O rewolucji     

0
93

O rewolucji. 

Pod koniec pierwszej połowy XX wieku nasz kraj, nasze społeczeństwo, dotknęły dwa kataklizmy: wojna i rewolucja. Ten pierwszy jest oczywisty. Łączymy go z najazdem dwóch totalitarnych mocarstw: nazistowskich Niemiec i sowieckiej, komunistycznej, Rosji i ponad pięcioletnią okupacją. Za datę zakończenia II wojny światowej uważamy dzień kapitulacji Niemiec, zdobycia Berlina – 8 maja 1945 roku.

Tu jednak zaczyna się problem. Jak bowiem określić powojenną sytuację w Polsce? Kolejną okupacją? Taka narracja dziś dominuje w naszej historiografii. Pojawiają się w tej narracji kolejni bohaterowie – żołnierze wyklęci. Narracja taka nie jest pozbawiona racji, wojska sowieckiej Rosji stacjonowały na obszarze naszego kraju aż do lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Ich liczba była niemała, o ile pamiętam w latach 90-tych w Polsce stacjonowało około 65 tys. żołnierzy w rosyjskich mundurach. Tezę mówiącą o okupacji uzasadnia również nasza prawie czterdziestoletnia od ZSRR zależność gospodarcza, w pierwszych latach po wojnie wręcz gospodarcza grabież.

Myślę jednak, że aby w pełni zrozumieć to, co wydarzyło się w naszym kraju po 1944/1945 roku, powinniśmy posłużyć się również pojęciem rewolucji. Wprawdzie przywiezionej na rosyjskich czołgach, zwycięskiej dzięki wsparciu tzw. Czerwonej Armii, ale jednak rewolucji.

Definicja rewolucji w sensie politycznym sprowadza się do dwóch podstawowych elementów: gwałtownego, siłowego przejęcia władzy oraz wymiany elit[1]. Rewolucja komunistyczna wiązała się również z podważeniem idei własności. Co skutkowało często wręcz tej własności grabieżą.

Powojenna Polska została dotknięta rewolucją, siłą odsunięto od władzy legalny, konstytucyjny, rząd, w oparciu o siłę umocowano nową władzę, siłą narzucono naszemu społeczeństwu nowe podstawy ustrojowe. Również w oparciu o siłę pozbawiono majątku wielu wcześniejszych jego posiadaczy. Tzw. reforma rolna, nacjonalizacja przemysłu, były po prostu brutalnym wywłaszczeniem. Tym różniły się od takich reform w połowie XIX wieku, czy w dwudziestoleciu międzywojennym, że pozbawionym majątku nie wypłacano żadnego odszkodowania, nie dawano im żadnych szans na podjęcie choćby próby przeorganizowania swojej gospodarki. Odszkodowania z czasem wypłacono właścicielom zagranicznym lub tym, którzy mieli obce obywatelstwo. W większości państw Świata własność uważano bowiem za „święte prawo”. W większości państw…

Rewolucja zakończyła się zwycięstwem komunistów, którzy tak, jak inni rewolucjoniści w Rosji, ale i wszędzie, w każdej rewolucji, w realizacji swych celów nie wahali się przed użyciem wszelkich, zbrodniczych nawet, metod. Szczęśliwi ci, którzy jak w rewolucyjnej Francji w XVIII wieku mogli znaleźć się na emigracji. Wielu pozostało tam w wyniku wojennych losów. Utracili oni możliwość dysponowania resztkami swego majątku, wykorzystania zdobytego kiedyś w kraju wykształcenia, swoich kwalifikacji tak dla odbudowania swej pozycji, ale też i pracy dla dobra pozostałej części społeczeństwa. Ci, którzy pozostali w kraju nie dość, że zostali ograbieni, to jeszcze nowe „elity”, nowi władcy, uniemożliwiali im wszelkimi sposobami dostęp do stanowisk, mało tego nawet drogę do kariery ich dzieci. Pozostała część społeczeństwa również nie była w lepszej sytuacji. Ich również wychowywano w poczuciu tzw. własności wspólnej. Mieli pracować za „miskę zupy”, w nagrodę po latach „spółdzielcze” mieszkanie oraz czasami talon na samochód. Doszło wręcz do tego, że wielu przestało nawet rozumieć sens pojęcia własności hipotecznej.

Próba zbudowania społeczeństwa pozbawionego idei własności musiała w sposób oczywisty zakończyć się klęską. Każdy człowiek potrzebuje jakiejś motywacji do działania. Potrzeba posiadania jest naszą potrzebą niejako naturalną. Tak zwane państwa komunistyczne musiały zbankrutować. Tak jak kiedyś zbankrutowała monarchia francuska w przededniu rewolucji 1789 roku.

Jak jednak powrócić do normalności? Drogą kolejnej rewolucji? Przecież ona również przyniosłaby nieuchronną dyktaturę. Na szczęście takiej udało się uniknąć. Może z tego powodu, że „nowe, komunistyczne elity” były zbyt silne, może dlatego, że większość społeczeństwa zachowała jednak instynkt samozachowawczy. Innych „elit” w naszym państwie po czterdziestu latach już prawie nie było. Z drugiej strony, po ponad czterdziestu latach komunistycznych rządów, w chwili podjęcia wysiłku powrotu do normalności, społeczeństwo nasze znalazło się w niezwykle trudnej sytuacji. Ogromna większość z nas nie była w stanie wcześniej zgromadzić jakiegokolwiek majątku. Bardziej przedsiębiorczy rzucili się na zdobywanie pierwszych środków w tzw. handlu z leżanek (już wcześniej uprawiali turystykę handlową do NRD, Na Węgry, do Turcji, republik ZSRR). Niektórym, tym bliżej kręgów władzy udało się uwłaszczyć na części majątku wcześniej wspólnego.

Nie ma sensu dokonywać dziś ocen przemian lat dziewięćdziesiątych. Innej drogi nie było. Ważne, że ponownie wróciliśmy do szanującej własność światowej wspólnoty. Przyszedł wreszcie czas, że o pozycji społecznej  decydować będą nasze osobiste talenty, przedsiębiorczość, a nawet „szczęście”. Wielu zbyt łatwo (drogą „układów) wzbogaconych i tak utraciło te majątki. To naturalne, Jedni się bogacą, inni bankrutują, jeszcze inni wybierają inny model życia. Odzyskaliśmy prawo wyboru… Popełniamy błędy, dokonujemy wyborów właściwych lub nie, ale zawsze są to nasze wybory.

Pojawiają się wprawdzie jeszcze i tacy, którzy nie wyzwolili się od wpływów wcześniejszego systemu, którzy chcą regulować wszystko tzw. prawem… Są tacy i z prawej i z lewej strony… Większość z nas, jednak, chce żyć normalnie, w wolnym świecie. W takim o jaki wystąpiliśmy masowo w 1980 roku.

Czasem i dziś słyszę, że ktoś chce znów przeprowadzić jakąś „rewolucję”. Podobno „historia jest nauczycielką życia”. Nie każdy jednak potrafi się uczyć, a może niektórzy nauczyli się tylko tego, że sięgając po zbrodnicze narzędzia można się jednak wzbogacić? Ich pazerność, egoizm, tłumi w nich, tak jak u poprzednich rewolucjonistów, uczucia wyższe.

Śledźmy losy poprzednich rewolucji, by uchronić się przed przyszłymi. Brońmy się przed kolejną rewolucją… obnażajmy jej istotę i wskażmy tzw. „rewolucjonistom” ich miejsce… poza społeczeństwem, któremu chcą zaszkodzić.

Tekst ten napisałem w związku z wydaniem przez Wydawnictwo e-bookowo.pl mojej książki o rewolucji francuskiej 1789-1795 roku pt. „Danton i Robespierre”.

Piotr Kotlarz

[1] Dziś w Wikipedii i innych encyklopediach spotykam wiele bardzo rozbudowanych definicji rewolucji. W mojej ocenie, służą one jednak zaciemnianiu, a nie wyjaśnieniu jej istoty. Nie zamierzam dyskutować o samym terminie. Podałem definicję i dyskutujmy o rewolucji, która ma tak określony desygnat.

Obraz Benjamin Balazs z Pixabay

https://www.e-bookowo.pl/sekrety-historii/danton-robespierre-rozwazania-o-rewolucji-francuskiej-1789-1795.html