Epidemie w Starożytnym Rzymie

0
54

Historia Rzymu od czasu powstania jego państwowości (753 r. p.n.e.) do upadku Cesarstwa Zachodniego (476 r.)  liczy 1229 lat. Oczywiście podane daty są w jakiejś mierze umowne (pierwsza legendarna), w podanym okresie uległy też znacznym zmianom granice tego państwa (od niewielkiego miasta-królestwa do obejmującego cały basen Morza Śródziemnego cesarstwa), zmieniał się jego ustrój, niemniej jednak możemy mówić o pewnej ciągłości politycznej, o pewnej ciągłości idei.

Wielu współczesnym czas ten kojarzy się z okresem wielkości, prawie powszechnie sądzimy, że były to wspaniałe czasy imperium. Pamięć o tych zamierzchłych czasach zlewa się w naszej świadomości, jeśli nawet powracają w niej jakieś obrazy doraźnych (w naszej ocenie) klęsk, jeśli słyszymy o jakichś zbrodniach (choćby wymordowanie obrońców Alezji – Alesi), to wiedza ta ulega wyparciu. Nawet Koloseum (Colosseum), które powinno być uznawane za miejsce tak straszne jak Oświęcim, odbieramy jako przykład rozwoju cywilizacji.

W mojej ocenie czas budowy imperium rzymskiego był z punktu rozwoju cywilizacji czasem straconym. Idea wojny, podboju i idące za nią zniszczenia, odrzucenie wartości, które dziś uznajemy za wręcz podstawowe, niosły za sobą powstrzymanie rozwoju nauki, regres kultury. Oczywiście były to czasy strachu, rozpaczy, upokorzeń… Ukazanie tego zagadnienia wymaga wielkiej pracy, ogromnej monografii. Taką spróbuję opublikować w przyszłym roku. Teraz, pracując nad niewielką popularnonaukową książką „Człowiek wobec zarazy” postanowiłem się przyjrzeć temu, co w ciągu tak długiego czasu istnienia państwowości Rzymu, jego mieszkańcy zrobili, by stawić czoło choćby tej pladze.

Czasy królestwa Rzymu znane są nam prawie nieznane. Zachowana do tego okresu wiedza jest wręcz szczątkowa. Historycy opierają się tu głównie na późniejszych przekazach, często tylko legendarnych, w nielicznych przypadkach w sukurs przychodzi im archeologia (i inne nauki, choćby genetyka), ale odnośnie do zagadnienia chorób panujących w tym okresie nie wiemy praktycznie nic. Pierwsze wiadomości i to najczęściej szczątkowe, niepełne, dotyczą już czasów republiki.

Od Tytusa Liwiusza dowiadujemy się, że w czasach Republiki Rzym nękany był przez zarazy dziewięciokrotnie. Według „Dziejów Rzymu” tego autora epidemie pojawiały się w Rzymie średnio co 8 lat (między 490-292 p.n.e.), a później co 4, 8 lat. (pomiędzy 212 a 165 p.n.e.). Wyliczanie średniej, to oczywiście tylko skłonność naszego umysłu do porządkowania, wszędzie próbujemy doszukiwać się i doszukujemy jakichś cykli, w tym wypadku błędnie i niepotrzebnie. Wzmianki o zarazach występujące w nielicznych dziełach wskazują, że dotykały one populację państwa rzymskiego w latach 463 p.n.e., 453 p.n.e., 426 p.n.e., 422 p.n.e., 413 p.n.e., 401 p.n.e., 390 p.n.e., 293 p.n.e., 212 p.n.e., 174 p.n.e. W późniejszych latach epidemie były rzadsze, co nie znaczy że było ich mniej, lecz po prostu nie wzmiankują o tym źródła. O nowych chorobach na masową skalę wspomina też Pliniusz Starszy. W opisach zwracano uwagę na stłoczenie ludzi, częste wzajemne oraz bliskie kontakty, które przyczyniały się do rozszerzania choroby. Z powyższej wiedzy nie wyciągano jednak wniosków. Oczywiście nie znano przyczyn tych chorób, ani też w tym czasie nie potrafiono w żaden sposób ich leczyć.

O jednej z zaraz dotykających społeczeństwa basenu Morza Śródziemnego w tym okresie, która w znacznym stopniu wpłynęła na bieg historii,  dowiadujemy się śledząc losy tzw. II wojny punickiej.

Doszło wówczas do oblężenia Syrakuz przez legiony rzymskie. Oblężenie to trwało od roku 214 do 211 p.n.e. zakończyło się zdobyciem miasta i rzezią jego mieszkańców. W roku 214 p.n.e., po śmierci wieloletniego władcy Syrakuz Hierona II, który pod koniec I wojny punickiej (248 p.n.e.) zawarł z Rzymem układ pokojowy (foedus), w mieście wzięło górę stronnictwo prokartagińskie, którego celem było wyparcie Rzymian z Sycylii. Rzym wysłał przeciwko Syrakuzom flotę i 4 legiony pod wodzą Marka Klaudiusza Marcellusa, którego wspomagał prokonsul Appiusz Klaudiusz. Syrakuzy posiadały mocne mury miejskie oparte o wzgórza i skalisty brzeg, co czyniło miasto trudnym do zdobycia. Dodatkowym atutem obrońców była obecność w mieście powszechnie znanego naukowca i wynalazcy Archimedesa, który jak wiemy czynnie włączył się do obrony swoimi wynalazkami. Po wzniesieniu obozu, Rzymianie przystąpili do wstępnych rokowań, a gdy te nic nie dały, do działań zbrojnych. Szturm rozpoczęła piechota, która próbowała rozbijać mury taranami. Równocześnie od morza rozpoczął się atak okrętów rzymskich, na których ustawiono machiny oblężnicze sambuca. Były to szerokie pomosty, po których żołnierze próbowali wdzierać się na mury. Obrona Syrakuzan była jednak skuteczna, Archimedes opracował rozstawienie balist i katapult, które skutecznie raziły Rzymian kamieniami i innymi pociskami. Rzymskich żołnierzy ostrzeliwali także łucznicy zza wykonanych w murze otworów. Podobnie niepowodzeniem zakończyły się zarówno ataki od strony lądu, jak i od morza. Ostrzeliwani i obrzucani pociskami z murów Rzymianie ponosili znaczne straty.

Po tych porażkach Marcellus rozpoczął blokadę miasta, odsyłając część sił przeciwko innym miastom greckim sprzymierzonym z Syrakuzami. Tymczasem Kartagińczycy wysłali na Sycylię wojska w sile 25 000 piechoty, 3 000 jazdy i 12 słoni pod wodzą Himilkona. Pomimo usilnych prób Himilkonowi nie udało się jednak przerwać blokady rzymskiej wokół Syrakuz, wobec czego rozłożył się on obozem poza miastem na, jak się okazało, źle wybranym bagnistym obszarze. Był to poważn błąd: w obozie kartagińskim wybuchła zaraza, która pochłonęła niemal całą armię Himilkona. W tej sytuacji, w roku 211 p.n.e., pozbawione nadziei na kartagińską odsiecz, Syrakuzy poddały się Rzymianom.

Przyczyną upadku Syrakuz była ponoć zdrada niektórych członków arystokracji, którzy wpuścili Rzymian do miasta. Syrakuzy zostały doszczętnie złupione, a mieszkańcy którzy nie padli ofiarą rzezi, zostali przez Rzymian sprzedani w niewolę. Śmierć poniósł też (mimo że Marcellus kazał go oszczędzić) Archimedes. Walki na Sycylii trwały do roku 210 p.n.e., kiedy to wyspa dostała się całkowicie pod panowanie Rzymu, stając się jego pierwszą zamorską prowincją.

Warto tu wspomnieć, że pod koniec istnienia republiki Rzymianie uzyskali już pewną świadomość chorób, że zaczynała się już wówczas rozwijać medycyna.

Żyjący w latach 116-27 p.n.e. pisarz rzymski Varo, w czasach gdy liczni Rzymianie walczyli w Egipcie, a następnie chorzy wracali do domów i informowali o przebytej chorobie dociekliwego pisarza, jako pierwszy zapisał: Błędną jest wiara w to, że malaria spowodowana jest oparami bagiennymi. Chorobę tę raczej powodują małe zwierzątka (bestiolae), przenosząc chorobotwórcze zarazki, podobnie jak w przypadku innych chorób. Wiedza dociekliwego pisarza nie spotkało się jednak z zainteresowaniem, tak ówcześni, jak i kolejne pokolenia przez wiele stuleci nie dostrzegały jeszcze takiej potrzeby.

Pod koniec republiki Kornelius Celsus (ur. 53 p.n.e., zm. ok. 7 n.e.) opisał precyzyjnie w swoich dziełach medycznych przebieg wielu odmian malarii. Jego dzieło De medicina libri VIII (O medycynie ksiąg VIII) jest jedynym zachowanym tomem o wiele większej encyklopedii zatytułowanej Artes (Sztuka). Pozostałe zaginione tomy dotyczyły rolnictwaretoryki i sztuki wojennej. I ta wiedza została na długo zapomniana. Dzieło De medicina zostało odnalezione przez papieża Mikołaja V i opublikowane we Florencji dopiero w 1478

W „Prooemium” lub wprowadzeniu do De Medicina znajduje się wczesna dyskusja na temat znaczenia teorii dla praktyki medycznej oraz zalet i wad zarówno doświadczeń na zwierzętach, jak i na ludziach. Celsus omawia na przykład przypadek Herophilosa i Erasistratosa, który, jak twierdzi, uprawiał wiwisekcję. W leczeniu chorób główną metodą Celusa była obserwacja i czuwanie nad działaniami Natury oraz raczej regulowanie, a nie przeciwstawianie się im. Czasami jednak odważnie zalecał użycie skalpela, wprowadzał zasady upuszczania krwi i środków przeczyszczających. Wiele opisanych przez niego zasad stosowano jeszcze w początkach XIX wieku. W jego pracach znajdują się szczegółowe opisy objawów i różne odmiany malarii.  Podaje bardzo szczegółowe informacje na temat przygotowywania wielu starożytnych środków leczniczych, w tym opioidów. Ponadto opisuje wiele rzymskich zabiegów chirurgicznych z I wieku, obejmujących usunięcie zaćmy , leczenie kamieni pęcherza moczowego i założenie złamań. Wspominam tu o tym rzymskim uczonym, encyklopedyście, dlatego, by zastanowić się nad kolejnymi okresami regresu w medycynie. Przecież kontynuacja badań Celsusa mogła zaowocować – mimo jego błędów – rozwojem nauki i przyczynić się do przeciwdziałania (również zapobiegania) wielu chorobom. Niestety na czas systematycznych badań, nawet tylko na zrozumienie konieczności ich kontynuowania ludzkość będzie musiała czekać jeszcze bardzo długo.

Podobnie nie wprowadzono w życie pomysłów Marcusa Vitruviusa Pollio (rzymski architekt żyjący w I w. p.n.e.). Proponował on m.in. zakładanie miast, planowanie ulic, posadowienie budynków użyteczności publicznej w sposób, który nawet dzisiaj może wpisać się w program „zdrowego miasta” Światowej Organizacji Zdrowia. Chodzi o zabezpieczanie ludności przed skutkami mieszkania na terenach bagnistych oraz o ochronę przed skutkami wiatrów podczas różnych pór roku (oczywiście, wbrew wiedzy tego autora, wiatry nie miały żadnego związku z epidemiami). Zdaniem Witruwiusza, (gruźlica), „kaszel i plucie krwią”  było pospolite w regionach  gdzie „wiatr wiał z północy”. Pomysły takie zgłaszali już wcześniej Hipokrates i Arystoteles, którzy wskazywali  na zgubny dla zdrowia ludzi wpływ wiatru, chorób wynikających ze zmiennych pór roku. Zgubne było również życie obok mokradeł czy wręcz na nich.  Oczywiście teoria mówiąca o wpływie „wiatrów” była całkowicie błędna i  została odrzucona. Vitruviusa znany jest również jako konstruktor machin wojennych, za czasów panowania Juliusza Cezara i Oktawiana Augusta, te jego osiągniecia uznano za ważniejsze. 

W czasach cesarza Augusta (na przełomie I wieku p.n.e. oraz I wieku n.e.) pojawiły się co prawda głosy, że należy dbać o zdrowy tryb życia, przebywać na świeżym powietrzu, prowadzić bardziej aktywny fizycznie tryb życia, jednak nie spotykało się to z dużym zainteresowaniem Rzymian. Wbrew powszechnemu przekonaniu rzymskie termy nie były budowane dla utrzymania higieny, ale służyły do celów towarzyskich.

Opisy kolejnych zaraz odnoszą się już do  Rzymu cesarskiego.  Swetoniusz pisze o zarazie, która miała miejsce po wybuchu Wezuwiusza (79 r.), przy okazji wysławiając zalety cesarza Tytusa, który w tym trudnym czasie okazał wielką troskę i „ojcowską pieczołowitość” wobec swoich poddanych. Autor ten wspomina, że cesarz Tytus Flawiusz (ur. 30 grudnia 39 n.e., zm. 13 września 81 n.e.) hucznym otwarciem Koloseum odpowiedział na nastroje społeczne: feta miała uradować Rzymian udręczonych epidemią. Co to była za choroba? Jak wielkie żniwo zebrała? Nie wiemy. Czym było i czym stało się Koloseum niestety musimy wiedzieć.

Okres cesarstwa to czas nieustannych wojen, podbojów. „W ogniu walki milczą muzy”, nie rozwija się też nauka, medycyna. W drugiej połowie II wieku w Imperium Rzymskim wybuchła epidemia, która poza wieloma tysiącami istnień zabrała ze sobą również dwóch cesarzy – Lucjusza Werusa i Marka Aureliusza.

Zaraza Antoninów

Zaraza Antoninów (pestis Antonini), nazywana także zarazą Galena, była pandemią przyniesiona do Imperium Rzymskiego przez wracających rzymskich żołnierzy z kampanii na Bliskim Wschodzie.

Współcześni badacze dysponują dość dużą ilością danych historycznych związanych z tym zagadnieniem, są one jednak dość fragmentaryczne. Najważniejszym źródłem są zapiski greckiego lekarza i pisarza, Galena – przybocznego lekarza Lucjusza Werusa i Marka Aureliusza –, który był naocznym świadkiem rozprzestrzeniania się zarazy. Wiele informacji o tej epidemii dostarczają także dzieła późniejszych pisarzy, m.in. Kasjusz Diona, Ammianusa Marcellinusa, Eutopiusza, Orozjusza. Ogólny pogląd na zmiany społeczno-ekonomiczne tej epoki dają nam też powstałe w II wieku inskrypcje czy monety z okresu II wieku n.e.

W latach 165-180 n.e. imperium rzymskie pod rządami Marka Aureliusza i Lucjusza Werusa szykowało się na podbój ziem leżących na wschód oraz północ do regionów zamieszkałych przez plemiona galijskie i germańskie. W tym czasie rosła siła germańskich ludów Markomanów i Kwadów, które zajmowały tereny dzisiejszych Czech i Moraw. Z drugiej strony Rzymianie dążyli do  utworzenie na ich ziemiach nowej prowincji – Markomanii, do przesunięcia granicy imperium daleko na północ, aż do podnóża Sudetów i Karpat. Plany te przekreśliła  przywleczona ze wschodu zaraza.

Do odzyskania rzymskiej kontroli nad terenami Armenii, w region  w 162 roku zostały wysłane legiony rzymskie pod wodzą Lucjusza Werusa, który od 161 roku współrządził imperium jako Imperator Caesar Lucius Aurelius Verus Augustus; razem z Aureliuszem.

Po czterech latach walk, udało mu się zmusić Partów do ustępstwa i ponownie narzucić Armenii zwierzchnictwo Rzymu. Jego legiony znalazły się później na terenach Mezopotamii, na których panowała zaraza. Rzymskie źródła podają, że epidemia po raz pierwszy pojawiła się w czasie rzymskiego oblężenia Seleucji nad Tygrysem zimą 165-166 roku. Żołnierze zaczęli chorować i armia wycofywała się, przenosząc w głąb Imperium chorobę. Już w 165 roku zaczęli umierać na nią pierwsi mieszkańcy Smyrny, a rok później plaga wkroczyła do Rzymu.

Choroba szybko przemieszczała się na kolejne tereny, dziesiątkując ludność od Persji po Ren, i jeszcze dalej. Ammianus Marcellinus twierdzi, że plaga rozniosła się bardzo szybko po całym Imperium sięgając Galii i legionów nad Renem, w 167 roku n.e. zaraza była już w Dacji czy Egipcie.

Najwybitniejszy lekarz epoki, słynny Galen określał ją po prostu jako „wielką zarazę”, późniejsi lekarze sądzili, że mogła to być ospa lub odra, pojawiały się też hipotezy, dżumy i tyfusu. Zaraza ta grasowała na terenie imperium przez co najmniej kilkadziesiąt lat. Historyk Kasjusz Dion odnotował, że (w drugiej jej fali) tylko w samym Rzymie umierało dziennie około 2 tysiące osób. W sumie liczbę ofiar szacuje się na 5 mln, czyli ok. 5 – 7 % mieszkańców imperium. Zmarli na tę chorobę m.in. dwaj cesarze: wspomniany  Lucjusz Werus (w 169 r.) i Marek Aureliusz (w 180 r.).

Jak zwykle w owych czasach w pierwszej kolejności szukano „winnych” tej klęski. Podawano np., że przyczyną zarazy była niesubordynacja i chciwość jednego z żołnierzy, który wszedł do świątyni Apollona i przekłuł mieczem złotą szkatułę, licząc na szybkie bogactwo. Ale zamiast złotych kosztowności ze szkatuły zaczął się wydobywać duszący pył, który błyskawicznie ogarnął ciało złodzieja. Kiedy ten dotarł do obozu, już prawie wszyscy leżeli, ogarnięci gorączką i pokryci krostami oraz ropiejącymi wrzodami. Wielu skręcało się z powodu czarnej, cuchnącej biegunki.

Spowodowane zarazą niepowodzenia na Wschodzie pogłębiły wydarzenia w Europie. W 161 roku n. e. hordy Germanów przerwały północno-wschodnią granicę Italii, a wzniecony przez nich strach i zamęt przez osiem lat uniemożliwiały odwet, tym bardziej, że choroba wciąż dotykała Rzymian. W 169 roku do walki z najeźdźcami rzucono wszystkie siły Rzymu. Germanie zostali wyparci z granic cesarstwa.

Wielu historyków przypuszcza, że ówczesna pandemia miała wpływ i na tę wojnę. Na polu walki natrafiano bowiem na zwłoki wojowników germańskich, na których ciałach nie odnajdywano śladów ran. Zaraza szalała aż do roku 180, by na jakiś czas przycichnąć i powrócić w 189 roku. Druga jej fala objęła jednak mniejszy obszar, choć zaatakowała sam Rzym. Być może do jej mniejszego tym razem zasięgu przyczyniła się mniejsza w owym czasie ruchliwość wojsk. Marek Aureliusz i następni po nim cesarze, którzy planowali kolejne wyprawy, musieli z nich zrezygnować, gdyż zabrakło im żołnierzy. Przypuszczalnie to oni byli wcześniej głównymi roznosicielami tej zarazy.

Ówcześni mieszkańcy Imperium nie potrafili przeciwdziałać epidemii. Nie wiedzieli nic o jej istocie. Panika i przerażenie powodowały, że wiele osób szukało ratunku w magii. Wielu w zarazie widziało karę boską. Składano ofiary i szukano winnych. Kozłem ofiarnym zostali chrześcijanie, postrzegani jako sekta, nieuznająca bóstw rzymskich i boskości samego cesarza. Doszło do wielkich prześladowań: to wtedy zginęli między innymi tzw. męczennicy z Lyonu i Justyn.

Medycy starożytności nie definiowali nowych chorób, a raczej określali je terminami: choroba, plaga, zaraza lub trująca choroba (pestis, pestilentia lub lues). Nie wiedzieli też niczego o sposobach jej przenoszenia – stąd na przykład nie ograniczano ruchów wojsk (nie mówiąc o wprowadzaniu kwarantanny). Działania władz skierowane były tylko na zapobieganie doraźnym, pośrednim skutkom epidemii. Wydawano np. edykty, które miały powstrzymać grabież lub przywłaszczanie grobów, ustalające kary za te przestępstwa. Nie próbowano jednak szukać przyczyn tych chorób i sposobów im przeciwdziałania.

Wspomniany wyżej, a żyjący w czasie tej epidemii Galen w 166 roku n.e., kiedy Rzym został ogarnięty epidemią, opuścił stolicę i udał się do Azji Mniejszej. Fakt ten był negatywnie oceniany przez współczesnych badaczy, którzy zarzucali mu tchórzostwo. Do Rzymu powrócił w 168 roku n.e. – na wezwanie współrządców Werusa i Aureliusza. Później wspominał: Kiedy dotarłem do Akwilei, plaga rozprzestrzeniała się jak nigdy wcześniej; cesarze natychmiast popędzili do Rzymu z kilkoma żołnierzami, podczas gdy większość z nas przez długi czas walczyła o to, by pozostać przy życiu, i ogromna liczba zmarła – nie tylko z powodu zarazy, ale także ponieważ to wszystko działo się w środku zimy.

Jego obecność w momencie wybuchu „wielkiej zarazy” (jak ją określił) wśród żołnierzy stacjonujących w Akwilei zimą 168/9 roku dała mu możliwość szczegółowego poznania, a później opisania wszelkich oznak epidemii w swoim traktacie Methodus Medendi oraz innych pobocznych pismach. Przedstawił plagę jako „wielką” i długotrwałą. Jako objawy podawał gorączkę, biegunkę, zapalanie gardła, pojawianie się suchej skóry oraz niekiedy występowanie krost, w dziewiątym dniu choroby. Warto tu wspomnieć, że Gallen (II w. po Chr.) podaje również opis innej choroby zakaźnej nękającej Rzymian – gruźlicy pisząc, że jest to „owrzodzenie płuc, klatki piersiowej lub gardła, któremu towarzyszy kaszel oraz wyniszczenie organizmu z powodu ropienia”.

Powyżej przedstawiałem szacunki mówiące o tym, że całkowita liczba ofiar tej pandemii mogła liczyć do 5 milionów osób, co oznacza że w niektórych regionach zginęła niekiedy nawet jedna trzecia populacji.  Szacunki te są jednak dyskusyjne. Pojawiają się takie, które mówią o tym, że w wyniku zarazy zmarło od 14 do 20% procent populacji Imperium Rzymskiego, a nawet takie, według których śmiertelność wynosiła „tylko” 5-7%. mieszkańców imperium). Późnorzymski historyk – Eutropiusz zapisał tylko, że w całym Imperium, w wyniku zarazy, zginęła ogromna ilość ludzi.

Straty spowodowane tą pandemią były nie do odbudowania przez kolejne stulecie, co pośrednio wprowadzić miało Rzym w tzw. „wielki kryzys III wieku”. Ten rzeczywiście był widoczny. W wyludnionych wsiach brakowało rąk do pracy, wiele pól pozostawało odłogiem, przez co pojawiały się okresy głodu. Ten powiększał zwłaszcza brak dostaw zboża z również dotkniętej skutkami zarazy ówczesnej rzymskiej prowincji – Egiptu. W latach 168/9 n.e. odnotowano wyjątkowe zmniejszenie w przypływie podatków w Egipcie, a w samym roku 168 n.e. bardzo opornie szła rekrutacja do wojska w tej prowincji. Zapanował chaos tak w gospodarce, jak i w życiu politycznym. Osłabienie armii skutkowało niemożnością ścisłej kontroli granic, które coraz częściej przekraczały ludy sąsiadujące z Imperium.

Zaraza Cypriana

Do kolejnej epidemii/ pandemii doszło na obszarze Imperium Rzymu w połowie kolejnego wieku, w latach 251-256 (niektórzy badacze podają jako jej datę końcową rok 266, a nawet rok 270, kiedy to w związku z nią zmarł cesarz Klaudiusz Got; pojawiają się też daty obejmujące lata 249-268 ).

Jej nazwa wywodzi się od biskupa Kartaginy Cypriana (Thascius Caecilius Cyprianus), zaliczonego przez Kościół do grona męczenników. Jest autorem traktatu O śmiertelności (łac. De mortalitate), który odcisnął silne piętno w teologii chrześcijańskiej – był pierwszym traktatem chrześcijańskim mówiącym o teologii śmierci. W fundamentach chrześcijaństwa lokował akceptację cierpienia i umierania oraz udział wyznawców w chwale Boga po śmierci. Dzieło Cypriana De mortalitate bywa wykorzystywane przez epidemiologów do analizy przebiegu i skutków przyszłych epidemii.

Biograf Cypriana, Poncjusz z Kartaginy, tak pisał o pladze w Kartaginie: Potem wybuchła straszliwa zaraza i nadmierne zniszczenie nienawistnej choroby nawiedziło każdy dom po kolei drżącego ludu, niosąc z dnia na dzień gwałtownym atakiem niezliczone rzesze ludzi, każdy z własnego domu. Wszyscy drżeli, uciekali, unikali zarazy, bezbożnie demaskowali własnych przyjaciół, tak jakby wykluczając osobę, która na pewno umrze na zarazę, można było wykluczyć również samą śmierć. Tymczasem nad całym miastem leżały już nie ciała, ale trupy wielu, i rozmyślając nad losem, który z kolei miał być ich, domagał się litości przechodniów dla siebie. Nikt nie zwracał uwagi na nic poza jego okrutnymi zdobyczami. Nikt nie zadrżał na wspomnienie podobnego wydarzenia. Nikt nie zrobił drugiemu tego, czego on sam chciał doświadczyć. W Kartaginie, „ prześladowanie Decian ”, rozpętane na początku zarazy, być może nieumyślnie doprowadziło do kryminalizacji odmowy złożenia przysięgi przez chrześcijan.

Pod względem epidemiologicznym choroba charakteryzowała się wysoką zaraźliwością. Patogen rozprzestrzeniał się przez bezpośredni kontakt z zarażonym, ale także za pośrednictwem odzieży pacjenta. Obraz kliniczny obejmował podwyższoną gorączkę, stany zapalne gardła, biegunkę, wymioty, wzmożone pragnienie, paraliż nóg, a w stanach terminalnych także gangrenę. Żadna z relacji nie wspominała o zmianach skórnych. Umieralność była wysoka. W samej Aleksandrii umrzeć miało około 67% populacji.

Wielka śmiertelność wśród europejskiej populacji wspomnianych dwóch plag może wskazywać, że ludzie nie mieli wcześniejszego kontaktu z tymi chorobami, które mogłyby spowodować zaistnienie w ich populacji tzw, odporności stadnej.  Historyk William Hardy McNeill twierdzi, że zarówno wcześniejsza zaraza antoninów (166–180), jak i plaga Cypriana (251–270) były pierwszymi chorobami przenoszonymi z żywicieli zwierzęcych na ludzkość dwóch różnych chorób, jednej ospy i jednej odry, ale niekoniecznie w tej kolejności. D. Ch. Stathakopoulos twierdzi, że oba ogniska dotyczyły ospy. Według historyka Kyle’a Harpera, objawy przypisywane przez starożytne źródła Pladze Cypriana lepiej pasują do choroby wirusowej wywołującej gorączkę krwotoczną, takiej jak ebola, niż ospa.

Niestety, nie znamy szczegółów przebiegu tej choroby. Znaczenie tej plagi i skalę ilości ofiar podkreślił dyrektor Włoskiej Misji Archeologicznej Francesco Tiradritti. W ostatnim wydaniu czasopisma „Egyptian Archeology” stwierdził on bowiem, iż według niektórych źródeł, w samym tylko Rzymie choroba ta miała zabijać w szczycie przeszło 5000 ludzi dziennie. Wśród nich miał być cesarz Hostylian – syna cesarza Decjusza. Epidemia miała spowodować znaczne zniszczenia w gospodarce i osłabienie armii rzymskiej. Miała wywołać również wzrost religijności. Wiodąca hipoteza mówi o tym, że mogła to być ospaodra, nie wyklucza się także grypy lub innych chorób. Część współczesnych komentatorów określa panującą wówczas chorobę jako dżumę, ale nie wskazuje podstaw historycznych do takiego twierdzenia. Za jedną z bardziej prawdopodobnych z  podawanych przyczyną zarazy jest wirus Eboli.

Tak opisywał tę zarazę w eseju De mortalitate („O dżumie”) Cyprian: Ta próba, że ​​teraz jelita, rozluźnione w ciągłym przepływie, rozładowują siłę ciała; że ogień powstały w szpiku kostnym przeradza się w rany cieśni gardzieli; że jelita są wstrząśnięte z ciągłymi wymiotami; że oczy płoną od wstrzykniętej krwi; że w niektórych przypadkach stopy lub niektóre części kończyn są usuwane z powodu zakażenia chorobą zgnilizny; że ze słabości wynikającej z okaleczenia i utraty ciała, albo chód jest osłabiony, albo słuch jest utrudniony, albo wzrok zaćmiony – jest pożyteczny jako dowód wiary. Jakże wspaniałością ducha jest walka ze wszystkimi mocami niezachwianego umysłu przeciwko tak wielu atakom zniszczenia i śmierci! cóż za wzniosłość stanąć wyprostowany pośród spustoszenia rodzaju ludzkiego, a nie pokłonić się tym, którzy nie mają nadziei w Bogu ; ale raczej radować się i skorzystać z okazji; aby w ten sposób odważnie okazywać naszą wiarę i przez cierpienie, idąc naprzód do Chrystusa wąską drogą, którą przeszedł Chrystus, możemy otrzymać nagrodę za Jego życie i wiarę zgodnie z Jego własnym osądem! 

Teksty źródłowe z tego okresu wspominają o współistniejących ze wspomnianymi pandemiami wojnach i głodzie jako przyczynach wszelkich chorób. Euzebiusz z Cezarei (biskup w Cezarei, ur. 264 – zm. ok. 340) w „Historii kościelnej” zwrócił uwagę na fakt, że za ciągle nawiedzające ludzkość zarazy są odpowiedzialne sterty trupów w rzekach. Zdaniem tego pisarza, teologa i historyka chrześcijańskiego w wyniku zarazy umierało tysiące ludzi, tak że nie można było wyegzekwować należnego podatku, bowiem masowo umierali chłopi.

Podobnie jak w przypadku zarazy ateńskiej, przyjmuje się, że choroba wzięła swój początek w Etiopii, skąd rozprzestrzeniła się na Egipt i północnoafrykańskie kolonie rzymskie. Objęła całe cesarstwo („od Egiptu do Anglii”). Rozprzestrzeniała się z olbrzymią szybkością, nie tylko przez kontakt bezpośredni, ale również przez styczność z ubraniami lub innymi przedmiotami należącymi do chorej osoby. Po pierwszej fali zarazy nastąpił okres remisji, po którym epidemia uderzyła z równie wielką siłą. Jej wybuchy miały związek z porą roku: infekcja uaktywniała się na jesieni, szalała przez całą zimę i wiosnę, po czym wygasała w czasie letnich upałów – taki cykl sugerować może epidemię tyfusu. Przyjmuje się, że umieralność w jej trakcie była wyższa niż podczas wszystkich wcześniejszych epidemii – liczba zmarłych przewyższyła liczbę tych, którzy ocaleli.

Podobnie jak w przypadku poprzednich epidemii, tak i w tym wypadku nie potrafiono jej przeciwdziałać. Szukanie winnych i ucieczka były praktycznie jedynymi metodami ratunku. Współcześni przypisywali winę za istniejącą pandemię chrześcijanom, mimo że podejmowali oni różne formy pomocy, a sam Cyprian wyróżniał się poprzez prowadzoną działalność charytatywną. W społeczeństwie Kartaginy wzmagała się nienawiść do wyznawców chrześcijaństwa i do samego Cypriana, który w pierwszych latach trwania epidemii był głową lokalnej gminy chrześcijańskiej. Prześladowanie chrześcijan za panowania Decjusza podzieliło Kościół w 250 roku.

Biograf Cypriana, Poncjusz z Kartaginy tak opisywał obraz epidemii: Obrzydliwa choroba, szerząc się niezmiernie i porywając codziennie niezliczone ofiary spośród ludności, nawiedziła niemal wszystkie domy wylękłego pospólstwa. Wszyscy drżeli, uciekali, unikali zarazy, porzucali swoich bez miłosierdzia, jak gdyby przez porzucenie umierającego na zarazę, można było samą zarazę usunąć. Leżały więc po całym mieście już nie ciała, ale trupy mnogiej liczby ludzi i domagały się od przechodniów miłosierdzia ze względu na wspólny los.

W obliczu śmierci szukano ratunku w Bogu, w religii. Dotyczy to wszelkich panujących wówczas wyznań. Początek epidemii zbiegł się w czasie z okresem wzmożonych prześladowań chrześcijan, do jakich doszło za rządów cesarza Decjusza (249-251). Obydwie okoliczności sprzyjały wytworzeniu się wśród ówczesnych chrześcijan przeświadczenia, iż stają się oni naocznymi świadkami ucisku, zapowiedzianego w Apokalipsie św. Jana. Istotny jest również fakt, iż w owym czasie społeczność chrześcijańska oczekiwała bardzo rychłego wypełnienia ewangelicznej zapowiedzi końca świata.

Wachlarz postaw podczas pandemii rozpinał się między strachem przed śmiercią a jej akceptacją, rozumianą jako droga wiodąca do nowego życia. Członków społeczności przerażała także wizja śmierci bliskich, a w następstwie pochówku tych zmarłych krewnych. Cyprian widział przerażenie na twarzach współbraci i tłumaczył, że nie mają powodu bać się cierpienia, a powinni bać się grzechu przeciwko Bogu. Tak ganił emocjonalne cierpienia, jakie ludzie przeżywali na myśl o utracie życia: „jakże to nierozsądnie i przewrotnie błagać, aby się działa wola Boża, a jednak, kiedy Bóg wzywa nas i woła do siebie, nie być zaraz posłusznym Jego woli!”

Tekst Cypriana ukazuje wątpliwości i rozterki jakie towarzyszyły członkom wspólnoty chrześcijańskiej. Pobożni wyznawcy zastanawiali się, dlaczego spotyka ich śmierć równie szybko, jak Rzymian, Żydów i innych członków społeczeństwa, bowiem zakładali, że jako wiernych służących swemu Bogu, powinno ominąć cierpienie: „Dziwią się niektórzy, że ta śmiertelność wspólną nam jest z innymi ludźmi”. Inni wierni nie oczekiwali umocnienia wiary, bali się, że umrą na skutek panującej epidemii, co pozbawi ich możliwości śmierci męczeńskiej. Cyprian wyjaśniał, że zarówno sama śmierć, jak i męczeństwo nie zależą woli jednostki, ale są darem Boga, a samo cierpienie jest próbą, która przybliża jednostkę do Boga, a jej zwycięskie przetrwanie zostanie nagrodzone poprzez spotkanie z Bogiem.

Powinniśmy tedy, najmilsi bracia, często rozważać i raz po raz myśleć o tym, żeśmy się świata wyrzekli i że tymczasowo tylko jako goście lub podróżni tutaj przebywamy. Witajmyż więc z otwartymi rękami ten dzień, który każdemu z nas mieszkanie oznaczy, który nas z tego świata wyrwie i od sideł światowych uwolni, a do raju i królestwa nas doprowadzi. Któż bowiem będąc z dala od ojczyzny nie spieszyłby do niej z powrotem? (Cyprian: O śmiertelności, rozdz. XXVII). Podobny sposób myślenia o zarazach zdominuje myśl kręgu kultury europejskiej i arabskiej na ponad tysiąc lat.

Pięćdziesiąt lat później, północnoafrykański konwertyta na chrześcijaństwo, Arnobius, bronił swojej nowej religii przed pogańskimi zarzutami: że plaga została sprowadzona na ziemię po tym, jak religia chrześcijańska przyszła na świat i po tym, jak ujawniła tajemnice ukrytej prawdy? Ale zarazy, powiadają moi przeciwnicy, i susze, wojny, głód, szarańcza, myszy, gradobicia i inne szkodliwe rzeczy, przez które nękana jest własność ludzka, sprowadzają na nas bogowie, którzy są wściekli z powodu twoich złych czynów i przez wasze występki.

Ostra faza zarazy Cypriana trwała aż szesnaście lat, wywołując powszechną panikę. Tysiące ludzi uciekało z zatłoczonych miast na wieś, tworząc nowe ośrodki zarazy, a wielkie obszary rolne przekształciły się ponownie w nieużytki: niektórzy sądzili nawet, że ludzkość nie przetrwa tej próby. Pomimo wojen, które toczyły się w Mezopotamii, na wschodniej granicy i w Galii, Imperium Rzymskie zdołało zażegnać katastrofę, ale jeszcze przed rokiem 275 legiony rzymskie wycofały się z Transylwanii i Czarnej Puszczy na linię Dunaju i Renu. Sytuacja była tak niebezpieczna, ze cesarz Aurelian zdecydował się ufortyfikować nawet Rzym.  

Nie potrafimy nawet szacunkowo wskazać jaka była liczba ofiar tej plagi. W ostatnim czasie grupa badaczy wykopaliskowych, zrzeszona we Włoskiej Misji Archeologicznej w Luksorze (MAIL), dokonała kilku znaczących odkryć na terenie kompleksu grobowego Harwa Akhimenru na zachodnim brzegu starożytnych Teb (w pobliżu dzisiejszego egipskiego miasta Luksor w prowincji o tej samej nazwie). Oprócz szczątków ludzkich pokrytych grubą warstwą wapna – środka stosowanego w czasach starożytnych w celu odkażania – odnaleziono trzy specjalne piece przeznaczone do wypalania tego materiału oraz ognisko, w którym zachowały się szczątki skremowanych ciał. Powyższe odkrycia wskazują na to, iż kompleks grobowy wykorzystywany był jako teren masowych pochówków zainicjowanych na skutek panującej wówczas pandemii. Ostatnie odkrycia archeologów zdają się potwierdzać tezę o dużej skali epidemii i liczbie ofiar. Badający cmentarz archeolog, Tiradritti zaznacza bowiem, że jego ekipa nie znalazła dowodów przeprowadzenia wobec ofiar zarazy jakichkolwiek obrzędów religijnych poprzedzających pochówek. Mamy świadectwa zarówno ciał spalonych, jak i pogrzebanych pośród wapna, co świadczy o tym, iż chciano ich pochować bezzwłocznie.

W 270 r. doszło do kolejnej epidemii, nie wiemy jednak, czy była to inna epidemia, czy też pokłosie poprzedniej. W jej wyniku miał umrzeć cesarz Klaudiusz II Gothicus. Według Historii Augusta , „za konsulatu Antiochianusa i Orfitusa przychylność nieba przyczyniła się do sukcesu Klaudiusza. Rzymianie widząc los dotkniętych głodem i zarazą barbarzyńców (w ich ocenie), nie kwapili się do dalszej wojny. Klaudiusz wzgardził dalszym ich podbojem. 

Nie jest wykluczone, że po ostrej fazie choroba przybrała formę łagodniejszą. W ciągu kolejnych trzech wieków, kiedy pod naporem Gotów i Wandali Rzym powoli chylił się ku upadkowi, odnotowywano wybuchy podobnej zarazy. Jednakże relacje z tego okresu są  bardzo niejasne.

XXX

O kolejnych zarazach dotykających społeczeństwa Rzymu i jego sąsiadów słyszymy w związku z inwazją Hunów, którzy w roku 451 wyruszyli na cesarstwo zachodniorzymskie. Zostali pokonani na Polach Katalaunijskich przez rzymskiego  wodza Aecjusza, wspartego przez „sprzymierzeńców” wizygockich, Attyla cofnął się, w następnym roku (452) najechał jednak północną Italię, początkowo odnosząc sukcesy (m.in. zburzenie Akwilei), wkrótce jednak ujawniły się braki w aprowizacji i zaopatrzeniu tak licznych wojsk. Dodatkowo pomocy cesarstwu zachodniorzymskiemu udzielił cesarz wschodniorzymski Marcjan. Część swoich sił Marcjan posłał do Italii oddając je pod komendę Aecjusza, równocześnie inne jego oddziały przekroczyły Dunaj i najechały terytorium państwa huńskiego. Braki w zaopatrzeniu, głód, panująca wśród Hunów zaraza, rosnący opór rzymski oraz wojskowa dywersja Konstantynopola skłoniły Attylę do zaprzestania najazdu. Średniowieczna tradycja chrześcijańska przypisywała ten odwrót umiejętnościom dyplomatycznym papieża Leona Wielkiego, który stał na czele poselstwa rzymskiego wysłanego do Attyli. Dziś w kulturze pojawia się legenda Aecjusza. Wkrótce po śmierci Attyli w roku 453 państwo Hunów rozpadło się w wyniku klęski zadanej im w bitwie nad rzeką Nedao w Panonii przez Gepidów pod wodzą Ardaryka w roku 454.

Posiadamy też nieliczne wiadomości o innych lokalnych epidemiach dotykających obszary Rzymu i jego państw ościennych tego okresu. Na przykład, podobno w 444 roku epidemia w Brytanii spowodowała, że umieralność była tu tak wielka, że żywi nie zdążyli grzebać zmarłych, a zaraza tak bardzo osłabiła siły rzymsko-brytyjskiego wodza Woryigerna, że nie był w stanie odeprzeć najazdu dzikich Piktów i Szkotów. Według legendy, po wysłuchania zdania innych wodzów, Wortigen zwrócił się o pomoc do Sasów, którzy w 449 roku przybyli do Brytanii jako najemnicy pod wodzą Hengista i Horsy. Jest całkiem prawdopodobne, że choroba tak bardzo osłabiła Brytów, iż Sasi bez problemów przeniknęli na wyspę. Widaomości te są jednak bardzo szczątkowe i nie wnoszą zbyt wiele do badań historii epidemii.

Obok wspomnianych pandemii ludność zamieszkująca obszary Cesarstwa Rzymskiego, a wcześniej i republiki dotykane były również innymi chorobami zakaźnymi. W czasach rozkwitu starożytnego Rzymu na jego terenach chorobą powszechną była malaria. Analiza materiału genetycznego, pobranego w różnych miejscach Włoch ze szczątków zmarłych blisko 2000 lat temu osób wykazała, że byli zarażeni wywołującym malarię zarodźcem sierpowatym (Plasmodium falciparum). To pierwotniak, który obecnie odpowiada za śmierć nawet 450 tysięcy osób rocznie. Autorzy pracy opublikowanej w najnowszym numerze czasopisma „Current Biology” podejrzewają, że w starożytnym Rzymie malaria mogła być przyczyną masowych, śmiertelnych zachorowań. Malaria miała prawdopodobnie istotne znaczenie w historii i mogła wywoływać w starożytnym Rzymie prawdziwe falę zachorowań i zgonów – mówi genetyk, Hendrik Poinar, szef Ancient DNA Centre. W zachowanych dokumentach zarówno antycznej Grecji, jak i Rzymu nie brakuje opisów gorączki która mogła być objawem malarii. Do tej pory nie było jednak sposobu, by wykazać, jakie pierwotniaki mogły być jej przyczyną – dodaje współautorka pracy, Stephanie Marciniak z Pennsylvania State University. Nasze dane pokazały, że przyczyna zachorowań było prawdopodobnie Plasmodium falciparum, a choroba dotknęła ludzi różnych środowisk ekologicznych i społecznych. To budzi nowe pytania o zasięg zachorowań na malarię i to, jak poważny był wpływ choroby na życie społeczności w obrębie Imperium – podkreśla ten badacz. 

Późniejsze źródła podają, że na początku naszej ery w większej części Europy już dość powszechną chorobą był trąd. Wraz ze wzrostem liczby zachorowań w IV wieku n.e. pojawiły się pierwsze leprozoria, czyli kolonie dla trędowatych, w których byli oni izolowani od reszty społeczeństwa. W ciągu następnych dwustu lat rozpowszechniły się one w całej Europie.

                                                      Piotr Kotlarz

Plaga Antonińska Domena publiczna, wielkahistoria.pl