Wstęp
Biografie ludzi wybitnych łatwo zamieniają się w pomniki. Z upływem czasu pozostają nazwiska, daty, dzieła i sukcesy, a znika człowiek: niepewny, omylny, czasem małostkowy, uwikłany w uczucia, zobowiązania i własne słabości. Im większa sława bohatera, tym trudniej dostrzec w nim kogoś podobnego do nas.
Z tej potrzeby narodził się cykl „Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi”. Tworzą go cztery scenariusze literackie poświęcone postaciom, których życie przekroczyło granice zwyczajności, lecz nigdy nie przestało podlegać zwyczajnym ludzkim prawom. Są to: „Znaleźć sens” — opowieść o Władysławie Ślewińskim, „Śpiewajcie dalej” — scenariusz o Adamie Didurze, „Dotykając strun życia” — historia Henryka Wieniawskiego oraz „Kleopatra Napoleona” — opowieść o związku Napoleona Bonapartego z Pauline Bellisle Fourès.
Bohaterowie tych książek różnią się temperamentem, pochodzeniem i rodzajem talentu. Łączy ich doświadczenie ceny, jaką człowiek płaci za własne pragnienia. Malarz szuka sensu w obrazie, śpiewak próbuje ocalić siebie w głosie, skrzypek podporządkowuje życie muzyce, a władca, który rozstrzyga o losach narodów, okazuje się bezradny wobec uczuć jednej kobiety. Wielkość nie chroni żadnego z nich przed samotnością, lękiem, zazdrością, chorobą ani konsekwencjami podjętych decyzji.
Pierwszy z prezentowanych tomów, „Znaleźć sens”, opowiada o Władysławie Ślewińskim — człowieku, który stosunkowo późno odkrył swoje powołanie, a następnie uczynił z niego centrum całego życia. Nie jest to jednak historia cudownego objawienia, po którym wszystko znajduje właściwe miejsce. Malarstwo staje się dla Ślewińskiego ocaleniem, lecz nie unieważnia wcześniejszych zaniedbań. Pozwala mu zobaczyć świat na nowo, ale nie daje prawa do dowolnego kształtowania życia innych ludzi.
Interesował mnie nie tylko artysta stojący przed płótnem, lecz także człowiek próbujący zrozumieć, czym różni się opieka od kontroli, przewodnictwo od narzucania własnej woli, a odpowiedzialność od spóźnionego pragnienia naprawienia przeszłości. Ślewiński potrafi rozpoznać talent. Nie zawsze potrafi zaakceptować, że cudzy talent musi rozwijać się niezależnie od niego. Umie patrzeć na morze tak długo, aż dostrzeże w nim barwy niewidoczne dla innych, a jednocześnie przez wiele lat nie umie równie cierpliwie patrzeć na najbliższych.
Dlatego ważne są w tym scenariuszu jego spotkania z Paulem Gauguinem, Stanisławem Wyspiańskim, Tadeuszem Makowskim, Eugenią Szewcową oraz Władysławem Porankiewiczem. Każda z tych relacji odsłania inną stronę bohatera. Ślewiński bywa uczniem i nauczycielem, mężem i nieobecnym ojcem, dobroczyńcą i człowiekiem przekonanym, że lepiej od innych rozumie kierunek ich drogi. Nie został tu ani wybielony, ani osądzony. Chciałem pozostawić mu to, co w człowieku najprawdziwsze: wewnętrzną sprzeczność.
Tytułowe „znalezienie sensu” nie oznacza zatem osiągnięcia spokoju. Sens nie cofa czasu i nie usuwa krzywd. Może jednak sprawić, że człowiek przestanie przed nimi uciekać. Ślewiński stopniowo pojmuje, że nawet najtrafniejsze spojrzenie artysty nie daje mu władzy nad drugim człowiekiem. Można podpowiadać, wspierać i otwierać drzwi, lecz trzeba również umieć pozwolić komuś odejść własną drogą.
W tym miejscu powinienem także uczciwie opisać sposób, w jaki powstawały scenariusze należące do cyklu. W pracy nad nimi korzystałem w znacznym stopniu z pomocy ChatGPT — narzędzia sztucznej inteligencji stworzonego przez OpenAI. Jego udział nie ograniczał się do korekty językowej ani technicznego porządkowania gotowych tekstów. Sztuczna inteligencja pomagała analizować materiał historyczny, budować osie dramaturgiczne, rozwijać relacje między bohaterami, konstruować i wariantować sceny, szukać rozwiązań dialogowych, wychwytywać niespójności oraz nadawać całości formę literacką.
Był to wkład znaczny i przemilczenie go byłoby nieuczciwe. Scenariusze powstawały w wieloetapowym dialogu człowieka z narzędziem, które potrafiło proponować rozwiązania, stawiać pytania i otwierać nieoczekiwane kierunki pracy. Nie oznacza to jednak przekazania mu odpowiedzialności za ostateczny kształt utworów. Pomysł cyklu, wybór bohaterów, intencja, hierarchia wartości oraz wszystkie końcowe decyzje należą do autora. Propozycje sztucznej inteligencji były sprawdzane, wybierane, przekształcane albo odrzucane. Narzędzie mogło podsunąć wiele możliwych dróg, lecz ktoś musiał zdecydować, którą z nich pójść i dlaczego.
Ta współpraca w osobliwy sposób koresponduje z tytułem cyklu. Sztuczna inteligencja potrafi przetwarzać ogromne zbiory informacji, naśladować style i proponować konstrukcje dramaturgiczne. Nie ma jednak własnego dzieciństwa, lęku przed śmiercią, poczucia winy ani potrzeby przebaczenia. Nie zna ciężaru niespełnionej obietnicy i nie może naprawdę przeżyć zachwytu nad obrazem, muzyką czy drugim człowiekiem. Może pomóc nazwać te doświadczenia, ale ich źródło pozostaje ludzkie.
Dlatego właśnie wszyscy jesteśmy tylko ludźmi — również wtedy, gdy tworzymy dzieła, zdobywamy sławę, przewodzimy innym albo próbujemy przekroczyć granice własnego losu. Nie jest to stwierdzenie umniejszające człowieka. Przeciwnie: przypomina, że wielkość nie polega na wolności od błędów, lecz czasem na zdolności ich dostrzeżenia.
Oddając Czytelnikowi scenariusz „Znaleźć sens”, zapraszam nie tylko do spotkania z Władysławem Ślewińskim i jego malarstwem. Zapraszam do opowieści o każdym, kto odnalazł coś, czemu chciał poświęcić życie, a później musiał zapytać, czy odnaleziony sens wystarczy, by uczynić to życie dobrym.
Streszczenie
Rozrzutny ziemianin ucieka przed komornikiem i własną odpowiedzialnością do Paryża, gdzie dzięki Paulowi Gauguinowi odkrywa powołanie malarskie. Kiedy jednak próbuje zostać przewodnikiem młodszych artystów i odnaleźć porzuconego syna, przekonuje się, że talent można rozpoznać, lecz nie można ocalić człowieka przed jego losem — ani cofnąć ceny własnych wyborów.
Scenariusz nie opowiada o cudownym „odkryciu geniusza”, lecz o człowieku, który późno znajduje sens i przez resztę życia próbuje ustalić, czy odnaleziony cel usprawiedliwia to, co wcześniej utracił. Malarstwo staje się dla Ślewińskiego zarazem ocaleniem, nałogiem, językiem miłości i sposobem ucieczki. Jego największym dziełem jest własny, niepodrabialny sposób widzenia. Jego największą porażką — przekonanie, że skoro potrafi zobaczyć talent, zdoła również pokierować cudzym życiem.
Opowieść prowadzą cztery powiązane relacje:
Ślewiński i Gauguin: spotkanie mistrza z późno obudzonym artystą; fascynacja, wdzięczność, rywalizacja i stopniowe wyzwalanie się ucznia.
Ślewiński i Wyspiański: relacja starszego przewodnika z młodym twórcą, którego talent budzi podziw i niepokój; próba opieki kończąca się poczuciem winy.
Ślewiński i Władysław Porankiewicz: ojciec, który nie umiał nim być, spotyka dorosłego syna-malarza, ale nie potrafi powiedzieć prawdy.
Ślewiński i Eugenia: dojrzały związek dwojga artystów; ona nie jest ozdobą ani mecenasem, lecz jedyną osobą, która rozpoznaje w nim zarówno wielkość, jak i tchórzostwo.
Te cztery relacje tworzą jedno pytanie: czy opieka oznacza prowadzenie drugiego człowieka, czy zgodę, by poszedł własną drogą?
Bohaterowie
Władysław Ślewiński
Na początku ma dwadzieścia siedem lat. Jest wysoki, przystojny, pewny siebie, obdarzony urokiem człowieka, któremu długo wszystko uchodziło. Lubi ryzyko, zakład, gest. Cudze życie traktuje trochę jak materiał do efektownej kompozycji. Ucieczka do Paryża obnaża jego nieporadność, lecz po raz pierwszy zmusza go do pracy. Kiedy odkrywa malarstwo, staje się bezwzględnie zdyscyplinowany. Z biegiem lat przybywa mu godności, ale też apodyktyczności. Potrafi być hojny dla młodych artystów, pożyczać pieniądze, zapewniać dach nad głową, otwierać drzwi środowiska. Zarazem chce kształtować ich według własnego rozumienia sztuki. Dopiero pod koniec życia pojmuje, że nie odpowiada za wybory innych, ale odpowiada za to, czy był przy nich uczciwie obecny.
Eugenia Szewcowa
Rosyjska malarka, córka wysokiego urzędnika carskiej administracji. Wysoka, niekonwencjonalna, samodzielna, spokojniejsza od Władysława, lecz nie mniej stanowcza. Dysponuje odziedziczonym majątkiem, ale nie pozwala sprowadzić się do roli bogatej żony. Ma własne spojrzenie, słuch muzyczny i wyczucie kompozycji. W pewnym momencie ogranicza własne malowanie, co film traktuje jako wybór bolesny i niejednoznaczny, nie jako romantyczną ofiarę. Organizuje ich dom, pracownie i życie, a zarazem pilnuje, by Władysław nie pomylił powołania z prawem do krzywdzenia innych.
Paul Gauguin
Charyzmatyczny, błyskotliwy, zmysłowy, dominujący. Umie w jednej chwili rozpoznać talent i równie szybko poczuć zagrożenie, gdy ktoś inny skupia uwagę otoczenia. Dla Ślewińskiego jest wyzwolicielem: nazywa to, co dotąd było tylko instynktem. Jest też przestrogą — artystą, który absolut wolności stawia ponad odpowiedzialnością. Film nie robi z niego czarnego charakteru. Jego zazdrość wobec Wyspiańskiego pozostaje czytelna w zachowaniu, ale intencja związana z Annah nigdy nie zostaje rozstrzygnięta.
Stanisław Wyspiański
Młodszy od Ślewińskiego o trzynaście lat. Intensywny, drażliwy, dumny, głodny wszystkiego naraz: malarstwa, teatru, architektury, historii, miłości. Jego talent nie mieści się w jednym medium. W Paryżu szuka przewodnika, lecz nie znosi opieki, gdy zaczyna przypominać kontrolę. Ślewiński widzi w nim możliwość wielkości i zapowiedź katastrofy. Ich relacja oscyluje między zaufaniem, artystycznym sporem i urażoną dumą.
Władysław Porankiewicz
Naturalny syn Ślewińskiego i Teofili Porankiewicz, urodzony w 1883 roku, później malarz i grafik. Dorasta, nosząc nazwisko męża matki. Jest wychowany przez człowieka teatru, żyje skromnie, studiuje u Jana Stanisławskiego. Nie potrzebuje nowego ojca i nie zachwyca się malarstwem Ślewińskiego. Jego obecność jest dla bohatera najdotkliwszym lustrem: syn odziedziczył talent, ale nie uznaje jego artystycznej ani ojcowskiej władzy.
Teofila Porankiewicz
Aktorka, młoda miłość Ślewińskiego i matka jego syna. W pierwotnych notatkach występuje jako „Zofia”; treatment nadaje jej historycznie poświadczone imię. Nie jest porzuconą ofiarą czekającą na powrót mężczyzny. Buduje życie z aktorem Porankiewiczem, przyjmuje objazdową biedę, wychowuje syna i chroni go przed kaprysami biologicznego ojca.
Tadeusz Makowski
Młodszy malarz, który przechodzi przez kubizm i nieustannie szuka własnej formy. W ostatnim akcie staje się dla Ślewińskiego szansą naprawienia dawnego błędu: można go gościć, wspierać i dyskutować z nim, nie odbierając mu prawa do odmienności.
Witold Fijałkowski
Przyjaciel i szwagier Ślewińskiego. Towarzyszy mu od lekkomyślnej młodości po dojrzałość. Jest depozytariuszem rodzinnych tajemnic i jedynym człowiekiem, przy którym Władysław nie musi grać artysty ani polskiego szlachcica. Pełni funkcję powiernika, ale też świadka kolejnych ucieczek bohatera.

