Site icon Miesięcznik internetowy WOBEC Piotr Kotlarz

Wokulski, wojna i wielkie pieniądze. Kogo pokazują nowe „Lalki”? / Piotr Kotlarz

Beata Tyszkiewicz w roli Izabeli Łęckiej. Domena publiczna.
W tym roku na ekrany trafiają dwie adaptacje Lalki Bolesława Prusa. Warto od razu wyjaśnić: nie są to dwa filmy kinowe. Pierwsza produkcja to sześcioodcinkowy serial Pawła Maślony, dostępny w Netfliksie od 16 września 2026 roku. Druga to film Macieja Kawalskiego, którego premierę kinową zaplanowano na 30 września. Dwie premiery dzielą zaledwie dwa tygodnie.
Twórcy proponują odmienne odczytania powieści. Serial zapowiadano jako autorską, dynamiczną interpretację, w której na pierwszy plan wysuwają się zależności klasowe, ambicje i pieniądze. Film ma być wystawną ekranizacją kostiumową. Szacowany budżet produkcji kinowej wynosi około 15 milionów euro, czyli około 65 milionów złotych. Ta bliskość premier i różnica podejść zachęcają do porównań.
Nie jest to pierwszy powrót Lalki na ekran. Film Wojciecha Jerzego Hasa miał premierę w 1968 roku, a serial Ryszarda Bera — w 1977. Powieść wielokrotnie wystawiano też w teatrze; wśród adaptacji znalazł się spektakl muzyczny Wojciecha Kościelniaka z 2010 roku, przygotowany w Teatrze Muzycznym w Gdyni.
Prusa czytałem blisko pół wieku temu. Ani książka, ani późniejsze ekranizacje nie wzbudziły we mnie szczególnych emocji. Historia miłości Wokulskiego do Izabeli Łęckiej wydawała mi się odległa, tym bardziej że ich relację trudno oddzielić od majątku i długów jej ojca. Dziś również nie czuję potrzeby, by wracać do tej historii dla samego romansu.
Lalka pozostaje lekturą szkolną, co może pomóc nowym adaptacjom dotrzeć do młodych widzów. Nie wiem jednak, czy sama obecność powieści w programie nauczania wystarczy, by przyciągnąć szeroką publiczność. Pamiętam też, że w czasach mojej młodości nauczyciele chętnie podkreślali patriotyczny epizod Wokulskiego — udział w powstaniu styczniowym — choć powieść nie opowiada o nim szczegółowo. Nie przekonywała mnie również fascynacja Rzeckiego Napoleonem. Już wtedy widziałem w cesarzu przede wszystkim władcę, który zaprzepaścił wiele ideałów oświecenia.
Być może pominąłbym obecne premiery milczeniem, gdyby nie opublikowany dziś w serwisie o2.pl artykuł Kacpra Kulpickiego o majątku Wokulskiego. Autor przytacza szacunek analityka finansowego Pawła Majtkowskiego: według przyjętego przez niego przeliczenia 300 tysięcy rubli, którymi dysponował bohater, odpowiadałoby około 111,3 miliona współczesnych złotych. To jednak wycena oparta na wartości złota, a nie miara siły nabywczej dziewiętnastowiecznego majątku.
Dla mnie ciekawsze od dzisiejszej wartości tych pieniędzy jest pytanie, skąd się wzięły. Wokulski pomnożył kapitał dzięki dostawom dla armii rosyjskiej podczas wojny rosyjsko-tureckiej w latach 1877–1878. W tych interesach pomagał mu rosyjski kupiec Suzin, przyjaciel i wspólnik poznany na zesłaniu. Później obaj współpracowali również w Paryżu; charakter tamtejszych transakcji nie został w powieści jasno określony.
I właśnie ten życiorys wydaje mi się dziś bardziej interesujący niż kolejne opowieści o niespełnionej miłości. Były powstaniec, człowiek zesłany przez carskie państwo, bogaci się na zaopatrywaniu jego armii. Można w tym widzieć przedsiębiorczość, lecz można też dostrzec moralny kompromis. Nie ma podstaw, by nazywać Wokulskiego handlarzem bronią. Wystarczy jednak fakt, że zarabiał na wojennych dostawach dla zaborcy, aby zapytać, jaką cenę zapłacił za swój awans — i co zostało z ideałów jego młodości.

Piotr Kotlarz

Przypis

Paryskie interesy Wokulskiego i Suzina pozostają w Lalce niedopowiedziane. Prus pisze, że Suzin kupił kilkanaście statków, a Wokulski otrzymał część zysku z tej operacji; nie określa jednak tych statków jako wojennych ani nie opisuje wprost sprzedaży broni przez Wokulskiego. Hipoteza o zbrojeniowym charakterze współpracy ma mimo to podstawy. Julia Tazbir w Leksykonie „Lalki” wskazuje handel bronią jako najważniejszą dziedzinę działalności Suzina, której głównym odbiorcą był rząd rosyjski. Hasło poświęcone Rosji w tym samym leksykonie uznaje za prawdopodobne, że paryskie transakcje dotyczyły układów zbrojeniowych między Rosją a Francją. Podobną, wyraźnie krytyczną interpretację udziału Wokulskiego przedstawia Bartłomiej Szleszyński w artykule „Breaking Bad kochanego Stacha. Wokulski jako antybohater”.

Trzeba przy tym pamiętać o carskiej cenzurze, która wpływała na tekst powieści. Jak opisuje Agnieszka Bąbel w haśle „Cenzura”, porównanie odcinków drukowanych w „Kurierze Codziennym” w latach 1887–1889 z wydaniem książkowym ze stycznia 1890 roku ujawnia liczne zmiany dotyczące zwłaszcza powstania styczniowego, zesłań i polskich dążeń narodowych. Najobszerniejszy usunięty fragment, związany z pobytem Suzina w Warszawie, obejmował między innymi wspomnienia syberyjskie i rozmowę o Rosjance zakochanej w Wokulskim. Nie ma jednak dowodu, że cenzor usunął z opisu paryskich transakcji wzmiankę o handlu bronią. Cenzura pomaga zrozumieć polityczne niedopowiedzenia Lalki, lecz nie pozwala rozstrzygnąć, czy w tej konkretnej sprawie Prus milczał pod przymusem, czy pozostawił czytelnikowi pole do interpretacji.

Przypis powstał przy pomocy ChatGTP, z którego pomocy korzystałem też przy adiustacji głównego tekstu.

Exit mobile version