyczną – wywodzącą się od Vico25. Według tej koncepcji cywilizacje rozwijały się odrębnie i miały w różnych okresach do wypełnienia jakąś misję. Narody to idea, która wypełnia się w historii. W polskiej myśli idea ta przejawiła się w mesjanizmie, czyli koncepcji, wedle, której naród polski powołany jest do tego, by przez swoje cierpienie wypełnić misję zbawienia ludzkości. Reprezentując idealizm platoński, Hegel uważał, że idee istnieją niezależnie. Stąd jego koncepcja nawrotów w historii. Uważam, że wytworzone przez człowieka, a zapisane w jego świadomości (choćby w formie ustnych przekazów) idee, (często upraszczane, wynikającej ze zbyt nikłej znajomości dziejów i przez to fałszywe) trwają w świadomości społeczeństw i rzeczywiście zdarza się, że niektórzy do nich wracają (nawet do już odrzuconych). Nie znaczy to jednak, że idee istnieją niezależnie.
Hegel uważał, że dzieje polegają na pogłębianiu świadomości i coraz doskonalszej realizacji wolności; obecnie [w jego epoce] realizacją wolności jest państwo, które przestało być własnością władcy, a jego ludność nie składała się już z poddanych, lecz z obywateli. Zamiast mozaiki przypadkowych zdarzeń Hegel widział w dziejach przejaw tego, co nazwał duchem, a co było jednolitością kultury; w każdej epoce ducha reprezentuje jakiś jeden naród, który zachowuje prymat do chwili wypełnienia swej misji, podczas gdy „bytowanie” innych narodów jest bez znaczenia. W czasach sobie współczesnych widział kończenie się przewagi Germanów, ale nie był w stanie rozstrzygnąć, czy przyszłość należy do Ameryki czy Rosji, do czego chyba bardziej się skłaniał idąc za tradycją Johanna Gottfierda Herdera (1744-1803)26.
Świadomie przytoczyłem tu analizę poglądów Hegla w interpretacji Krasuckiego chcę, bowiem wskazać, że zarówno Hegel jak i jego czytelnicy błądzą nie precyzując pojęć. Słowo „Germanie” jest określeniem ponadnarodowym, rasowym (w tym sensie dziś, co najmniej, wątpliwym). Rosja XIX wieku była państwem wielonarodowościowym, a Ameryka (USA) swego rodzaju tyglem, w którym w krótkim okresie mieszały się z sobą kolejne fale imigrantów z różnych kontynentów i z ludnością rodzimą. Warto zauważyć, że już Hegel dostrzegał rozwój idei wolności i własności w ramach państwa. Ulegając jednak idei supremacji narodów nie zastanawiał się nad przyczynami tych zmian we wszystkich społeczeństwach i nie potrafił przewidzieć kierunku rozwoju państw i tworzenia organizacji ponadnarodowych.
III. Marksistowską – odwołującą się do walki przeciwieństw (walki klas). Zdaniem marksistów w przyszłości miałoby powstać społeczeństwo bezklasowe, miałby wówczas nastąpić powrót do wyidealizowanej przeszłości, gdy rzekomo istniało tzw. gminowładztwo (społeczeństwo bezklasowe, w którym obowiązywała zasada wspólnej własności).
W oparciu o tę koncepcję wśród marksistowskich historyków przyjął się podział dziejów na szereg epok: wspólnoty pierwotnej, niewolnictwa, feudalizmu, kapitalizmu, socjalizmu, komunizmu, (który nastąpić miał w przyszłości) w zależności od tzw. stosunku do środków produkcji. Epoka wspólnoty pierwotnej – zdaniem tych badaczy – składa się z dwóch okresów: dzikości i barbarzyństwa, które dalej dzielili na trzy kolejne stopnie: niższy, średni i wyższy. Podział ten znany jest w nauce, jako periodyzacja Morgana-Engelsa27.
Uproszczona koncepcja walki klas, sprowadzająca w konsekwencji obraz społeczeństwa do dwóch klas: klasy posiadaczy i klasy wyzyskiwanych (właściciele niewolników – niewolnicy; właściciele ziemi – chłopi; burżuazja – robotnicy) oraz odrzucanie przez marksistów prawa własności (uważali oni, że w okresie wspólnoty pierwotnej, aż do gminowładztwa, i – w przyszłości – w komunizmie, społeczeństwo może istnieć bez własności), są głównym powodem błędów marksistowskich historiografii. Błędną była wynikająca ze zbyt nikłej wiedzy o przeszłości (w czasie powstawania teorii marksistowskiej) interpretacja dziejów ludzkości, utopią była koncepcja komunizmu w przyszłości. Część marksistów świadomie dokonywała nadinterpretacji niektórych wydarzeń, by dopasować je do przyjętych teorii.
IV. Cywilizacyjno – imperialną (tak określam koncepcję wyrażoną przez Imanuela Geissa, który w pewnej mierze nawiązuje do Hegla). W swej koncepcji historiozoficznej koncentruje się ona na wymianie między próżnią władzy a centrum władzy. Nowe centra władzy powstają najczęściej na obrzeżach starych centrów i z peryferii rozpoczynają ekspansje ku centrum władzy. Zdaniem Geissa dialektyka sukcesu i porażki zewnętrznej (wojny), jedności i konfliktów wewnętrznych (wojny domowe, powstania, rewolucje) odgrywa dużą rolę w wyjaśnieniu wzlotów i upadków państw i ruchów politycznych. Zwolennicy tej koncepcji za podstawowy czynnik zmian uważają również konflikty między władzą centralną a siłami odśrodkowymi i walkę o bogactwa (woda, ziemia, surowce naturalne) oraz kontrolę nad handlem (drogi, mosty, przesmyki, cieśniny, przejścia, wyspy). Ich zdaniem, dla zrozumienia historii niezbędna jest trafna interpretacja konfliktów interesów w schematach: tarcie – napięcie – eskalacja – konflikt; powstanie – konsolidacja – ekspansja – kryzys – zderzenie się politycznych struktur władzy od mocarstwa do państwa plemiennego i miasta państwa28.
Geiss używając określenia władza, koncentruje się na władzy jakiegoś centrum nad prowincjami, lub innymi strukturami zależnymi. Stawia, więc tezę o konieczności cyklu imperialnego. Wzorem historiozofów z końca XIX i początków XX wieku szuka centrów cywilizacyjnych, pomija kwestię ewolucji władzy wewnątrz powstałych w procesie historycznym państw. Nie dostrzega, że kolejne podboje opóźniają procesy ewolucyjne, które – mimo opóźnień – wciąż postępują, choć ich przebieg jest nieco odmienny. Geiss posługuje się też pojęciem kultury peryferyjne. Mianem tym – za niemiecką nauką o starożytności – określa społeczeństwa istniejące na skraju antyku europejskiego (grecko-rzymskiego), które już (albo jeszcze) znajdowały się w okresie przejścia pomiędzy barbarzyństwem29 i oddziaływaniem cywilizacji klasycznej. Należą do nich między innymi Trakowie, Celtowie i Scytowie. Na zasadzie analogii określenie to można przenieść na cały kontynent euroazjatycki, a nawet i na Czarną Afrykę i stosować je wobec wszystkich okresów rozwoju cywilizacji30. To oczywiście błędna europocentryczna interpretacja. Warto zauważyć, że Celtowie byli ludem rolniczym (lub dokładniej ludem, w którego gospodarce rolnictwo odgrywało znaczącą rolę), a Scytowie nomadami. Zresztą pojęcie Celtowie wymaga dopracowania, często mianem tym określamy tylko warstwę panującą zróżnicowanego społeczeństwa. Jeśli zaś chodzi o Scytów, to Herodot dzieli ich właśnie z powodu przyjmowanej przez różne ich odłamy odmiennych form gospodarki. Moim zdaniem nie było żadnego przechodzenia od barbarzyństwa do cywilizacji, była tylko nieustanna walka o przetrwanie miedzy ludami o różnych formach gospodarki, a później o różnej kulturze; w wyniku tej walki powstawała jedna ogólnoludzka cywilizacja. Poziom cywilizacyjny określa stopień dostosowania się do środowiska. Za typowy układ oddziaływania uważa Geiss relacje między: centrum cywilizacyjnym – kulturą peryferyjną. Jako przykład kultury peryferyjnej podaje w Afryce – Nubię, która balansowała pomiędzy okresami stopniowego podboju przez Egipt faraoński (po szóstą kataraktę) i okresami niepodległości w czasach upadku Egiptu. (…) Z Nubii kultura egipska promieniowała na Czarną Afrykę, a za pośrednictwem Meroe i Aksum także na Etiopię. W momencie kryzysu Egiptu obserwuje się przypadek jego restaurowania przez Nubijczyków (panowanie dynastii nubijskiej, 715-671 p.n.e.)31. Moim zdaniem, nie było to restaurowanie, lecz podbój, po którym w Egipcie powstaje po raz kolejny relacja panujący – poddani, czyli właściwie nowe państwo. Dorobku cywilizacyjnego nie może sobie zawłaszczać żadne państwo. Powstawał on w długotrwałym procesie dziejowym i jest własnością wszystkich ludzi. Praca Geissa „Dzieje świata”, wydaje się rzeczywiście tylko spisem dat w dziejach ludzkości.
V. Koncepcja produkcyjna, falowa. Twórcami jej są Heidi i Alvin Toffler, autorzy „Trzeciej fali”. Jeszcze bardziej uprościli oni koncepcję Marksa, zwracając uwagę tylko na czynnik produkcyjny. Przyjęli oni od Marksa również teorię rewolucji. Ich zdaniem nastąpiła jakaś rewolucja rolnicza, później przemysłowa teraz następuje tzw. rewolucja postindustrialna. To bardzo uproszczone i powierzchowne podziały.
VI. Muszę tu wspomnieć też o rozmaitych koncepcjach rasistowskich, których autorzy wychodzą z założenia, że tylko pewne rasy (narody) posiadają cechy państwowotwórcze itp. i na tej podstawie budują swoje obrazy historii regionów lub świata. Oczywiście tak te bezwartościowe teorie, jak i w ogóle rasizm, dziś na szczęście lądują w koszu gdzie jest ich właściwe miejsce.
Jestem zwolennikiem teorii, którą określam mianem „ewolucyjnej”. Sięgam w pewnej mierze do Karola Darwina32 i Karola Marksa, ale odrzucam wiele z ich uproszczeń, ponadto w odróżnieniu od nich posługuję się pojęciami regresu oraz błędu (mówimy, bowiem o działaniach ludzi, często już świadomych). Za jednego z twórców tej koncepcji uważam też Herberta George’a Wellsa33. W dziejach toczy się nieustanna walka ludzi o przetrwanie i zachowanie gatunku, w której ludzie dostosowują się do zmieniającego się środowiska przyrodniczego – tu większość badaczy przychyla się do teorii mówiącej o ogromnym wpływie na ewolucję naszego gatunku zmian klimatycznych, ale i społecznego (zwłaszcza w ciągu ostatnich 10.000 lat). W wyniku zmian środowiskowych ukształtowały się (ludzie wytworzyli) różne formy społeczno-gospodarcze: zbieracko łowieckie, pasterskie, koczownicze, rolnicze, a także grupy zawodowe np. kupców lub zawodowych wojowników (piratów itp.). Każda z tych form przyjmowała z czasem różne formy organizacyjne, choć w każdej, początkowe, były wspólne: ród, klan, plemię – później państwo i rozwijające się w czasie różne formy jego organizacji. Społeczeństwa zbieracko-łowieckie i pastersko-hodowlane doszły tylko do trzeciej formy34. Miedzy różnymi społeczeństwami toczyła i toczy się aż do XXI wieku walka o przestrzeń. Również walka demograficzna. Z chwilą ukształtowania się państw, wewnątrz tak zorganizowanych społeczeństw zachodziły i zachodzą procesy ewolucyjne. Społeczeństwa unifikowały się, w długotrwałym procesie historycznym kształtowały się narody. W ramach państw następował stopniowy podział własności i władzy. Następowały w nich zmiany formy organizacyjnej (ustroju), których przyczynami były czynniki wspomniane powyżej oraz zmiany form gospodarki i struktury (głównie zamieszkania i zatrudnienia)35. W miarę przechodzenia kolejnych społeczeństw od gospodarki rolniczej do przemysłowej (uzyskiwania dominującej roli grup związanych z nowymi formami gospodarki) dochodziło do zmian ustrojowych (od monarchii patrymonialnej przez monarchię stanową, różne formy arystokracji, czasami rewolucje i dyktaturę do demokracji). Proces ten opóźniały podboje i rewolucje, gdyż w ich wyniku następowała ponowna zmiana struktury społeczeństwa, a zwłaszcza jego militaryzacja.
Pisząc powyższe niewątpliwie i ja uległem tendencji do uproszczeń. Przecież nie tylko gospodarka się zmieniała, ale i wzrastała gęstość zaludnienia, ulegał zmianie poziom i zakres wykształcenia. Zmiany ustrojowe są wynikiem zmian społecznych w bardzo wielu aspektach. Za szczególnie istotne uważam konkluzję, którą sformułował już Wells: dzisiejsza rzeczywistość ma wspólne źródło i rodowód, sprawy ludzkie stanowią wspólnotę interesów i celów36.
Sumując uwagi wstępne wrócę do myśli, od której je zacząłem. Dziś zamiar napisania dziejów świata przez jednego tylko autora wydaje się zamiarem szalonym, nie ma jednak innej drogi, by choćby spróbować dostrzec w nich pewne trendy, zależności, by sprawdzić wcześniejsze teorie ich rozwoju, opowiedzieć się za jedną z nich lub spróbować stworzyć nową. Chciałbym, by udało mi się ukazać jak w dziejach kształtowała się jedność cywilizacji i (po wspólnym początku, a później różnych drogach) jedność naszego gatunku. Zapraszam do wędrówki przez dzieje. Może i Państwo dostrzegą w ludzkich zmaganiach w przeszłości coś nowego.
Przypisy:
1 Np. cytowana tu przeze mnie “Wielka Historia Świata”, pod red. Joachima Śliwy, wydana w Krakowie w 2005 roku.
2 Podziękowania dla wszystkich tych autorów książek, haseł internetowych, czy artykułów prasowych, map, a nawet tylko wydawałoby się mało istotnych wypowiedzi w wywiadach, czy dyskusjach, dla tych, z których wysiłku korzystałem pisząc te książkę, postanowiłem zamieścić tu, w przypisie. Przepraszam, że w ten sposób po raz kolejny wraz z podziękowaniem wykorzystuję ich pracę i odwołuję się w sposób tak ogólny do ich osób (w miarę możliwości wszelkie odwołania również zamieszczam w przypisach). Chcę jednak w ten sposób uświadomić moim ewentualnym Czytelnikom, że przypisy w tej książce są również bardzo istotne. Czasami to właśnie w nich wyrażam ważne dla mnie poglądy.
3 Kopalny gatunek człowieka (Homo) z podrodziny Homininae, pochodzący z Afryki Wschodniej, sprzed ok. 2,5–1,7 mln lat, który razem z innymi rodzajami ludzi, szympansami, gorylami i orangutanami współtworzył rodzinę człowiekowatych (Hominidae). Po raz pierwszy został odkryty i udokumentowany w 1959 roku przez Louisa i Mary Leakeyów, w wąwozie Olduvai (na granicy Kenii i Tanzanii). Pojawiły się także w nauce propozycje, by usunąć H. habilis z rodzaju Homo, ale zostały one powszechnie odrzucone.
4 Średni poziom morza może zmienić się poprzez wiązanie wielkiej ilości wody światowego oceanu na powierzchni kontynentów w czaszach lądolodów podczas zlodowaceń i uwalnianie jej podczas ociepleń (interglacjałów). Amplituda tych zmian w plejstocenie osiągała wartość 120–150 m.Podczas ostatniego zlodowacenia (115 do 11,5 tys. lat temu) najniższy poziom oceanu miał miejsce ok. 25–20 tys. lat temu (niższy od obecnego o około 130 m). [Por: Ruchy eustatyczne / https://pl.wikipedia.org/wiki/Ruchy_eustatyczne.]
5 Jeszcze dziś niektórzy historycy sugerują, że główny podział ludzkości był podziałem rasowym. Imanuel Geiss pisze np., że ok. 30 tys. p.n.e. ludzie z typu Homo sapiens podzielili się na trzy wielkie grupy: negroidów, europeidów i mongoloidów. Por.: I. Geiss., Dzieje świata. Daty i konteksty historii powszechnej, Katowice 1997, s. 29. Moim zdaniem hipoteza taka jest błędna. Zewnętrzne różnice anatomiczne i np. różnice grupy krwi powstawały w długim (trwającym tysiące lat) procesie dostosowywania się do środowiska, w którym przyszło ludziom bytować, a także z łączenia się różnych ludów w dziejach. Istnieją hipotezy (potwierdzane przez ostatnie badania genetyczne), że doszło również do połączenia się również z człowiekiem neandertalskim i innymi wcześniej wyodrębnionymi… no właśnie – gatunkami, rodzajami?. Dziś jest rzeczą niemożliwą określenie ścisłych kryteriów jakiejkolwiek rasy. Wszelkie próby w tym kierunku uważam za śmieszne.
6 Grupą społeczną jest zbiorowość ludzka w jakiś sposób zorganizowana i zhierarchizowana (najmniejszą taką grupą jest rodzina). W historii ludzkości powstawały jednak grupy nie do końca zorganizowane i zhierarchizowane, używam wówczas na określenie takiej grupy słowa lud, ludy; i w takich zbiorowiskach powstawały nowe wartości i idee, niestety, często nie było możliwości ich rejestracji, zachowania i przekazania.
7 Gleby na świecie rozmieszczane są w układzie równoleżnikowym, który ściśle wiąże się ze strefami klimatycznymi. Wyróżniono 5 pasów klimatyczno-glebowych, a w każdym z nich po kilka głównych typów gleb. Por.: http://www.wiking.edu.pl/article.php?id=43
8 Ujmuję tu to zagadnienie bardzo skrótowo, choć – jak zauważymy później – wpływ różnych kataklizmów na dzieje ludzkości był bardzo znaczny.
9 Waldemar Chmielewski pisze, że: obserwacje współczesnych ludów zbieracko-łowieckich w aspekcie populacyjnym wykazują niesłychanie niski przyrost naturalny, sięgający szacunkowo najwyżej około 2% na tysiąclecie! Jest to przyrost bardzo nikły i osiągany przy stosunkowo rozwiniętym wyposażeniu sprzętowym (łuk, miotacze dzid i kamieni, dmuchawki ze strzałami, używanie smołówek i trucizn). Czynnik ten przy bardziej prymitywnym wyposażeniu nie mógł grać istotnej roli w zasiedlaniu przez praludzi we wczesnej fazie uczłowieczenia obszarów już nie tylko Afryki, ale i całego Starego Świata. [W. Chmielewski, Zarys pradziejów Afryki, [w:] Historia Afryki. Do początku XIX wieku, pod red. Michała Tymowskiego, Wrocław 1996, s. 79.] Autor ten nie uwzględnia tu elementu zmiany niszy ekologicznej. Dzisiejszy wzrost populacji ludów zbieracko-łowieckich dotyczy społeczeństw zepchniętych w bardzo niekorzystne warunki przyrodnicze, gdzie zasoby zwierzyny są wytępione. Wzrost populacji ludzkiej należy łączyć ze zmianami środowiska i ze zmianami klimatycznymi. W korzystnych etapach wzrastała liczba zwierzyny, a więc i wielkość populacji ludzkiej, która miała większy do niej dostęp, późniejsze pogorszenie klimatu mogło zmuszać część populacji ludzkiej do poszukiwania nowych siedzib, lub zmiany formy gospodarki.
10 Wynikało to z konieczności militaryzacji społeczeństwa w czasie wojny, po której zakończeniu, społeczeństwa nie potrafiły znaleźć sposobu na przywrócenie zmobilizowanych mas do życia w warunkach pokoju.
11 Uzmysłowił mi to w czasie rozmowy na temat tej pracy mój kolega, Andrzej Hyra. Natura człowieka? Nie ma jednej natury człowieka, nie ma jednego charakteru, (np. różni ludzie różnie pojmują szczęście. To czy ktoś czuje się szczęśliwy jest w dużej mierze – podobno – uwarunkowane genetycznie).
12 W. Tatarkiewicz W., Okresy filozofii europejskiej, [w:] W. Tatarkiewicz, Droga do filozofii i inne rozprawy filozoficzne, Warszawa 1971, s. 93.
13 W. Tatarkiewicz., Okresy filozofii…, s. 94.
14 Por.: B. Zientara., Historia powszechna średniowiecza, Warszawa 1968.
15 Por.: Z. Wójcik., Historia powszechna XVI-XVII wieku, Warszawa 1973.
16 Piszę „tzw.” gdyż uważam podział na „cywilizacje” za niewłaściwy.
17 Pojęcia „cywilizacja” używam tylko w znaczeniu ogólnym. Jako całość dorobku ludzkości w zakresie techniki i kultury. Odrzucam wszelkie podziały na tzw. cywilizacje, np.: „cywilizacja antyczna”, „cywilizacja Chin” lub „cywilizacja epoki żelaza”. Na obszarach, na których rzekomo istniały te „cywilizacje” żyły społeczeństwa o zróżnicowanej kulturze i różnych formach organizacyjnych. Ich poziom cywilizacyjny wynikał z dorobku poprzednich pokoleń, a do dalszego rozwoju przyczyniał się dorobek wszystkich ludów tego regionu, jak i dalszych sąsiadów.
18 Por.: I. Geiss, dz. cyt., s. 21.
19 Imanuel Geiss trzymając się w swych „Dziejach świata” uparcie przyjętej nomenklatury, opis Ameryki prekolumbijskiej umieścił w rozdziale pt. „Średniowiecze euroazjatyckie, ok. 500-1500”, pisząc, że w rzeczywistości historycznej istnieją nierównorzędności czasowe, jak w “Wehikule czasu” H. G. Wellesa. Moim zdaniem autor ten nie poradził sobie z periodyzacją. Por.: I. Geiss, dz. cyt., s. 174.
20 Na przykład w Australii Aborygeni pozostali społeczeństwem zbieracko-łowieckim. Na kontynencie tym, przed kolonizacją nie odkryto roślin umożliwiających przejście od gospodarki zbieracko-łowieckiej do rolnej, jednak okresy suszy, czy urodzaju, które niewątpliwie miały wpływ na zmiany demograficzne wpływały zapewne na zmiany obyczajowości tego społeczeństwa. Brak pisma i nieliczne źródła archeologiczne uniemożliwiają prześledzenie tych zmian.
21 Używam tu i tego określenia, gdyż słowo rozwój łączymy zazwyczaj z postępem, ma ono zabarwienie subiektywne. Słowo zmiana jest bardziej obiektywne.
22 Przykładem mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej: ograniczeni do życia w jej granicach musieli jakoś rozwiązywać swój problem demograficzny.
23 Czyż nie mają racji?
24 W. Tatarkiewicz., O bezwzględności dobra, [w:] Tatarkiewicz W., Droga do filozofii…, s. 244-245
25 Gian Battisto Vico (1668-1744), autor dzieła „Cinque libri de principia di una scenza nova” (1730). dążył do tego, by historie różnych narodów ująć w obrębie danych epok. Pragnął odkryć plan idealnej historii wiecznej, na której kanwie toczą się w czasie historie wszystkich narodów. Swą „nauką” chciał dowieść istnienie Opatrzności, jako faktu historycznego. Vico jest twórcą teorii stałych nawrotów w historii (teoria cykliczna). Znane sobie dzieje ujął w trzech epokach (trzech okresach rozwoju: okres wyobraźni, woli i intelektu), które tworzą corso, po którego wyczerpaniu poczyna się na nowo ricorso. Podobnie później Georg Wilhelm Friedrich Hegel (1770-1831) sądził, że Historia powszechna jest w ogóle przejawianiem się ducha w czasie, podobnież jak idea przejawia się w przestrzeni, jako przyroda […] Historia powszechna jest prawdziwą theodiceą, usprawiedliwieniem Boga w historii…. Hegel utworzył własną teorię nawrotów historycznych. Jego zdaniem czasy Karola Wielkiego stanowią nawrót państwa perskiego, światu greckiemu odpowiada czas przed Karolem V; okres wielkich odkryć geograficznych jest nawrotem czasów Peryklesa, myśl Sokratesa została wznowiona w Lutrze. Zdaniem Hegla przejawem mądrości bożej w historii był np. duch germański. [Por.: F. Koneczny, o wielości cywilizacji, Kraków 1935, s. 19-20.]
26 J. Krasuski, Wyznaczniki biegu historii, Wrocław 2008, s. 19-20.
27 Por.: A. Smirnow, Scytowie, Warszawa 1974, s. 14. Smirnow odwołując się do tego podziału zestawia tę periodyzację z podziałem dokonywanym przez archeologów, którzy wprowadzili w swej nauce epoki: kamienia, brązu i żelaza. Smirnow wskazuje, że taki podział jest też u Marksa. Jego zdaniem początek epoki żelaza odpowiadałby w przybliżeniu wyższemu stopniowi barbarzyństwa; epoka brązu pokrywałaby się, mniej więcej, ze średnim stopniem barbarzyństwa. Moim zdaniem trudno takie poglądy uznać za naukowe. Por.: A. Smirnow, dz. cyt., s. 14-15.
28 Por.: I. Geiss., Dzieje świata, Daty i konteksty historii powszechnej, Katowice, 1997, s. 19.
29 Pojęcie „barbarzyństwo” całkowicie odrzucam. Pojawia się ono w tej pracy jedynie w charakterze cytatu innych autorów. Termin ten wprowadzony został przez społeczeństwa greckie, rzymskie, chińskie i inne, w celu określenia „obcych”, stojących niżej cywilizacyjnie ludów (subiektywnym zdaniem używających tego określenia). Pozwalało im to na zagarnianie terytoriów społeczeństw o innej formie gospodarki (uzasadnianie tej niewątpliwej grabieży), mało tego usprawiedliwiało zniewalanie a nawet fizyczną likwidację tych ludów. W niektórych dziedzinach techniki tzw. „barbarzyńcy” przewyższali tzw. społeczeństwa cywilizowane; np. Celtowie czy Germanie lepiej opanowali technikę wytapiania i obróbki żelaza niż Rzymianie. Obserwując dziś społeczeństwa, wśród których zachowały się relikty wcześniejszej kultury (np. obrządki inicjacyjne i grzebalne) często razi nas stosunkowo niski poziom materialny tych ludzi. Żyją oni jednak na peryferiach współczesnej już ukształtowanej cywilizacji i jej świata wartości. Cywilizacji, która zmieniła w czasie gospodarkę tych społeczeństw i która narzuciła i im swój świat wartości, w tym ceny za posiadane i wytwarzane przez te ludy dobra. Społeczeństwa te, będąc członkami wielkich innych społeczności nie są w stanie same rozwiązywać swych problemów (np. demograficznych) i rzeczywiście z czasem się degenerują. Jakiekolwiek porównywanie tych społeczeństw do ludów koczowniczych, pasterskich, zbierackich z przeszłości jest zupełnie nieuzasadnione.
30 I. Geiss., dz. cyt., s. 59.
31 I. Geiss., dz. cyt., s. 60.
32 W 1859 roku Karol Darwin opublikował swoje wiekopomne dzieło „O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego”, w którym przedstawiał mechanizmy powstawania jednych gatunków z innych i tworzenia się coraz doskonalszych przystosowań u roślin i zwierząt.
33 H. G. Wells, Historia świata, przekład Jan Parandowski, Wrocław 1983.
34 Ludy nomadów z czasem tworzyły różnego rodzaju federacje zbrojne i później kaganaty, a nawet państwa, ale wówczas dochodziło do zmiany trybu gospodarki. Zdobywcy stawali się elitą panujących społeczeństw podbitych. W powstałym państwie dominowała gospodarka rolna, która dawała możliwość wytworzenia nadwyżek żywności.
35 Inaczej organizuje się stosunkowo nieliczne społeczeństwo, którego gospodarka opiera się na uprawie roli, inaczej zaś zurbanizowane społeczeństwo industrialne.
36 J. K. Palczewski, Wstęp, [w:] H. G. Wells, dz. cyt., s. LXII.
Piotr Kotlarz
Ten utwór jest objęty
licencją Creative Commons Uznanie autorstwa CC BY-NC-ND 4.0.

