Perła Bałtyku na zdjęciach ojca i syna (recenzja – Fot. Kosycarz – „Niezwykłe zwykłe zdjęcia Sopotu”) / Stanisław Załuski

0
29

Rok 2020 był dla gdańskiej kultury niezwykle okrutny. Odeszło w nim wielu ważnych, znaczących w kulturze Gdańska twórców. Wśród tych, którzy odeszli znalazł się też Maciej Kosycarz. Mamy nadzieję, że jego twórczość spotka się na naszych łamach z jeszcze niejednym omówieniem, naprawdę na takie zasługuje. Poniżej przypominamy recenzję  jednej z jego prac (której współautorem uczynił swego, zmarłego w 1995 roku, ojca,  Zbigniewa Kosycarza). Mówią, że nie ma ludzi niezastąpionych, nie wiem jednak, czy powiedzenie to odpowiada prawdzie. Pasję dokumentowania mijającego świata posiada nie każdy… może taką wręcz się dziedziczy. Na szczęście tak po ojcu Zbigniewie, jak i po jego synu Macieju pozostało ponad milion zdjęć.

Album Macieja Kosycarza „Niezwykłe zdjęcia Sopotu” znanego trójmiejskiego fotografika, uhonorowanego  tytułem „Gdańszczanina roku 2009”, syna „latającego reportera” – Zbigniewa Kosycarza, wieloletniego kronikarza wybrzeżowej rzeczywistości, ukazał się w 2009 roku.  W całości  one poświęcone w całości Sopotowi.

Maciej Kosycarz zmarł w 2020 roku, ten wybitny fotografik był pewnego rodzaju fenomenem. W swoim archiwum posiadał ponad milion zdjęć, co stanowi chyba rekord nie tylko Polski.

Na album „Niezwykłe, zwykłe zdjęcia Sopotu” składa się 253 zdjęć Zbigniewa Kosycarza i 67 Macieja. Wszystkie zdjęcia ojca są czarno-białe, syn przeszedł już na technikę kolorową. Może właśnie dlatego większe wrażenie robią fotografie ojca. Jest w nich zawarta „patyna dziejów”, jakby nie było pochodzą z wieku ubiegłego, większość zatrzymanych w kadrze osób zapewne już nie żyje, a roześmiane dziewczyny na molo są dziś statecznymi babciami.

Zauważa się pewną specyficzną różnicę w pracy ojca i syna. Zbigniew Kosycarz, zgodnie z obowiązkami fotoreportera z gazety codziennej, chwyta na gorąco życie najzwyklejszych mieszkańców kurortu. Oglądamy robotników malujących przed sezonem wejście na molo, ekspedientki w sklepie, kucharzy i kelnerów w ówczesnych lokalach gastronomicznych, ludzi opalających się na plaży. Jest to wszystko o tyle niezwykłe, że przeważnie już nieistniejące. Nie ma wielu tamtych budynków, przebranżowiły się sklepy i kawiarnie, młodzi ludzie, poniżej czterdziestki, nie rozpoznaliby niektórych miejsc, gdyby nie podpisy, objaśniające, że np. kawiarnia „Meduza”, to późniejszy klub Kon-Tiki, a siedziba „Orbisu” to dzisiejsza „La Casa”.

Ojciec Kosycarz nie ograniczał się do fotografowania codziennego życia kurortu. Z reporterskiego obowiązku musiał także uwiecznić obecność w Sopocie polityków i innych ludzi z pierwszych stron gazet. Niewielu już pewnie pamięta, że w czerwcu 1964 roku po molo spacerował prezydent Jugosławii Josip Broz-Tito, że w lipcu 1969 Operę Leśną odwiedziła delegacja Komitetu Kobiet Radzieckich z pierwszą kosmonautką na świecie, Walentiną Tiereszkową, a w czerwcu 1972 w Grand-Hotelu zagościł prezydent Kuby Fidel Castro.

Urocze jest zdjęcie ze strony 41, można by powiedzieć bardzo nastrojowe i intymne. Widzimy na nim molo zasnute deszczem i przystojną kelnerkę, daremnie oczekującą na gości w ogródkowej kawiarence u nasady mola. Kto jeszcze pamięta tamtą kawiarnię z prostymi, drewnianymi stołami i twardymi zydlami do siedzenia?

Syn na kolorowo

Pierwsze zdjęcia Macieja Kosycarza pochodzą z roku 1992 i z początku niemal nie różnią się tematycznie od zdjęć robionych przez jego ojca. Widzimy na nich te same rodzajowe scenki:: portret Petera Konfederata, grupę umundurowanych marynarzy na molo, powitanie Nowego Roku na Skwerze Kuracyjnym. Od strony 137 młody Kosycarz przechodzi na kolor i prócz fotografii, nazwijmy to – historycznych, więcej jest inscenizacji, zdjęć typu artystycznego, jak choćby niezwykłe ujęcie sztucznego lodowiska na Skwerze Kuracyjnym, czy „Gorące Party” w klubie Sfinks. Jednak, kontynuując tradycję ojca Maciej Kosycarz nie zapomina o swej najważniejszej roli – wizualnego kronikarza kurortu. Dzięki temu możemy zobaczyć jak były premier Krzysztof Bielecki, kopie piłkę podczas towarzyskiego meczu, a aktualny premier, Donald Tusk, rozmawia na molo z premierem Rosji Władimirem Putinem.

Wiele zdjęć młodego Kosycarza jest świeżej daty, niektóre pochodzą nawet z 2009 roku. I zapewne, za lat kilkadziesiąt, czytelnik, biorąc ten album do ręki, uzna zamieszczone w nim fotografie syna za równie niezwykłe i odświeżające historię miasta, jak zdjęcia ojca z lat pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych XX wieku.

                                                               Stanisław Załuski

„Fot. Kosycarz – „Niezwykłe zwykłe zdjęcia Sopotu”, Wyd.: Kosycarz Foto Press KFP, Gdańsk 2010, s. 160.